Psalm 146,2 - "chcę chwalić Pana, jak długo żyć będę; chcę śpiewać Bogu mojemu, póki będę istniał."  
 

          Być może, niektórzy z was, już zastanawiali się nad zagadnieniem: praca nad sobą. Oddaję do waszej dyspozycji kolejną część mojej strony i mojego myślenia. Kiedyś, gdy potrzebowałem w swoim życiu takiego drogowskazu, Pan Bóg dał mi Psalmy. Wówczas skupiając się nad ich lekturą, dostrzegłem szereg bardzo konkretnych podpowiedzi i wskazówek. Poszedłem za nimi i odnalazłem drogę pracy nad sobą. Pojawiają się tu bardzo różne zagadnienia, z przeróżnych dziedzin życia ludzkiego. Rozważania te, pozwolą każdemu z was znaleźć jakąś ścieżkę, dla swojej pracy. Warto jednak pójść tą drogą, która w dużym stopniu ułatwi nam wyobrażenie, o życiu, myśleniu o sobie i swojej codzienności. Moje życie w oparciu o Psalmy, pomysł wydaje się być może nietypowy, ale jednak intrygujący. Bóg dał mi życie, a ja nie chcę go zmarnować, gdyż wiem, jak ważne są dary, które od Niego pochodzą. Parafrazując słowa z Psalmu 146... mogę powiedzieć - będę szedł drogą Psalmów, by ukształtować życie; będę wyśpiewywał moją codzienność, gdyż po to istnieję. Pojawiło się już wprowadzenie i już pierwsze rozważanie... niebawem pojawiać się będą następne. Owocnej i miłej pracy życzę.

 

WPROWADZENIE

Nic dla siebie…

         Kiedy patrzę na swoją wiarę, codzienność, moje bycie księdzem, zauważyłem, że zbyt bardzo przywiązuje się do pewnych spraw, osób. Tak, jakbym chciał zagarnąć ich dla siebie. Moje myślenie wzmogła też sprawa osobista. Zdałem sobie sprawę, że jest wiele rzeczy, które zwyczajnie chce dla siebie. Chęć posiadania czegoś, sprawia, że człowiek przywiązuje się do tego i przez to się zniewala, ograniczając swoje myśli i serce. Człowiek ma jakby „klapki na oczach”, ograniczające jego punkt wiedzenia.

         Jeśli ograniczę się do jednej rzeczy, wówczas jeśli nie jestem wolny, nie dostrzegam tego wszystkiego, co jest wokół tej rzeczy. Przywiązanie do rzeczy materialnych sprawia, że wydaje nam się, że nie możemy się obyć bez tej rzeczy. Z jednej strony przywiązanie, z drugiej strony nasza ograniczoność, które zawężają nasze perspektywy życia, nie pozwalając doświadczyć prawdziwej wolności i odkrycia pełni życia.

         Przypomina mi się historia Wojciecha Cejrowskiego, który opisywał tresurę słoni. Od maleńkości, słonie, przywiązywane są do małego palika, zaraz przy domu. Nawet, gdy dorastają, zwyczaj się nie zmienia. Te ogromne i sine zwierzęta, przywiązane do palika, który ze spokojem delikatnym ruchem mogłyby wyrwać, stają się potulnymi. Wychowywane w ten sposób, nie wyobrażają sobie innej możliwości życia. Historia ta ukazuje pewne zachowanie, które ze spokojem można by przenieść na nie jedną osobę. Przywiązani do czegoś, kogoś, nie potrafimy wyobrazić sobie zupełnie innego życia. Jednostronność i jednostkowość naszego postępowania często sprawia, że giniemy przy naszym paliku, do którego zostaliśmy przywiązani, a wokół nas istnieje szereg innych możliwości realizacji życia, którego się nie podejmujemy z racji sposobu życia, który wybraliśmy i do którego tak mocno się przyzwyczailiśmy.

         Zamiast cieszyć się życiem, będąc wolnym, pokutują w nas źle podjęte decyzje, źle dokonane wybory i nie potrzebne przywiązania.

         „jakby smutni, lecz zawsze radośni, jakby ubodzy, a jednak wzbogacający wielu, jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko… (por. 2 Kor 6,10)

         Szczególnie ostatnie słowa, tego fragmentu są dla nas ważne. Wskazują one dość istotną rzecz, a mianowicie wolność człowieka od przywiązań. Całkowita wolność jest wstanie dostarczyć nam całkowitej dyspozycyjności i zaufania względem tego, co ofiaruje nam wola Boża w chwili obecnej. Przypomina mi się pewna historia, kończąca pewnym pytaniem. Jeśli przyzwyczaiłem się do tego, co mam w domu, co tak skrzętnie może już od wielu lat chomikuję, to trudno mi rozstać się z jakąkolwiek rzeczą, nawet najmniejszym drobiazgiem. Wyobraź sobie sytuację: nagle w twoim domu wybucha pożar, albo zalewa twój dom woda, jaką rzecz na pewno byś ze sobą zabrał; czy nie miałbyś trudności wyboru?

         Przyzwyczajenia i chęć posiadania w wielu sytuacjach jest trudności, której człowiek musi stawić czoła. Brak osobistej walki z przyzwyczajeniami sprawi, że bardzo często doświadczymy rozgoryczenia i własnych ograniczeń. Zniszczeje w nas to, co jest naszym wewnętrznym skarbem i naszą cnotą.

         Przyzwyczajenie się do kogoś, że z kimś często jestem, rozmawiam jest niejako pragnieniem zawładnięcia kimś, pragnieniem posiadania tej osoby na własność. Swoim postępowaniem stawiamy człowiekowi palik, przywiązujemy go do niego i nie pozwalamy odejść. Nie możemy doprowadzić do takiej sytuacji, w której moje szczęście, inną osobę będzie kosztowało jakieś cierpienie. Nie możemy też dopuścić, by nieograniczona radość innych pozbawiła nas tego, co dla nas najcenniejsze.

         Najcenniejszym, ale i też najtrudniejszym zadaniem dla człowieka jest duchowa wolność, budowana w oparciu o zaufanie Bogu. Budowanie tego zaufania polega na wyzbyciu się własności. Posługiwanie się tym, co najbardziej potrzebne, a jednocześnie posługiwanie się tym, co pochodzi od Boga.

         „Panie, mój Boże! Poprosiłeś mnie o wszystko – weź więc i przyjmij wszystko. Dzisiaj daję samego siebie i poświęcam się Tobie bez reszty i nieodwołalnie… dla Twej miłości wyrzekam się wszystkiego (akt oddania DC)

         Pozostawiam Ci (Boże) całkowitą swobodę posługiwania się mną. Trudna rzeczywistość! Jest to łaska, by tak żyć, tak postępować, by być narzędziem w ręku Boga. Moja otwartość na działanie Boga we mnie tkwi w prawdziwej wolności. To ja dysponuje swoją wolnością, tylko ja mam prawo decydować jak mam postępować. Przywiązanie się do czegoś, jest w jakiejś mierze brakiem zaufania względem Boga, jest pozostawieniem sobie własnych wyjść ewakuacyjnych, na wszelki wypadek. Dla jednych będzie to pseudo – roztropność, dla innych brak zaufania w Bożą miłość. Podobnie jak bogaty młodzieniec nie potrafi iść pełni za Jezusem, gdyż polega na sobie i na tym co posiada. Materializm jest jego pewnikiem – ewentualną drogą ewakuacyjną, gdyby plan Boga nie odpowiadał człowiekowi.

         Wielu ludzi przyzwyczaiło się do tego, aby mieć. Człowiek chce czuć się bezpiecznie, dlatego stale trzyma coś w zanadrzu. Rzadko kiedy ludzie ryzykują np. tym, żeby nie mieć ani grosza na koncie, by nie mieć jakiejś ważnej rzeczy – podwójnej. Różne są zabezpieczenia, ale wszystkie są po to, by kontrolować w jakiejś mierze swoją przyszłość, codzienność. Wpadamy w paranoję, gdy cokolwiek z tego, do czego się przyzwyczailiśmy, tracimy lub przestajemy nad tym panować.

         Ofiarowanie się Jezusowi i radykalność, pomogą nam pokonać ograniczenia, które być może budowaliśmy przez szereg lat. Jest to pewnego rodzaju wewnętrzne zranienia, które wymagają uzdrowienia. Różnica w posiadaniu Bożych darów, a posiadaniem po ludzku czegoś jest taka, że to, co daje Bóg jest nam rzeczywiście potrzebne i natychmiast po otrzymaniu tego daru, używamy go aż do zużycia, wówczas otrzymujemy kolejny dar. Do niczego się nie przywiązujemy, gdyż te dary, pochodzące od Boga, stale są w ruchu. Rzeczywistość ludzka natomiast, skłania nas do tego, by mieć, aniżeli używać. Bardziej chodzi o posiadanie, o to, by być bezpiecznym niż o to, by dzielić się dobrem.

         Każdemu z nas ofiarowana została wolność, byśmy kształtowali tak życie, by pomnażać, dzielić i tworzyć. Życie jest darem, i w taki też sposób powinno być traktowane i realizowane. Warto, abyśmy podjęli refleksję w swoim życiu nad tym tematem i starali się o zyskanie całkowitej wolności.


PRACA NAD SOBĄ - poszczególne Psalmy

Psalm 1

Budowanie własnego życia.

         Niekiedy zdarza się tak, że skrupulatnie budowane życie, przez różne sytuacje zostaje nagle zachwiane i zdruzgotane. Wszystko to, co do tej pory wydawało się nasze, nagle jest jakby obce, trudne do zrozumienia, coraz bardziej ciężkie. Dochodzimy do takiego miejsca, w którym czujemy jakby wszystko nam uciekało – wypadało z rąk. Czujemy się przegrani, niekiedy oszukani. Dopada nas beznadzieja i bezcelowość naszego działania. Życie podobne do puzzli zostaje rozsypane i stoimy znów na początku całej tej układanki, i znów towarzyszy nam trud i odpowiedzialność mozolnego układania całego obrazu. Pytanie, czy po zburzeniu musimy wracać do tego, co było, czy raczej warto, abyśmy układali inny już obraz. W tym miejscu spoczywa największa odpowiedzialność, gdyż wszystko zależy od naszego umiejętnego rozeznawania woli Bożej. „szczęśliwy człowiek, który nie idzie za radą występnych, Nie wchodzi na drogę grzeszników i nie zasiada w gronie szyderców, lecz w Prawie Pańskim upodobał sobie i rozmyśla nad nim dniem i nocą”. (Ps 1,1-2)

         Rozważanie woli Bożej, rozmyślanie – a więc przeżywanie tej woli na poziomie własnych codziennych myśli, które przyczynią się do duchowego wzrostu, oraz odpowiedniego ukształtowania dnia codziennego, w nieustannym poddawaniu własnego życia, weryfikacji woli Bożej. Człowiek postępujący zgodnie z wolą Bożą, „jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą”. (Ps 1,3) Dzięki woli Bożej, łączącej się z człowiekiem i jego sercem, człowiek wydaje owoc, w odpowiednim czasie, który wskaże Bóg, moje działanie wówczas nie zwiędnie, lecz będzie udane. Działanie zgodnie z wolą Bożą, wymaga, abyśmy stali się całkowicie puści, w pełni Mu zaufali i oddali swoje plany na rzecz tego jedynego, Bożego planu. W moim życiu nie może wygrywać moje ja, lecz zawsze i wszędzie Bóg i Jego wola.

         Muszę być „jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą” (Ps 1,3), a nie jak „plewa, którą wiatr rozmiata” (Ps 1,4)

         Drzewo, by wzrastać, zapuszcza korzenie w glebie, by z niej wyciągać wszelkie potrzebne związki, by rosnąć i stawać się silniejszym i dojrzalszym. Na drodze naszego wzrostu staje odpowiedni grunt wzrostu – wola Bożą; siła – sakramenty i dojrzałość – doświadczenie płynące z miłości wzajemnej. Kształtowanie życia jest ścisłą współpracą z Bogiem, który otacza nas swoją Miłością i przekonuje do współpracy ze sobą. Dzięki temu, każdy z nas ma szansę umacniania w sobie tych wartości, które proponuje nam sam Bóg. On wciąż nas zachęca i zaprasza do tego, aby wymagać od siebie coraz więcej, by nie utracić żadnej chwili, oraz zawartych w nich duchowych, Bożych skarbów. Krzewiąc w sobie Boże wartości, zyskuję zarówno odpowiedni sposób traktowania swojego życia, jak również wewnętrzną harmonię z swoimi myślami, pragnieniami. Wówczas nasze działanie, podobnie jak nasze wnętrze, może być pełne pokoju, harmonijne i udane.

         Jeśli nie działamy we współpracy z Bogiem, wówczas nasze wartości, jeśli jakieś w ogóle mamy, często są zachwiane, pozbawione rzeczywistego celu. Gdy pozbawieni jesteśmy silnych fundamentów, każda trudniejsza sprawa, albo niepewność, może spowodować zachwianie i zburzenie  naszych doświadczeń. Warto uświadomić sobie, że brak konstruktywnych wartości w życiu, może sprawić, że nasze zamiary szybko ostygną, a cele wypalą. Ulegając zewnętrznym uwarunkowaniom, człowiek pustoszeje, nie odnajduje wewnętrznej siły woli, idzie przez życie, ale życie zwyczajnie go mija.

 

Psalm 2

Boję się już życia.

            Człowiek odkrywając życie, widzi w nim coraz więcej też ciemności. Każdy człowiek to odrębna, indywidualna, historia. Historia ta, niekiedy bywa bardzo skomplikowana, co spowodowane jest przez szereg przeróżnych doświadczeń. Czy historia mojego życia może mnie wystraszyć i zniechęcić? Podejmowanie różnych rozważań, na temat, swojego życia, służy nade wszystko temu, aby odnajdywać rozwiązania. Boję się życia wówczas, gdy się w nie, nie angażuję, gdyż boję się własnej codzienności, a więc zadań, które stawia mi życie. Uwięzieni w klatce własnych domysłów, planów i gdybań, nie potrafimy, w odpowiedni sposób przeżywać własnego życia. Ograniczenia i zniewolenia tkwią w naszym sposobie myślenia i traktowania doczesnego życia. Jak się nie bać swojego życia?

            Według Psalmu 2,3 – „… więzy precz odrzućmy od siebie!” – to słuszna metoda. Zdobycie poczucia wolności we własnym życiu, otworzy nas na dar Boga: Ps 2,7 – „…Ja dzisiaj zrodziłem Ciebie” – życie, w którym każde doświadczenie, może czemuś służyć, jeśli jestem otwarty na wolę Boga. Bóg powołał mnie do istnienia, ofiarował mi dary – narzędzia, dzięki którym mogę odpowiednio wykorzystać własne życie. Wola Boża ukazuje mi moje prawa, obowiązki i zadania. Wartość życia, jego wyjątkowość, nie tkwi w tym, co po ludzku osiągnę, ale w tym, że moje życie jest darem Boga i nie mogę go ani zaprzepaścić, ani w jakikolwiek sposób przysłużyć się do jego zniszczenia. Nie zmarnuje swojego życia, gdy odkryję swoje powołanie i misję, która w tym powołaniu została mi powierzona – dlatego „Służcie Panu z bojaźnią” (Ps 2,11). Wielkość Boga zdumiewa, ale, dla wielu ludzi jest też źródłem niepokoju. Kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, jak wiele otrzymujemy od Boga, jak bardzo nas kocha i potrzebuje, wówczas przeraża nas fakt życia.

            Świadomość spoczywającej na nas odpowiedzialności, jednych paraliżuje, innych mobilizuje. Chrystus powołując nas do istnienia, przekazuje nam niewymierną władzę. Każdy z nas ma prawo do decyzji, a to szczególnie mobilizuje do tego, by podjąć się współpracy z Bogiem. „Szczęśliwi wszyscy, którzy Mu ufają” (Ps 2,12). Werset podkreśla zaufanie, jako narzędzie współpracy z Bogiem, środek komunikowania się, planu Bożego z historią każdego z nas. Ufność, jest oznaką otwartości, czyli przyjmowania tego, co Bóg dla mnie zaplanował.

            By nie bać się życia, by móc podejmować coraz odważniejsze decyzje, potrzebujemy otwartości na plan Boga, który ukazuje się nam poprzez sytuacje, ludzi, myśli i pragnienia. Odkrywanie w planie Bożym, Jego Miłości do człowieka, pomoże nam bardziej krytycznie spoglądać na naszą codzienność i starać się odpowiednio ją kształtować. Radość, może być naszym udziałem tylko wtedy, gdy będziemy potrafili wyrzec się własnych celów i pragnień.  Dla człowieka, który walczy o własną niezależność, trudno będzie rozeznać i przyjąć wolę Bożą. Choć większość z nas jest osobami wierzącymi, lecz nie wszyscy tak naprawdę żyjemy wolą Bożą. Trudność leży w tym, że trudno nam wyobrazić sobie życie według woli Bożej. Strach przed takim życiem, spowodowany jest tym, że boimy się opuścić świat swoich przyzwyczajeń. Boję się żyć, bo nie mam pomysłu na życie. Ja w swoim życiu, posiłkuję się przykładami ludzi, których sposób na życie, odpowiada mojemu sposobowi życia. Ufając Bogu, wciąż odkrywam dzięki tym osobom, nowe perspektywy dla mojej codzienności. A jedność z moimi wspólnotami wciąż mnie przekonuje o tym, że warto wprowadzać w swoje życie pewne sposoby postępowania, by dzięki temu uświęcić się i stale wzrastać.

 

Psalm 3

Pomoc z zewnątrz.

            Każdy przeżywa swoje życie na swój sposób. Jedne osoby są bardziej racjonalne, inne bardziej emocjonalne, inni jeszcze potrafią zachować dystans i obiektywność. Jakkolwiek przeżywamy różnego rodzaju sytuacje, tak zawsze doceniamy pomoc i wsparcie ludzi, którzy trwają przy nas. Ich wyciągnięta, w geście służenia pomocą, ręka, jest dla nas nadzieją, ale i też przekonaniem – nie pozostanę sam. Roztropność człowieka, który przeżywać będzie jakieś trudności, polegać będzie na tym, że przyjmie ten gest pomocy, nie pogardzi, tkwiąc być może w bezsensownym przekonaniu, że sam sobie w tej sytuacji poradzi. Oczywiście musimy umieć walczyć i stawiać czoła trudnościom, ale fakt, że są ludzie gotowi mi pomóc tym bardziej powinien mnie mobilizować do pracy nad sobą i nad tym, co dzieje się w moim życiu. „Ty zaś, Panie, tarczą moją jesteś i chwałą, Ty moją głowę podnosisz” (Ps 3,4)

            Nasza wiara ma oparcie w osobistej decyzji: wybór Jezusa jako naszego Pana. Każdy dzień rozpocznijcie od wcielenia tej prawdy. Uzmysławiam sobie, że należę do Boga i w pełni chcę realizować wolę Bożą. Zdaję sobie sprawę z tego jak ważny jestem dla Boga i że nigdy nie pozostaję sam. Jezus jest stałym towarzyszem naszej drogi. Nasze postępowanie, często sprawia, że jest On odsunięty na bok, bez prawa zabrania głosu. W takiej sytuacji, tworzymy nasze życie w oparciu o swój osobisty plan, nie odczuwając wsparcia z zewnątrz, ze strony Boga. Skazujemy się sami na samozagładę. Pozbawiamy się faktycznych wartości, które mogłyby stanowić dla nas nie wysychające źródło dobra i wszelkiej inspiracji.

            Życie powinno być nieustanną współpracą z Bogiem; uwrażliwianiem się na Jego wolę i stawianiem jej w centrum naszego życia. Bóg osłania nas, chroni przed tymi zagrożeniami, które całkowicie mogą odebrać nam wszelkie dobro. Sytuacje, które dopuszcza, mają często również ogromny wpływ, ale ich zadaniem jest nas kształtować, nawracać i uszlachetniać. Charisso – gr. Słowo oznaczające rzeźbić, ryć, kształtować – takie myślę właśnie mają zadanie sytuacje, które Bóg na nas dopuszcza.

            By wytrwać w Bożym planie, by wykorzystać w pełni swoje życie, powinienem zadbać o moje zjednoczenie z Bogiem. Utrzymywanie stałego kontaktu z Bogiem (modlitwa, rozeznanie i pełnienie Jego woli, sakramenty) otworzy nasze oczy na działanie Boga tu i teraz, w chwili obecnej. Utrzymywanie tego zjednoczenia ofiaruje nam stałe odczucie Bożej opieki i wsparcia, gdyż „Pan mnie wspomaga” (Ps 3,6). Dzięki zjednoczeniu z Bogiem odnajduję klucz do zrozumienia, oraz do głębszego wejścia w moje życie.  Codzienność, choć nadal trudna, pozwoli mi odkryć, właściwy sens i cel. Bóg nigdy nie opuszcza człowieka. Wciąż jest gotów wspomagać człowieka, lecz ten musi zrozumieć Boże działanie i podejmować się drogi, którą wskazuje mu Bóg. By Bóg mógł nas wspomagać, nie możemy pozwolić sobie na jakiekolwiek oddalenie od Niego. Wzrastanie przy boku Jezusa, gwarantuje nam światło potrzebne do podejmowania decyzji; kroczenia odpowiednimi szlakami codzienności. Bóg ochraniając nas, stawia nam odpowiednie doświadczenia. Ich wykorzystanie jest naszym skarbem, wsparciem dla przemian i źródłem nowych zadań.

 

Psalm 4

Przyziemność i doczesność.

            Dziś żyć, bez rzeczy materialnych, bez jakiegoś dobra, wydaje się to niemożliwe. Materializm jest niekiedy koniecznością i nie potrafimy przeżyć bez najbardziej koniecznych rzeczy. Pracujemy, aby jakoś żyć; żyjemy, aby pracować. Niebywały paradoks, ale wiele tłumaczy - tak trzeba, bo inaczej się nie da. Odpowiedzialność za dom, rodzinę, mobilizuje, by nie utracić ducha i chęci. Każdy chce żyć w jakimś dostatku, osiągnąć jakiś stan, odczuwać wygodę i zadowolenie. Nie przekreślamy ludzi, ani ich sytuacji, ale każdy z nas powinien się rzeczywiście zastanowić, czy materializm wymaga aż takiego zaangażowania. Praca pochłania nas do tego stopnia, że musimy odłożyć na bok czas przyjemności, wypoczynku, czas bycia dłużej z najbliższymi. Jednak nasze zabieganie to rezultat myślenia – chce być bezpieczny, chce mieć gdzie wrócić. Dlatego słowa, Ps 4,9,  oddają w pewien sposób to, czego pragniemy: „Spokojnie zasypiam, kiedy się położę, bo tylko Ty jeden Panie, pozwalasz mi żyć bezpiecznie”. Bezpieczeństwo w Bogu… Zastanawia mnie właśnie jak mam żyć, aby odczuwać bezpieczeństwo w Bogu. Jeśli nie narażam się, uczestnicząc w złych sytuacjach, wówczas wiem, że nic mi się nie stanie, nic nie zniszczy mojego życia. Zagrożeniem dla człowieka jest zło, dlatego trwanie przy Bogu, gwarantuje mi bezpieczeństwo. Bóg kieruje moimi drogami, zna mnie i wie jakimi ścieżkami mnie prowadzić, by mnie czegoś nauczyć. Codzienność ma w sobie wiele zagrożeń, którym musimy stawić czoła. Przyziemność i doczesność są wymaganiem dzisiejszych czasów, lecz jako chrześcijanin muszę wymagać od siebie, by ustrzec się od płycizny życiowej. Szukając bezpiecznego schronienia w Bogu, tak naprawdę, poszukuję właściwych wartości, dzięki którym, będę umiał się jednocześnie odnaleźć w tym świecie, a jednocześnie nie tracąc ducha – czyli żywej wiary, zjednoczenia z Jezusem.

            Wieczorna pora jest w moim przypadku azylem. Znikają sprawy dnia, zadania się kończą i pozostaje moja cisza. Wówczas uruchamiają się inne myśli, którymi biegnę do Boga, szukając w Nim wytchnienia i ratunku. Spotkanie z Bogiem jest jak oaza na pustyni. Oprócz podstawowych rzeczy potrzebnych do życia, zyskuje również azyl – miejsce odosobnienia, w którym mam poczucie bezpieczeństwa.

            Jednak w trudnych doświadczeniach, szatan pragnie związać serce człowieka z dużo prostszymi do osiągnięcia korzyściami. Dlatego pytanie psalmisty jak najbardziej potrzebuje naszej osobistej odpowiedzi: „Czemu kochacie i szukacie kłamstwa.” (Ps 4,3)

            Poziom życia, wymaga naszego zaangażowania. Człowiek, woli jednak zadowolić się czymś dużo prostszym, mniej wymagającym, aniżeli wpaść w mozolną pracę, by zyskać coś, co ma wartość duchową, a czym trudno się zadowolić i spełnić swoje pragnienie szczęścia. Płytkość naszego życia natomiast, wypływa z podobnego też minimalnego zaangażowania. Człowiek powinien zdać sobie sprawę z ważnej rzeczy, a mianowicie w zależności do czego przywiązuje serce, ta sprawa staje się jego głównym zainteresowaniem.

            W zależności od tego, czym przesiąknięte jest serce, takie staje się nasze życie i codzienność. Absorbując się jedynie doczesnością i przyziemnością, człowiek nie wzniesie swojego życia na szczyty możliwości. Niestety, wówczas zarzuci „kotwicę w swojej codzienności”. Odczuwać będzie niespełnienie, przywiązanie do tego, na co go jedynie stać.

 

Psalm 5

Przewodnik w codzienności.

            Najbardziej odpowiedzialnym krokiem naszego dnia jest jego początek. Towarzyszące nam od rana myśli, stają się motorem dla dalszego działania, obudzeniem w nas pragnienia poszukiwania dobra i piękna. Życie staje, na fundamencie naszego początku dnia. W zależności od tego, jaka jest nasza otwartość na Boga, już u podstaw, a więc już od początku dnia, tak też później kształtuje się nasza codzienność.

            Warto abyśmy, „rano przedstawiam Ci prośby i czekam” (Ps 5,4) ofiarowali Bogu i sobie ten czas, w którym będzie wstanie do nas przemówić. Jego odpowiedź, by była zrozumiana i przyjęta, wymaga naszej otwartości. Nie możemy przedkładać swoich planów, pomysłów, odpowiedzi, ponad to, czego On rzeczywiście oczekuje. Słowo „czekam”, sugeruje, że musimy stworzyć w sobie miejsce dla Boga, w którym będzie działał i stale, w ciągu dnia, do nas przemawiał. Musimy stworzyć również odpowiednie warunki, w których Bóg, we mnie, będzie wzrastał i działał. Bóg powinien, za naszym przyzwoleniem, stać się naszym osobistym i najważniejszym Przewodnikiem. Gdy się to stanie, wówczas „W swej sprawiedliwości prowadź mnie, Panie, na przekór moim wrogom, wyrównaj przede mną Twoją drogę” (Ps 5,9). Bóg jako nasz Przewodnik nie tylko rozjaśni mój umysł, ale wskaże niekiedy bardzo konkretną drogę. Jego wskazówki muszą być bezwzględnie realizowane, dlatego nasze tworzenie życia z Nim, powinno wypływać nade wszystko z miłości. Nasza codzienność jest splotem doświadczeń, które powinny coraz to wierniej oddawać ducha, którym Bóg pragnie nas przeniknąć, poprzez nauczanie Jezusa. Pragnie otworzyć nam oczy i wspierać nas w stawianiu czoła naszej codzienności. Nasze predyspozycje, umożliwiają w jakiejś mierze osiągnąć pułap życia, ale głębię możemy odkryć jedynie dzięki Bogu i razem z Nim. Skoro nas stworzył, powołał do szczególnych zadań, to pragnie nas, w tym dążeniu wspierać i udzielać łask, które po obecnym życiu pozwolą nam doświadczyć Jego stałej, niczym nie ograniczonej obecności. Jezus stając się naszym Przewodnikiem, staje się kanałem sięgającym naszego serca, dzięki któremu Bóg pragnie objawić mi jedyną prawdę o moim życiu. Bóg nie spełnia funkcji zastępowania mnie w jakiś wydarzeniach, ale mobilizującą mnie do wejścia w siebie, odkrycia niebywałego, zawartego we mnie potencjału i użycia go dla własnego i innych uświęcenia. Jego wsparcie jest nie zastąpione i by móc nie tylko przejść przez życie, ale by móc być „Błogosławionym” w tym życiu, musimy zbliżyć się do Niego na tyle, by nie utracić Go z pola widzenia i by Jego głos w naszych uszach był na tyle doniosły, by Go słuchać… Bóg jedynie zna trajektorię mojego życia i tylko On może udzielić mi tych wskazówek, które umożliwia mi wypełnić życie do końca, zgodnie z Jego wolą. Bóg Przewodnik jest Instruktorem życia, które dla nas pomimo ogromnych starań, wciąż jest ogromną tajemnicą. Życie, pozbawione Przewodnika, staje się niezrozumiałym wydarzeniem, które trudno nam objąć całościowo.

 

Psalm 6

Uzdrawiać życie.

            Często, w naszych codziennych wydarzeniach, towarzyszą nam, pokutujące od długiego czasu, zranienia, które stają się naszymi osobistymi ograniczeniami. Człowiek, przez to, pozbawia się ogromnej części dobra ze swojego życia. Ograniczenia te sprawiają, że w wiele sytuacji się nie angażujemy z lęku, czy z braku umiejętności, a nade wszystko z powodu zranień, czy naleciałości spowodowanych jakimiś wydarzeniami w przeszłości. Pokutujące w nas jakieś myśli, czy odczucia, czynią w nas pustkę, odsuwając nas, od szans i możliwości, czynienia swojego życia w „normalny” sposób. Każdy z nas, ma możliwości obserwowania swojego życia z różnych stron. Dla bacznego i obiektywnego obserwatora, odkrycie prawdy, nie jest czymś nierealnym. Jednak, skoro istnieją w kimś zranienia, to znaczy, że nie dostrzega prawdy i nie dąży do rozwikłania spraw i pójścia dalej. Stale zarzucamy, gdzieś w nasze życie, mniejsze lub większe kotwice, które ograniczają nas, spowalniają, a niekiedy całkowicie zatrzymują. Pozbawieni wolności, grzęźniemy na mieliźnie naszych opinii i nie rozwiązanych spraw. Jeśli nie otworzymy się, jeśli nie rozwiążemy pewnych spraw, wówczas wewnętrznie „gnijemy”, co doprowadza do całkowitego zniszczenia w nas tego, co dobre.

            „Zmiłuj się nade mną Panie, bo jestem słaby, ulecz mnie…” (Ps 6,3). Człowiek proszący o „ocalenie duszy” (Ps 6,5) jest tym, który dostrzega prawdę o swojej sytuacji i szuka w Bogu, jakiegoś konkretnego rozwiązania. Tylko wtedy, gdy staniemy wobec prawdy, gdy ją będziemy pragnęli naprawić, doświadczymy pierwszego uwolnienia i uzdrowienia. Samo zauważenie prawdy nie wystarczy. Potrzebujemy odniesienia swojego życia do Boga, by w Nim odnaleźć drogę rozwiązania. Ta właściwa prawda, rzuca światło na nasze życie i dzięki temu, zaczynają otwierać się przed nami, ewentualne możliwości realizacji swojego życia, przy jednoczesnym poddaniu się Bogu i Jego mocy uzdrawiającej. W tym, czego do tej pory nie dostrzegaliśmy, teraz widzimy prawdę, a w prawdzie widzimy, to, co pozostaje nam do przemienienia. Bóg uwalniając nas od poszczególnych zranień, zaprasza, do pójścia drogami nowych rozwiązań.

            Każdy dzień jest okazją, do uczynienia wszystkiego nowym. Nasze życie nie powinno polegać na stałym powracaniu w przeszłość i rozczulaniu się nad czymś, ale na pełnym zaangażowaniu w chwilę obecną, w której wciąż czeka na nas, szereg zadań do realizacji. Wola Boża, zawarta w chwili obecnej, jest naszym lekarstwem. Pełnienie jej, angażowanie się w całkowite zjednoczenie z wolą Bożą, odkryje przed nami prawdę i możliwości, albo jej naprawienia, albo pełniejszej realizacji. Chwila obecna – dar Boga, jest kluczem do naszego życia. Bóg ofiarowuje nam kolejne doświadczenia, które pomogą nam w dokonywaniu wewnętrznego uzdrowienia.

            Jeśli zaufam Bogu i w Jego rękach złożę moje bóle i zranienia, wówczas zostaną mi one odebrane, a otwarcie się na to, co Bóg dla mnie zaplanował, w chwili obecnej, będzie okazją, uzdrowienia tych miejsc i zapełnienia pustki powstałej przed odcięcie się od tego, co złe w moim życiu.

 

Psalm 7

Proste serce.

            W kolejnym psalmie moją uwagę przykuło zdanie: „On zbawia ludzi prostego serca” (Ps 7,11), które automatycznie zrodziło pytanie – jakie jest to, proste serce?

            Przez lata życia, człowiek, w swoim sercu gromadzi bardzo wiele różnych doświadczeń, które mają ogromny wpływ, na nasz system oceniania, na metody postępowania, na kształtowanie nowych pragnień. Nasze doświadczenia mogą, ale nie zawsze muszą, ułatwić nam życie. Niekiedy, powodują zatwardziałość, nieufność wobec kolejnych chwil naszego życia. Takie serce, wydaje się być zamkniętym i ograniczonym, przez szereg spekulacji. Im bardziej jestem czymś przesiąknięty, im bardziej w coś angażuję moje złe emocje, tym bardziej reakcje, w moim sercu, wydają się być zawiłe, ograniczone. Inaczej rzecz ujmując: stajemy się bardziej skomplikowani, a nasze serce jest coraz bardziej zatwardziałe. Angażując się w coś, w naszym sercu pojawiają się spekulacje, które wzbudzają pragnienia, pożądliwość i chęć zysku. Trudno w takiej sytuacji mówić o prostocie serca. Biblia wykorzystuje obraz serca, po to, by ukazać je, jako ośrodek życia. Jeśli obejrzymy nasze centrum, to miejsce, od którego wszystko ma brać swój początek, to tym bardziej powinniśmy zastanowić się nad tym, jakie ono jest i jakim duchem bije. W zależności od tego, co kryje się w moim sercu, tak kształtuje się moja teraźniejszość i przyszłość. Uświadamiamy sobie fakt, że bardzo ważna jest formacja serca, by uwolnić je od tego, co mogłoby negatywnie wpływać na nasze życie.

            Proste serce, to takie, które ufa; które pełne jest prawdziwych wartości; które jest bezinteresowne; które jest oświecone Prawdą; które jest całkowicie wolne.

            W zależności od tego, czym żyjemy, tym też przesiąka serce. Jest ono jak gąbka, która pochłania to wszystko, w czym uczestniczymy, z czym ma styczność. Często pochłaniamy nawet to, czego do końca nie jesteśmy świadomi. Odkrywamy to, dopiero wtedy, gdy bardziej bezpośrednio uczestniczymy w danym wydarzeniu.

            Naszym zadaniem jest odpowiednio kształtować swoje serce. Aby to uczynić musimy najpierw swoje serce ochronić przed atakami ludzkich wad, skłonności. Musimy żyć takimi wartościami, które będą kształtować w nas odpowiednie zachowania; pomogą nam dokonywać takich wyborów, które jeszcze bardziej rozkrzewiać będą ofiarowaną nam wolę Bożą. Utrzymywanie żywego kontaktu z ogólnie pojętym Dobrem, będzie uszlachetniać stale nasze serce, a jednocześnie stworzy odpowiednio silną zaporę, hamującą zło – zewnętrzne czynniki.

            Serce, jest duchowo bardzo wrażliwym narzędziem, dlatego proste serce, to takie, które nie ma w sobie jakiegokolwiek zabarwienia złem, które uwrażliwia nas na ludzi, ich los i otaczający nas świat. Serce staje się pryzmatem przez który przechodzi każde nasze doświadczenie, tworząc niebywałą przyszłość, przedstawiającą się w przeróżnych kolorach, które odpowiadają za każdą sferę naszego życia. Serce jednocześnie jest tym miejscem, w którym te kolory się mieszają i wydają kolejne doświadczenia, budujące jeszcze bardziej nasze serce.

 

Psalm 8

Kim jestem?

            Pod każdym względem człowiek jest wyjątkowy. Choć wskazują na to prawie wszystkie dziedziny naukowe, choć przemawia za tym również religia, to i tak sam człowiek, ma trudność w odkryciu tej wyjątkowości. Problem ten, w znacznym stopniu komplikuje nam życie, powodując, że nie odkrywamy dobra, które jest w nas, które również na nas, jeszcze czeka. Pozbawieni własnej wyjątkowości, popadamy w stagnację; w brak akceptacji samego siebie; w zaciemnienie własnych horyzontów. Żyjemy zamknięci we własnych ograniczeniach, nie możnościach, poszukując jakiegoś konkretnego klucza, rozwiązania takiej sytuacji. Zachwyt nad życiem, jest zachwytem nad Stwórcą, który po to dał nam życie, by nasze istnienie Go wielbiło. Wielkość Boga jest niezgłębioną tajemnicą dla człowieka. Odczuwamy mimo wszystko odległość, która nas dzieli, gdy odkrywamy fakt, że jesteśmy przez Niego kochani. Paradoksalnie, człowiek uważa, swoje istnienie, za małe, wobec otaczającego nas wszechświata, ale to jednak Bóg nas umiłował w swoim Synu, do końca. Wszystko zostało poddane człowiekowi. Posiada on tak wielką władzę, aż wydaje się, że jest to władza absolutna. Choć małość człowieka budzi poczucie bycia zależnym od wszystkiego, co nas otacza, to jednak człowiek został postawiony ponad światem materialnym, by nim rządzić, by się nim posługiwać, by dla własnego dobra go wykorzystywać. W oczach Boga jestem kimś wyjątkowym, lecz moja codzienność powinna skłaniać do odkrywania tej wyjątkowości i pogłębiania jej przez duchowy aspekt życia.

            Ps 8,5 – „… czym jest człowiek, że o nim pamiętasz i czym syn człowieczy, że się nim zajmujesz?” Stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, w Chrystusie odkrywamy własną tożsamość.

            Chrystus jest owym kluczem do zrozumienia Boga. Rozwiązaniem dla naszej codzienności. W Nim zawiera się wszystko to, co jest programem Boga wobec każdego z nas.

            Kim jestem? Moja odpowiedź brzmi: Jestem prawdziwym człowiekiem. Jestem nim dopiero wtedy, gdy moje życie zwrócone jest ku Bogu, jest uwielbieniem i dziękczynieniem za to, że „wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1,49). Odkrywając własną godność, wyjątkowość, człowiek jest wstanie, odpowiedzieć Bogu całym sobą. Dzięki temu, każdy z nas ma możliwość podjąć się zadań, które tylko i wyłącznie mnie, powierza Bóg. Odkrywając kim jestem, znajduję drogę osobistej realizacji życia. Angażując się w pełnienie woli Bożej, w każdej chwili obecnej, człowiek odkrywa kim jest. Godność i życie – dwa skrzydła umożliwiające człowiekowi wzrastać i dokonywać cudów na rzecz chwały Bożej. Odkrywanie własnej tożsamości precyzuje cele i zadania do spełnienia, a jednocześnie przybliża nas do Tego, który dał nam początek. Wówczas „obraz i podobieństwo”, stają się bardziej sprecyzowane i wyraźne, a pragnienia coraz doskonalej jednoczą się z wolą Bożą. Człowiek, dzięki Bogu, bardziej świadomie staje się sobą. Próbując odpowiedzieć na pytanie: kim jestem?, muszę bardziej być zjednoczonym z Prawdą, która stanie się wewnętrznym światłem i natchnieniem.

 

Psalm 9

Być świadkiem

            Przywykliśmy, jako ludzie, do tego, że „dawać świadectwo”, kojarzymy i rozumiemy bardziej jako teoretyczne napominanie jakiejś osoby, wskazywanie drogi, ukazywanie jakiegoś postępowania. Wyciągamy z naszych doświadczeń przeróżne, bardzo często piękne myśli, przekazujemy je innym osobom, bardziej jako zadanie, niż jako dar. Jeśli odkrywamy w swojej codzienności coś niebywałego, staramy się na tym doświadczeniu, budować radość i własne szczęście. Dobro, które rodzi się przy okazji różnych doświadczeń, powinno stać się naszym elementem budulcowym. Dobro zyskane za pomocą jakiś doświadczeń, powinno stać się mną, a nie moje. Różnica nie wielka, przynajmniej tak się wydaje. Chciałbym ukazać właściwe rozumienie świadectwa. Mam być świadkiem, a nie mieć świadectwo, którym przy różnych okazjach, z całego serca się podzielimy.

            Ps 9,2.3 – „…opowiem wszystkie cudowne Twe dzieła. Cieszyć się będę i radować Tobą.” Bóg dopuszcza i kreuje różne doświadczenia, aby nas niejako „stworzyć”. Człowiek często traci siebie, a Bóg przez doświadczenia pragnie nas przywrócić do pierwotnego „obrazu i podobieństwa”.

            Opowiadać o tym, co dzieje się w moim życiu w zasadzie nie jest trudną rzeczą, ale być zawsze takim, jak moje pojedyncze świadectwa, to już poważniejsze zadanie. Bóg pragnie naszego zjednoczenia z Nim, dlatego pierwotnym i najistotniejszym zadaniem, w stawianiu się prawdziwym świadkiem, jest utrzymywanie stałego zjednoczenia z Jezusem.

            Mam tworzyć życie - świadectwo, dlatego przyjaźń z Jezusem, dostarczy mi wciąż rodzących się doświadczeń, które będą mnie przemieniały wewnętrznie. Przyjaźń z Jezusem stworzy odpowiedni klimat, w którym będę „żył, poruszał się i był”. Atmosfera przyjaźni (Jezus i Ja i…), ukształtuje odpowiednio, charakterystyczny dla mnie sposób postępowania – mój osobisty – duchowy (sposób życia) charakter, który mam w sobie, stanie się świadectwem. Przekonywać innych, będę wówczas, gdy całym sobą będę na tyle autentyczny, aż inni zobaczą radykalizm życia, w którym wszystko jest zjednoczone z Bogiem, a On sam stanowi zasadniczą treść mojego życia.

            Być świadkiem, to dawać innym Jezusa; dawać im swoje życie, jako dar dla nich, a nie wzór - przykład do naśladowania. Mówiąc już dosłownie: mam kochać, a nie mówić o tym jak kiedyś doświadczyłem miłości, czy mówić jak ktoś powinien kochać. Czynić dobro, w każdej sytuacji, nawet najbardziej banalnej, a nie od czasu do czasu z racji jednostkowo, wyjątkowych sytuacji. Być tym, co głoszę, co przekazuję innym.

 

Psalm 10

Drogi jego układają się zawsze szczęśliwe (Ps 10,5)

            Mamy dziwną skłonność, twierdzimy mianowicie, że: „całe zło świata dotyka tylko i wyłącznie nas”. Już widzę uśmiech niektórych osób, które to czytają i zdają sobie sprawę z absurdu zawartego w tym stwierdzeniu. Absurd, czy nie, jednak mimo wszystko często tak twierdzimy, że „inni tak nie postępują, nie mają takich zasad, niczym się nie przejmują, a i tak wszystko zawsze im wychodzi”. Często taki sprzeciw – bunt, pojawia się wówczas, gdy ja muszę przestrzegać jakiś reguł i wydaje mi się, że właśnie w tym, leży sedno mojego niby nieszczęścia. „Ci tam na górze to sami złodzieje, a ja staram się być uczciwy i co? Zupełnie mi się to nie opłaca i tak wciąż tylko tracę na tej mojej uczciwości.” Spoglądając na innych, zawsze dostrzeżemy w nich to, co lepsze, naiwnie sądząc, że tym ludziom nic trudnego się nie przydarza, bo nie są ograniczeni jakimikolwiek prawami i zasadami. Człowiek uzależnia istnienie szczęścia, od błędnie rozumianej wolności, która bardziej jest swobodą niż wolnością. Błędne rozumowanie własnych doświadczeń, niezrozumienie własnego życia, nie akceptowanie go, sprawia, że jesteśmy nieszczęśliwi we „własnej skórze”. To chora tendencja porównywania siebie i bycia porównywanym, sprawia, że w następstwie podejmujemy również błędne wybory i decyzje. Szczęście jest pojęciem subiektywnym, dla jednych szczęściem będzie dobre przeżycie swojej choroby, dla innych szczęściem będzie pójść na jakąś imprezę i dobrze się bawić. Nie ma uniwersalnego rozumienia szczęścia. Możemy jedynie wpływać na jakość naszego szczęścia, przez odpowiednie przygotowanie gruntu dla owego szczęścia.

            W jaki sposób przygotować sobie właśnie ten grunt, pod własne szczęście?

            Zrozumienie swojego życia, umożliwi nam odkrycie zadań i celów do zrealizowania. Wówczas, spełniając się w realizacji zadań i celów, człowiek dotrze do fundamentów szczęścia. Właściwy kierunek życia, który obierze człowiek, stanie się pretekstem dla nowych doświadczeń. Szczęście zależy od tego kim jestem, a nie od tego, co posiadam. Umiejętność życia, to odkrywanie własnego potencjału – zdolności, oraz odpowiednie wykorzystywanie tego daru, zgodnie z wolą Bożą. Człowiek odkąd żyje, doświadcza szczęścia, a jego istnienie intryguje i prowokuje do tego, aby jeszcze bardziej być szczęśliwym.

            Człowiek ciszy się tym, co posiada, ale większe szczęście i radość przeżywa z racji tego, co i jak przeżywa, w swojej codzienności. Różne przeżycia, ukazują nam, co naprawdę czyni nas szczęśliwymi i dlatego człowiek stara się by te doświadczenia, były trwałe i coraz bardziej intensywne. Próbujemy niekiedy sztucznie wywołał swoje szczęście, posługując się, prymitywnie prostymi metodami, które niestety są pozorne i sprawiają czasowe zaspokojenie, po którym później pozostaje pustka i głód. Nie szukajmy pozornego szczęścia, lecz trwałych fundamentów, budzących w nas wolność i dobro.

 

Psalm 11

Gdy walą się fundamenty… (Ps 11,3)

            Budować dom bez fundamentów, jest w zasadzie bezsensownym działaniem. Każdy wie, że trwałość domu, zależy też od tego, jakie ma fundamenty. Źródłem właściwego, dla człowieka działania, są fundamenty – czyli wartości, które dla tej osoby są najważniejsze, gdyż nimi się w każdej sferze życia, kieruje. Wartości są składnikami budującymi każde przeżywane doświadczenie. Wartości są jak mapa, dzięki której możemy odnaleźć źródło, cel i drogę dotarcia, do miejsc wartych zwiedzenia itd. Dzięki wartościom, życie staje się bardziej czytelne i określone. Określone przez zasady i właściwe pragnienia. Człowiek dzięki wartościom jest wstanie, wyznaczyć sobie kierunek działania, oraz określić charakter tego działania.

            Podstawy naszego życia stają się podwalinami konstrukcji, codziennych doświadczeń. Istnienie wartości w naszym życiu, jest istnieniem światła, które rozjaśnia nasze życie: myśli, pragnienia i pytania. Człowiek dzięki wartościom, potrafi odnaleźć odpowiedź, nawet na najtrudniejsze pytania; potrafi w każdej sytuacji właściwie postępować. Wartości, są naszymi osobistymi przewodnikami po naszej codzienności. Pozwalają nam zawsze określić „poziom i pion”. Dzięki nim, nie tracimy tego, co ważne i piękne w naszym życiu, lecz wzmacniamy pozycję dobra i dbamy o porządek w naszym życiu. Wartości odpowiadają również, za nasz system oceniania i dokonywania wyborów. Wartości, to wewnętrzny głos, który programuje naszą codzienność i uzupełnia nasze wewnętrzne „ja”. System wartości, który zbudujemy w naszym wnętrzu, będzie naszym duchowym i fizycznym skarbem, objawiającym się w sposób bardzo konkretny, w naszej codzienności.

            Wartości przekładają się na codzienność, pod postacią bardzo konkretnych darów. Jeśli postępuję zgodnie ze swoimi wartościami, mogę przytoczyć konkretne przykłady z życia codziennego, które odpowiadają konkretnym wartościom. Codzienność staje się mozaikę – zbiorem poszczególnych doświadczeń, odpowiadających konkretnym wartościom.

            „…a upadek jego był wielki, bo na piasku był zbudowany” (por. Mt 7,24-27). Budowanie czegokolwiek bez fundamentu, jest narażaniem się na upadek i niepowodzenie. „Gdy walą się fundamenty”, wówczas wszystko się degraduje i niszczeje. Fundament dla życia człowieka jest jak korzeń dla rośliny. Jeśli pozbawimy się fundamentów, wówczas nasze życie będzie powoli obumierało. Będziemy żyli tak długo, dopóki nie wyczerpią się, zgromadzone w nas doświadczenia. Jeśli ich zabraknie, wówczas nasze życie stanie się puste i wręcz niemożliwe do utrzymania. Brak jakichkolwiek wartości, pozbawi nas życia, przez co nasze postępowanie, będzie mechanicznym i bezdusznym powielaniem schematów, a i tak później znuży nas wykonywanie czegoś, czego nie rozumiemy i nie uznajemy.

            Życie traci na wartości, ale również staje się dla człowieka ciężarem, gdy brakuje fundamentalnych wartości. Życie bez wartości to jak „zombie” – nie ma w nim życia, świadomości i celu. Jest tylko bierne istnienie, ale nie ma w nim wolności.


 

Psalm 12

 Wierność 

            Przywiązujemy wagę do różnych rzeczy. Potrzebujemy w swoim życiu poczucia stabilności - pewności, by w swoim najbliższym otoczeniu stworzyć azyl bezpieczeństwa. I choć człowiek z wieloma sprawami w swojej codzienności się nie liczy, to mimo wszystko, na szczęście, istnieją pewne wręcz fundamentalne zachowania, które mają być niejako obwarowaniem różnych zagrożeń. Człowiek chce, mieć prawo decydować o tym, co może mieć na niego zewnętrzny wpływ, a co powinno odbijać się od niego bez żadnych konsekwencji.

            Ogólnie spoglądając na temat wierności, można wyodrębnić trzy podstawowe jakby elementy, w których wierność powinna i często, też uczestniczy: wierność sobie, wierność drugiej osobie, wierność religijna. Na pewno jest to ogromne uogólnienie, ale niech przynajmniej, w tych trzech sferach, uda nam sie dochować wierności, a będzie to ogromny sukces.

            Wierność jest efektem końcowym, wynikającym z uzasadnionego postępowania, np. kocham kogoś, dlatego jestem tej osobie wierny. Jeśli nie ma początkowego uzasadnienia (kocham kogoś), wówczas dochowanie wierności bywa niezrozumiałe, co w konsekwencji sprawia, że nie czynimy czegoś, co jest dla nas teoretycznie zbyteczne. Nie tylko uzasadnienie, ale nade wszystko świadomość owoców moich wyborów jest ważna, aby z całym zaangażowaniem i przekonaniem działać i realizować np. wierność. Tylko świadomość i zaangażowanie w realizacji czegoś, pomoże nam przekonać się, że warto tym żyć, że warto w imię tego, nawet czegoś się wyrzec.

            Nosząc w sobie jakieś przekonania, wartości, zdaję sobie sprawę jakże to dla mnie ważne, by kierować się tym, by nie zdradzać swojego wewnętrznego głosu sumienia.

            Ps 12,2 - „… znikła wierność wśród ludzi”. Obiektywnie oceniając swoje życie, dostrzegamy wiele rozbieżności pomiędzy tym, co myślimy, a tym, co rzeczywiście czynimy. Niestety sprzeczności pojawiające się w naszych decyzjach i wyborach, wypierają to, co po ludzku się nie opłaca, co kosztuje ofiarę. Dlatego często człowiek zapiera się samego siebie, zaprzeczając wartościom, którymi do tej pory być może ta osoba się kierowała. Wybór tego, co bardziej przyjemne, wypiera z nas nawet zdrowy rozsadek, który był i nadal może być źródłem właściwych decyzji.

            Wierność znika, gdyż ludzie nie maja wewnętrznego przekonania i zatracili pierwotny sens i cel własnego działania. Wielu ludzi wypiera się własnej wiary, zasadami, miłości, itd. z tego samego powodu - stracili rozumienie tego, dlaczego do tej pory to realizowali.

            Świadomość tego zagrożenia, prowokuje do podejmowania się konkretnej pracy and sobą. Każdego dnia przed człowiekiem stoją dwa najważniejsze zadania: rozpoznawanie woli Bożej i nieustanne uświadomienie sobie własnych motywacji i celów, które powinny być zgodne z wola Boża. 

 

Psalm 13

Umiejętność patrzenia.

            Może trochę dziwnie, ale matematycznie, czy logicznie, spójrzmy na rzeczywistość, która zobrazuje nasze codzienne działanie. Wyobraź sobie, że leżą przed tobą trzy przedmioty: różaniec, pieniądze i telefon. Po co sięgniesz?

            Wybieramy to, czego w danym momencie potrzebujemy, albo ze względu na nasze pragnienia, które przemieniły nasze wnętrze do tego stopnia, że wybór czegoś uzależniony jest od naszej natury i usposobienia.

            Spoglądając na te przedmioty widzimy tylko to, co chcemy zobaczyć. Kiedy matematyk spogląda na jakieś równanie, wówczas pojawiają się schematy, wzory, rozwiązania, które dostosowują się do tego zadania. Odrzuca w myśli to, co jest w tej sytuacji zbyteczne i niemożliwe do zastosowania. Podobnie w naszej codzienności, gdy dokonujemy jakiś wyborów, wówczas używamy własnych doświadczeń, schematów i odrzucamy to, co według nas jest nieprawidłowe, zbyteczne. To tyle, odnośnie kwestii naszych wyborów, ale zastanówmy się też nad słowami Ps 13,4 -„…Oświeć moje oczy, bym nie zginał w śmierci”. Światłość oczu jest dla mnie symbolem czystości intencji, serca, oraz mądrości. Jeśli moje życie przepełnione jest czymś negatywnym, wówczas trudno o to, byśmy dostrzegli wokół siebie coś pozytywnego.

            Jeśli mój wzrok przyzwyczai się do ciemności, to gdy wyjdę na światło, wówczas będzie mnie razić i będę pragnął powrotu do ciemnego miejsca. Ludzie pragną tego, na co najczęściej spoglądają, bo wzrok jest zewnętrznym narzędziem naszych pragnień.

            Musimy mieć chęć i odwagę, by przyzwyczajać swój „wzrok”, do rzeczy dobrych. Jeśli będziemy swoje serce otaczali dobrem, wówczas całe nasze życie zwrócone będzie ku dobru.

            Stojące przed nami możliwości wyboru, wciąż są symbolami naszych pragnień, marzeń, czy potrzeb. Otrzymaliśmy jednak najważniejszy dar, jakim jest wolność. Od niej w dużej mierze zależy to, jak będziemy żyli, postępowali, jakie decyzje podejmujemy. Wolność ukaże nam właściwy kierunek, w którym powinniśmy zmierzać. Wzrok jest tylko narzędziem, symbolizującym nasze wybory. Jeśli jesteśmy wolni od przywiązań, pragnień, wówczas mamy możliwość rozwijać jasność swojego umysłu.

            Dobre intencje, służba innym, będą motywami przewodnimi naszego życia i tylko wtedy, gdy nasz wzrok będzie utkwiony na dobrych rzeczach, otrzymamy zdolności: łatwość dokonywania słusznych wyborów oraz umiejętność rozeznawania (co dobre, co złe; co sensowne, co nie właściwe itd.)

            Umiejętność patrzenia wypływa z całego naszego „ja”. To kim jestem, stanowi też o tym czego pragnę. Nasz stosunek do życia, nasze wewnętrzne usposobienie będzie dominowało w całym naszym życiu. To, na co patrzę to, to, czego pragnę.

 

Psalm 14

Szukałem Go…

            Jestem osobą wierzącą od 33 lat. Świadomym chrześcijaninem od 28 lat. Dojrzałym chrześcijaninem od 14 lat. Nawróconym od 8 lat. Szukałem Boga, a raczej to On pozwalał mi się odnaleźć w przeróżnych doświadczeniach. Moja wiara jak sinusoida miała i ma swoje wzloty i upadki. Poszukiwanie i odnajdywanie Go, jest życiową przygodą i pasją.

            Wielokrotnie, do wielu spraw, podchodziłem bardzo płytko i często, tylko teoretycznie. Niestety nie zgłębiamy pewnych spraw, nie uczestniczymy w nich, a jedynie wydajemy osądy. Poszukiwanie Boga, o ile w ogóle się odbywa, to najczęściej, w obszarze naszych, niestety ubogich i ograniczonych doświadczeń. Bardzo szybko docieramy do granic naszych możliwości i zamiast szukać nowego źródła, pogłębiającego dotychczasowe doświadczenia, pozostajemy niestety na mieliźnie, twierdząc, że i tak nic ciekawego nie odkryjemy. Ubóstwo naszych wrażeń i doświadczeń wiary, zniechęca nas i tylko ci wyjątkowi, którzy odważą się przeniknąć przez własne granice, dotrą do nowych szans i możliwości. Wiara nie jest czymś jednostajnym. Możemy ją pogłębiać, rozwijać, ale możemy pozostawać głusi na głos Boga, który stale nas powołuje, abyśmy w chwili obecnej, bardziej radykalnie, poszli za Nim. Szukanie Boga, musi wypływać z bardzo konkretnych motywów: zaufanie, zdanie się na Boga, miłość, chęć zbawienia, odkrywanie wszechmocy Boga, wiara.

            Człowiek wychodząc z odpowiednimi motywacjami, odnajduje uzasadnienie dla własnego postępowania, oraz zyskuje świadomość owoców, działania Boga wewnątrz człowieka i poza nim.

            Poruszenia w sercu, determinują człowieka do nawrócenia i pójścia drogą naśladowania Boga. Serce jest głównym przewodnikiem w naszym szukaniu. Pragnienie, by spotkać Boga, pogłębia nasze zdolności i wrażliwość, dzięki czemu, znalezienie Boga w jakimś doświadczeniu, czy osobie, staje się o wiele prostsze. By odnaleźć Boga, musimy otworzyć się na działanie Boga, który organizuje nasz czas i wykorzystuje miejsce do tego, aby nam umożliwić spotkanie z Nim.

            Krocząc codziennymi doświadczeniami, muszę być wrażliwy na to, co dla mnie przygotował sam Bóg. Jeśli moja wola dostosowuje się do Bożych planów, wówczas natchnienia i poruszenia Ducha Świętego, stają się dla człowieka, bardziej oczywistymi wydarzeniami.

            Dlaczego szukam Boga? Możemy mieć bardzo wiele motywacji, jednak nie wszystkie muszą być rzeczywiście szczere i szczytne. W takiej sytuacji, sami stwarzamy w sobie zapory, które uniemożliwiają mi spotkać Boga. Warto, abyśmy prześledzili swoje zachowanie, motywacje i cele – i ocenili, czy są właściwe. Czy dzięki nim, mogę rzeczywiście odnaleźć Boga?

            Ps 14,1.2 – „Mówi głupi w sercu swoim: Nie ma Boga. Pan spogląda z nieba, by zobaczyć rozumnego, który szuka Boga”

 

Psalm 15

Codzienne cele.

            O wiele efektywniejsza jest codzienność, gdy posiada się jakiś konkretny cel. Trudno znaleźć klucz, który stanie się uniwersalnym sposobem, na realizację założeń, które sobie, ogólnie postawimy. Każdy dzień, to kolejna i nowa okazja, do osiągnięcia woli Bożej, zawartej w kolejnym dniu, naszego życia. Jeśli umiem rozeznać, w każdej chwili dnia, czego pragnie ode mnie Bóg, wówczas sprawy mają się znacznie lepiej, niż, gdy jestem odcięty od Boga i zamknięty na Jego głos.

            Jakimi motywami codziennie się kieruję? Jakie cele zakładam i pragnę osiągnąć?

            Dzień ma swój charakter - wyznacza różne zadania, a człowiek, powinien mieć w swym sercu, szczere pragnienie, wypełniania go najlepiej, jak tylko potrafi. O wiele prostsze jest przeżyć dzień z jakimś założeniem, niż tylko biernie przechodzić, minuta po minucie, po zadaniach całego dnia. Fakt, że dzień od następnego i poprzedniego czymś się różni, powinien uświadamiać nam, że każda chwila jest darem, w której znajduje się wiele skarbów do wykorzystania. Moim największym celem każdego dnia, w każdej chwili, powinno być zdobycie tego, co pragnie mi ofiarować Bóg.

            Nasz brak odpowiedzialności, czy niechęć, być może i lenistwo, sprawiają pustkę, w różnych chwilach dnia, gdyż chwile odchodzą, będąc niewykorzystane. Pozostaje niedosyt i poczucie niespełnienia. Każda chwila, ma w sobie zapisany plan. Jeśli angażuję się sercem w daną chwilę, wówczas poznaję cel tej chwili i swoje zadania. Otwartość na wolę Bożą, zawartą w chwili obecnej, pozwoli nam, intuicyjnie zrozumieć zdanie chwili i podjąć się konkretnej realizacji.

            Kiedy uświadamiamy sobie jaki przyświeca nam dziś cel, wówczas skupiamy swoją uwagę na każdym wydarzeniu, by nie umknęło nam nic cennego, co byłoby okazją zyskania kolejnych doświadczeń.

            Psalmista, daje nam piękną zachętę: „Ten, kto postępuje nienagannie, działa sprawiedliwie i mówi prawdę w swoim sercu; oszczerstw nie głosi nie czyni bliźniemu nic złego i nie ubliża sąsiadom…” (Ps 15,2.3n). Warto ten psalm prześledzić, właśnie w kontekście celów, które możemy obrać sobie, jako zadanie dnia. Mam pracować nad sobą, nad postawą i relacjami względem ludzi, którzy mi towarzyszą. Jeśli będziemy stawiać małe kroki, wówczas będąc wiernym swoim założeniom, osiągnę cel i kolejny cel i kolejny… Radykalizm, determinacja i wierność, uzdolnią nas do tego, aby dzień, pełen był pięknych doświadczeń i by te doświadczenia, owocowały w nas, przynosząc korzyść nie tylko nam, ale również sytuacjom i osobom, które zostały nam postawione na drodze, dzięki woli Bożej.

            Pomimo tego, że nasza codzienność jest często trudną przygodą, to tym bardziej powinniśmy, dzięki wyznaczonym sobie celom, pokonywać zniechęcenie. Dzięki systematyczności i wierności własnym celom, zyskamy: „kto tak postępuje, nigdy się nie zachwieje” (Ps 15,5)

 

Psalm 16

Jezus na pierwszym miejscu

            Ta duchowa myśl nie jest nam obca. Zrozumienie treści, tej myśli, jest podstawą życia wiarą, dla chrześcijanina. Pomimo tak ważnego znaczenia tej myśli, mimo wszystko, realizacja tego, dla wielu ludzi jest bardzo obca.

            Ps 16,2.8 – „Tyś jest Panem moim, poza Tobą nie ma dla mnie dobra. Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy, On jest po mojej prawicy, nic mną nie zachwieje.”

            Chrześcijanin dobrze wie, że jego jedynym odniesieniem jest Bóg i Jego wola. Trudno kierować się wolą Boga, gdy na pierwsze miejsce, w naszym życiu, wysuwają się jakieś rzeczy, czy osoby. To, co istnieje w naszym życiu, na pierwszym miejscu, tym też żyjemy, kierujemy się w naszej codzienności. Wiara, że Bóg jest źródłem wszelkiego dobra, które otrzymujemy, zwraca całe nasze życie ku Niemu. Wybór Boga i postawienie Go na pierwszym miejscu, skupia nas na jedynym, prawdziwym Dobru. On jest dla mnie Dobrem, dlatego zawsze i wszędzie mogę Mu zaufać, zawierzyć i z całym przekonaniem oddać Mu swoje życie. Jeśli stawiam Boga na pierwszym miejscu, to jest to świadectwo, konkretnego wyboru. Wybór ten, określa sposób myślenia, postępowania, kwestia kierowania się tymi samymi, co Jezus wartościami. Wybór Jezusa to deklaracja, by codziennie i w każdej chwili czynić wszystko, by poddać się Jego woli i zrezygnować z własnych dążeń i pragnień. Utrzymując Jezusa „przed oczyma”, nie gubimy sensu i celu własnego istnienia. Dzięki temu, Chrystus jest dla nas perspektywą życia, dzięki której w odpowiedzialny i właściwy sposób, możemy kształtować swoją codzienność. Dzięki temu, że postawimy Jezusa na najważniejszym miejscu naszego życia, wszystko we właściwy w sobie sposób skupia się na Jezusie i do niego zmierza. W sposób niebywały, jeśli to umożliwimy, Jezus staje pośrodku naszego życia, stanowiąc centrum orbity, po której zmierza każda chwila naszej codzienności.

            Dzięki usytuowaniu Jezusa w centrum naszego życia, wszystko jest w bliskiej jedności z Nim, dlatego mogę wciąż na nowo odkrywać i sprawdzać, czy w swoim życiu pełnię wolę Bożą. Mogę jednocześnie stale przekonywać się o tym, że dzięki doświadczeniom zbliżam się do Boga. Dobrze wykorzystane doświadczenia zaprowadzają mnie przed Boga, gdzie mogę nabrać sił, ofiarować Mu swoje duchowe skarby i powrócić, zanurzony w Miłości, do kolejnych rodzących się chwil i doświadczeń.

            Jeśli Jezus stanowi centrum mojego życia, wówczas mogę być pewien swoich wyborów, mogę czynić rzeczywiste dobro, gdyż mam w życiu odpowiedni cel i kierunek – Jezusa, dla którego jest wszystko.

Psalm 17

Zarzuty.

            Niekiedy wydaje nam się, że inni ludzie, wymagają od nas perfekcjonizmu. Kiedy wymagamy czegoś od innych, a sami w czymś się potkniemy, wówczas znajdą się „ci sympatyczni”, którzy wytkną nam błędy. W takiej sytuacji bardzo często usuwamy się na bok, twierdząc, że nic nie znaczymy, ze nie mamy prawa do niczego, skoro od innych osób słyszymy różnego rodzaju zarzuty. Zmiana siebie? Czy jesteśmy wstanie być nienaganni i do tego stopnia sprawiedliwi, by inni niczego nam nie zarzucili?

            Musielibyśmy podjąć w zasadzie dwa tematy: nie mogę zwrócić uwagi nikomu, bo sam mam wady? Druga rzecz, czy perfekcjonizm jest w ogóle drogą dla zwykłego człowieka?

            Chrześcijanin to ten, który w pierwszym rzędzie powinien uświadomić sobie własną grzeszność i słabość. Dzięki temu, wiem, że sam potrzebuję pomocy i umocnienia. Jednak to, że jestem grzeszny nie zabrania mi upominać kogoś, jeśli widzę, że ta osoba, czyni sobie krzywdę, czyni coś źle. Jeśli nie czynię wyrzutów, a wręcz przeciwnie chcę komuś pomóc, to na pewno zostanę zrozumiany i przyjęty w odpowiedni sposób.

            Zarzuty jeśli na je ktoś przeciwko mnie, powinny być przeze mnie zweryfikowane i odnosząc to do tego, co ja twierdzę względem tej sprawy, powinienem zaktualizować własną postawę. Na pewno muszę odciąć się emocjonalnie od takich zarzutów, by nie działać pod wpływem nieuzasadnionych impulsów.

            Ps 17,3 – „Choćbyś badał moje serce i przyszedł do mnie nocą, i doświadczał mnie ogniem, nieprawości we mnie nie znajdziesz.” Sumienie jeśli jest aktywnym narzędziem mojego duchowego życia, będzie mi wyrzucało moje skłonności, złe pragnienia i grzechy. Wówczas podejmując się pracy nad tym, co dzieje się w moim życiu, powinienem z całą świadomością zerwać z grzechem. Jeśli pracuję nad złem, zwalczam je, sumienie będzie mi wyrzucało jedynie złe intencje mojego postępowania. Jeśli świadomie czynię jakiś grzech, będąc do niego przywiązanym, wówczas powinienem czuć dyskomfort. Jeśli popełniłem coś złego w sposób zupełnie nieświadomy, wówczas nie znajdzie się we mnie żadnej „nieprawości”.

            Zarzuty, które wysuwa się przeciwko mnie, mogą być uzasadnione, bądź też nie, ale w żadnej jednak sytuacji nie powinienem przechodzić wobec nich zupełnie obojętnie. Każde doświadczenie, nawet to trudne, związane z zarzutami wysuwanymi przeciwko mnie, mogą mnie przemienić i udoskonalić. Wykorzystajmy w takim razie każde doświadczenie.

 

Psalm 18

Noc

            Co towarzyszy wam, gdy przeżywacie trudne doświadczenia, np. jakaś choroba, niepowodzenie, śmierć kogoś bliskiego, wykpienie przez innych itp.? mamy wówczas wrażenie, jakbyśmy utracili pewien grunt pod nogami.

            Dopada nas osamotnienie, smutek, rozpacz, pustka, zniechęcenie, czujemy się jakby wszyscy nas opuścili i zwrócili się przeciwko nam. Jest to podobne wrażenie do doświadczenia nocy, która ogarniając nas, daje nam poczucie bezsilności.

            O doświadczeniu nocy, mówili wielcy duchowi mistrzowie, np. Jan od Krzyża. To przeżycie nocy – jakby oschłości, fizycznego opuszczenia i niemożności, towarzyszy nam wówczas, gdy doświadczamy na własnej skórze trudności i bólów.

            Noc jest przygotowaniem do oczyszczenia nas z tego, co nie potrzebne i przygotowaniem do rzeczy większych. Choć trudno w takich chwilach o pokój i nadzieję, to jednak musimy wzbudzać w sobie zaufanie wobec woli Bożej, która do takich sytuacji dopuszcza, dla naszego dobra.

            Mimo ludzkich odczuć opuszczenia, odarcia nas z czegoś, powinniśmy starać się wytrwać przy Bogu. „Wzywałem Pana w moim utrapieniu, wołałem do mojego Boga; I głos mój usłyszał ze swojej świątyni, dotarł mój krzyk do uszu Jego” (Ps 18,7). Głos modlitwy jest próba poszukiwania i odnajdywania drogi rozwiązania trudu, w Bogu. Zawierzenie Bogu w każdej sytuacji, z nadzieją, że w Bogu odnajdę ratunek i nową drogę, przyniesie światło w tej nocy, moich doświadczeń. Moja modlitwa to nie tylko oddanie Bogu całej tej sytuacji, ale to nade wszystko próba podjęcia współpracy z Bogiem, dzięki której będę potrafił przeżyć to doświadczenie, wyciągając konkretne wnioski.

            Pomimo trudności, nie poddawać się, nie rezygnować z tego, co dobrego działo się dotychczas w moim życiu. Nadal trwać przy tym, co Bóg ofiarował i do czego mnie powołał. Skoro Bóg postawił mi takie doświadczenie na mojej drodze, to tylko dlatego muszę stawić temu czoła i przejść przez to, dla mojego pożytku.

            „Noc” trwa tak długo, jak tego wymaga sytuacja. Człowiek rozeznając wolę Bożą przyjmie to jako zadanie i będzie starał się ze wszystkich swych możliwości wytrwać w tym czasie, na niego dopuszczonym. Rozumienie woli Bożej, pomoże objąć ten czas i wykorzystać go maksymalnie.

            Niekiedy człowiek załamuje się w tym czasie, poddaje się temu, co złe. Doświadcza wszechogarniającej ciemności, której nie potrafi zrozumieć, ani też w żaden sposób wykorzystać. Jeśli sam, przy pomocy Boga, nie przejdę tego doświadczenia, to On sam dokonuje gwałtownej przemiany mojego życia. „Wyciągnął rękę z wysoka i mnie pochwycił, wydobył mnie z toni ogromnej” (Ps 18,17). Bóg ingerując w moje życie, nie pogwałca mojej wolności, ani też tożsamości. Wykorzystuje wszelkie dary, które posiadam, po to, by doprowadzić mnie do określonego celu. Wprowadza mnie w swój plan i pragnie dla mnie szczęścia. Bóg mnie kocha… to jest zasadnicza myśl, przy której stale muszę trwać i w niej szukać sił i nadziei.

 

Psalm 19

Boża lekcja.

            Człowiek choć jest istotą niebywale inteligentną, to i tak notorycznie odkrywa coś nowego, coś, czym się zachwyca, co go fascynuje i pochłania. Podobny stan towarzyszy mi gdy poznaję wiarę, gdy zbliżam się do Boga i wtapiam się w atmosferę Jego nauczania. Ewangelie zawierają przesłanie Jezusa, które dla wierzącej osoby, stają się nieustanną lekcją. Wskazówki, dosłowne przykłady, duchowe natchnienia – to wszystko może znaleźć człowiek, który z otwartym sercem i pełnym zaufania wsłuchuje się w głos woli Bożej. Jezus wypowiadając te Sowa do człowieka, jednocześnie jest autentycznym świadectwem, przez konkretne czyny, tego, co sam głosi. To świadectwo, konkretnych czynów, niezwykle silnie do nas przemawia. Choć czujemy dystans pomiędzy tym, kim my jesteśmy, a kim jest Jezus, to i tak wewnętrznie mamy silne pragnienie naśladowania Go w każdej sferze naszego życia. Bóg poprzez dzieje i wielu ludzi pragnął dotrzeć do każdego człowieka. Jego pragnienie w pełni się urzeczywistniło w osobie Jezusa Chrystusa. Zrozumieć przesłanie Jezusa nie jest zadaniem trudnym, ale wymagającym wiary i zaufania. Człowiek większość rzeczy racjonalizuje i być może dlatego trudno mu zrozumieć program Jezusa, którym jest „bezinteresowna miłość”. Tylko tym kluczem, jesteśmy wstanie dotrzeć do sedna orędzia Jezusa. Jezus cała swoją publiczną działalność konstytuuje dwiema sprawami: Przykazaniem Miłości, oraz swoją śmiercią na krzyżu. Jego świadectwo stanowi o niepowtarzalności jego lekcji, która tak mocno przenika serce ludzkie, determinując je do działania. Tylko Miłość jest wstanie przekonać człowieka do naśladowania Chrystusa i realizowania Jego prawa.

            Ps 19,8n – „Prawo Pańskie jest doskonałe i pokrzepia duszę, świadectwo Pana jest pewne, nierozważnego uczy mądrości. Jego słuszne nakazy radują serce, jaśnieje przykazania Pana i olśniewa oczy.” Człowiek w Bożym prawie odkrywa drogę, jedyne prawidłowe rozwiązanie dla swojej codzienności. Umiejętne rozeznanie miłości Boga, zawartej w każdym Jego prawie, powołuje nas do rozważnego, mądrego i pełnego miłości postępowania względem Boga i każdego człowieka. Bóg – Miłość powołuje każdego człowieka do uczestniczenia w tworzących się doświadczeniach Miłości. Działanie człowieka jest nade wszystko uczestniczeniem w woli Bożej, która względem każdej osoby odsłania, swój indywidualny charakter. Człowiek uczestnicząc w „Bożej lekcji”, zatapia się w nurcie Bożej miłości, odczuwając jak mocno jest kochany, a jednocześnie odkrywa zdumiewające zadanie, wyznaczone mu przez Boga – by jedynie kochać. Bóg udziela jedynie lekcji miłości, gdyż wie, że jest ona niezwykle dynamiczna, a jednocześnie otwarta na tworzenie nowych doświadczeń. Prawo Boże nie jest skostniałym zbiorem jakiś norm – nakazów, czy zakazów, ale jest żywym tchnieniem Miłości, która uruchamia i umacnia wszelkie pokłady dobra w człowieku. Życie prawem Bożym jest życiem w przestrzeni Bożej miłości, która osłaniając człowieka ze wszystkich stron, daje mu poczucie bezpieczeństwa i pewności. Wszystko, co dzieje się w moim życiu, za przyczyną Bożej woli jest oznaką różnorodności Miłości. Stawiając kolejne kroki w życie, muszę być przekonany o Bożej miłości – to najważniejsza treść z Bożej lekcji.

 

Psalm 20

Pragnienia.

            Nie ma takiej osoby, która w swoim sercu czegoś, by nie pragnęła. Przeżywając teraźniejszość, a patrząc w przyszłość, każdy człowiek ma w swoich myślach jakieś projekty, myśli, które kiedyś – gdzieś, chciałby wcielać. Te większe, bądź też mini projekty są naszymi pragnieniami, które spoczywają w naszych sercach, stale pielęgnowane i podtrzymywane, oczekujące okazji ostatecznej realizacji. Niekiedy pragnienia są na tyle silne i panujące nad nami iż pragniemy za wszelką cenę je zrealizować. Często są spokojne i czekają na odpowiedni czas i miejsc, gdzie będą mogły się ziścić. Pragnienia, oczywiście te zdrowe i dobre, są naszą wewnętrzną siłą, umożliwiającą nam przeciwstawić się stagnacji i rezygnacji. Pomimo być może wielu niepowodzeń, pragnienia podtrzymują nas i napełniają nadzieją, na lepsze jutro, na dzień, w którym wszystko uda nam się, tak jak tego pragniemy. Dobre pragnienia, są wartością uzupełniającą nasze codzienne działanie, sposób myślenia, czy emocjonalnego egzystowania. Pragnienia są projekcją naszych marzeń, często skrywanych tęsknot za tym, w czym być może uczestniczymy, ale nie jest jeszcze takie jakby miało być albo za czymś, czego byśmy pragnęli. Dobre pragnienia stają się naszymi celami, które chcemy zrealizować, by odczuć spełnienie i radość z osiągnięcia jakiegoś szczególnego zamiaru. Jeśli nasze pragnienia zmieszczą się w przestrzeni woli Bożej, wówczas możemy oczekiwać, że „Niech ci udzieli, czego w sercu pragniesz, i każdy twój zamysł wypełni” (Ps 20,5).

            Człowiek poszukujący spełnienia swoich pragnień, może być pewien, że jeśli są one zgodne z zamysłem woli Bożej, zostaną na pewno zrealizowane. Wolą Bożą jest to, by człowiek był szczęśliwy i jeśli jego pragnienia nie mają w sobie cienia zła, czy egoizmu, zostaną w odpowiednim czasie zrealizowane. Bóg znając człowieka, przenikając jego przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, wie, co jest dla niego najlepsze i kiedy najlepiej udzielić mu jakiegoś daru, by został odpowiednio wykorzystany.

            Niekiedy z powodu jakiś bolesnych przeżyć, czy w związku z naturą człowieka, pragnienia mogą być złe, albo same w sobie, albo w następstwie ich realizacji. Trudno jest się pogodzić z brakiem możliwości realizacji swoich pragnień, lecz niestety brakuje nam często obiektywizmu i wówczas nie jesteśmy wstanie rzeczywiście ocenić swoich pragnień. Pragnienia nie powinny odbierać nam niczego dobrego, a jedynie pogłębiać to dobro, które osobiście przeżywamy. Złe pragnienia skupiają nas na sobie, na własnych korzyściach i potrzebach. W takiej sytuacji, stajemy się niewolnikami swoich pragnień. Skoro nasze pragnienia są chwilową potrzebą, czy chęcią zaspokojenia egoistycznych pobudek, wówczas ich skrywanie i pielęgnowanie prowadzi do zranień tak zarówno samego siebie, jak również tych z najbliższego, naszego otoczenia.

            Czy moje pragnienia są przedłużeniem woli Bożej? Czy ich realizacja przyniesie pożytek i dobro mnie i innym osobom? Dążmy do tego, co w niebie, a nie do tego, co na ziemi, wówczas nasze pragnienia staną się ambitnymi celami.

 

Psalm 21

Powody do radości.

            Kiedy spotka nas coś nietypowego i wzruszy nasze serce, wówczas czujemy się szczęśliwi i pełni nie gasnącej radości. Co sprawia ci radość? Czy w chwilach trudnych, kiedy doświadczasz smutku, masz sposób na wywołanie w sobie radości?

            Niekiedy nie wielkie rzeczy, zmieniają naszą wewnętrzną postawę i nasze myśli. Sposobów jest wiele. Każdy z nas ma swój indywidualny sposób. Widzę po sobie, że te sposoby niestety wciąż muszę zmieniać, bo niekiedy życie odbiera nam ludzi, którzy dawali nam szczęście i wówczas musimy poszukiwać innych rozwiązań. Niekiedy krótki spacer, zakupy, fajny film, dobra książka, napawa radością i sprawia, że wewnętrznie odczuwam spokój i dystans wobec tego, co trudne. Sprawić sobie i innym radość jest rzeczą niezwykle piękną. Wówczas, gdy sprawimy radość innym, mamy udział w tym i sami czujemy szczęście.

            Każdy z nas ma różne zajęcia i jeśli uda nam się coś osiągnąć, wówczas ogarnia nas satysfakcja i szczęście. Poczucie, że coś udało mi się zrealizować, że komuś pomogłem, jest dla nie największym powodem do radości. Oprócz tego każda chwila przepełniona dobrem i pokojem jest małym, albo dużym zwycięstwem i powodem do radości. Sytuacje, osoby, wszelkie płynące z tego doświadczenia, są darem Bożej dobroci. Możemy w tym znaleźć pewną drogę rozwiązania. Mianowicie, „… napełniłeś go radością Twojej obecności” (Ps 21,7). Powodem do radości jest obecność Jezusa. A przecież gdzie obecny jest Jezus, tam obecne są: miłość, radość, dobro, nadzieja, entuzjazm, itd. Jeśli spojrzymy na te okazje, w których na pewno obecny jest Jezus, to będą to powody do radości. Obecność Jezusa, sama w sobie, jest niezwykłym darem, promieniującym radością i wskazującym szereg możliwości czynienia szczęścia innym i sobie.

            Bóg daje nam bardzo wiele okazji, w których możemy odczuć radość. Stanie się to wówczas, gdy będziemy starali się rzeczywiście odpowiednio, zgodnie z wolą Bożą, przeżyć każdą daną nam okazję. Jeśli będziemy po swojemu pragnęli spełnić tylko zachcianki i chwilowe wizje, być może doświadczymy radości, ale będzie ona krótkotrwała. Im mniej oczekiwań, tym więcej okazji bycia szczęśliwymi. Potrzebujemy nade wszystko zrozumienia na czym polega prawdziwa radość. Człowiek, który za wszelką cenę chce osiągnąć dzięki czemuś szczęście, może rozminąć się z wieloma innymi okazjami. Cieszyć się małymi rzeczami, to sztuka.

            Radość, którą możemy doświadczyć w każdej chwili ma swoje źródło w Bogu, który pragnie dla nas dobra. Jeśli będę starał się współpracować z Bogiem, wówczas odkryję, zawarte w każdej chwili, dary i możliwości. Podejmując się tego wszystkiego, do czego powołuje mnie Bóg, odkryję drogę do prawdziwej radości.

 

Psalm 22

Opuszczony.

            Kiedy wszystko nie wychodzi; kiedy wszyscy odwrócili się ode mnie; kiedy dzień i chwila stają się coraz trudniejsze, wówczas wydaje się, że doświadczam opuszczenia.

            Pierwotnym obrazem opuszczenia, dla każdego wierzącego człowieka, jest Jezus wiszący na krzyżu, który krzyczy „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Ps 22,2). Jezus „stracił” poczucie jedności i akceptacji ze strony Ojca, dlatego nie ma pewności, czy słusznie postępuje. Odzyskuje pewność, wówczas, gdy uświadamia sobie, że musi to zrobić. Pewność, słuszność działania, pozwala Mu odświeżyć jedność, przez zawierzenie do końca.

            Postępowanie Jezusa pomaga nam osobiście, przeżyć doświadczenie opuszczenia, które bez odpowiedniego klucza, może spowodować wiele przykrych rezultatów. Umiejętne rozeznanie sytuacji, pomoże przezwyciężyć nasz pesymizm i brak wyobrażenia nowych perspektyw. Opuszczenie jest trudnym przeżyciem, gdyż wymaga nade wszystko obiektywności i siły, by wyrwać się z marazmu, w który popada człowiek w takich sytuacjach.

            Opuszczenie, które odczuwamy jest dla nas sprawdzianem wierności zasadom i wartościom, którymi dotąd się kierowałem. Jest sprawdzianem siły i naszej determinacji, która dotąd pozwalała mi stawiać czoła różnym przeciwnościom i je przezwyciężać. Jest okazją umocnienia jedności z Jezusem, przez opuszczenie, które mnie upodabnia w jakiejś mierze do Jezusa.

            Opuszczenie jest trudne ze względu na zewnętrzne warunki do których się przyzwyczailiśmy, które posiadaliśmy do tej pory jako swoje. Utrata czegoś powoduje, że nie możemy odnaleźć się w sytuacji, która nas dotyka. Wewnętrzny bunt, sprzeciw wobec tego doświadczenia, powoduje, że skupiamy się na tym, aby jak najszybciej odsunąć to doświadczenie, a nie szukamy możliwości przyjęcia tego doświadczenia, jako przeznaczonego dla mnie. Trudno od razu, w trudnym doświadczeniu obaczyć coś pozytywnego i skierować się całym sobą ku temu doświadczeniu, by je odpowiednio do swojej osoby, wykorzystać.

            Opuszczenie jest o tyle trudnym doświadczeniem, gdyż nie odczuwamy wsparcia ze strony innych ludzi, a jedyne co otrzymujemy to wyszydzenie – „Zaufał Panu, niech go Pan wyzwoli, niech go ocali, jeśli go miłuje” (Ps 22,9). W odniesieniu do sytuacji i ludzi, to doświadczenie staje się próbą wiary.

            Musimy w swoim sercu mieć przekonanie, że choć zewnętrznie wydaje mi się, że wszystko jest przeciwko mnie, to wewnętrznie muszę wytrwać przy tym co dobre, w wierności, trwając przy realizacji wszelkich wartości. Zawierzenie Bogu, umocni nasze wnętrze, mimo zewnętrznych przeciwności. Człowiek mimo opuszczenia, znajdzie wewnętrzne światło, które przeprowadzi go przez to doświadczenie i pozwoli cieszyć się upragnionym pokojem w Chrystusie.

 

Psalm 23

Właściwa droga.

            Jest kilka newralgicznych momentów w życiu każdego z nas, kiedy musimy podjąć radykalnie bardzo konkretne decyzje, które mają wpływ na dalszy przebieg naszego życia. Wybór szkół, podjęcie się pracy zawodowej, rozeznanie swojego powołania (małżeństwo, kapłaństwo), świadome wypełnianie warunków wiary itp., to nieliczne z bardzo wielu decyzji, które w jakimś etapie naszego życia, musimy podjąć. Nie posiadamy instrukcji do naszej przyszłości, dlatego tym bardziej rozeznanie prawdy o swoim życiu wymaga wielu konkretnych narzędzi.

            Kiedy stajemy w miejscu, w którym musimy podjąć decyzję, jawią się przed nami różne drogi – możliwości wyboru. Dylemat mamy tym większy, im więcej istnieje możliwości wyboru. W takich sytuacjach pojawia się często strach, ale i również wątpliwości, czy ludzkie ograniczenia. Podejmując jakąś decyzję, bardzo rzadko mamy przekonanie co do słuszności naszego wyboru. Pojawiają się trochę desperackie słowa: „życie pokaże”/ obawiamy się przyszłości, która nastąpi wraz z podjętą decyzją. Więcej pytań niż odpowiedzi – to najczęściej niestety w takich sytuacjach nam towarzyszy. Boimy się, że przyszłość przyniesie niespodziewane trudności.

            Musimy jednak znaleźć w sobie więcej nadziei i wiary, by podjęcie decyzji nas nie przygniotło i nie odebrało nam całego dobra, które na nas czeka w teraźniejszości i przyszłości. Życie jest niezwykłym doświadczeniem, w którym musimy mieć odwagę poważnie się zaangażować.

            Słowa Psalmu 23, w całości są odpowiednią wskazówką dla takich właśnie momentów, w których musimy podjąć decyzję, kiedy życie musi ora ć właściwy kierunek.

            „Pan jest moim Pasterzem… Wiedzie mnie po ścieżkach właściwych.” (Ps 23,1.3) Skoro zaufamy i poddamy się przewodnictwu Jezusa, wówczas pojawiające się światło w odpowiednim miejscu i czasie wskaże nam drogę i umocni nas w postępowaniu po niej. Przewodnik to ten, któremu ufam, na którego się zdaję i idę za nim, gdyż wiem, że może pokazać mi coś, może mi coś wyjaśnić i dokądś zaprowadzić. Wybór właściwej drogi zależy od pierwszego, najważniejszego wyboru, a mianowicie obranie Jezusa jako Przewodnika. To jest jakby warunek podstawowy, gdyż dzięki temu, pozostałe nasze działanie będzie n nieustannym wyborem Boga. Każda okazja, będzie odpowiednio wykorzystana ponieważ wybierzemy to, co On dla nas zaplanował, a wówczas nasz wybór będzie właściwy.

            Wybór Boga, będzie również dla nas kluczem do zrozumienia wszelkich doświadczeń, które albo bezpośrednio dotkną nas, albo naszą codzienność. Dzięki temu, nieustannie będziemy odkrywali znaczenie i cel poszczególnych wydarzeń. Będzie to dla nas pomocne szczególnie wtedy, gdy dotkną nas trudne momenty naszego codziennego życia.

 

Psalm 24

„Góra” naszej codzienności.

            Historia biblijna rozsiana jest po różnych krainach, a ważne wydarzenia umieszczone są na różnych górach, np. Synaj, Oliwna, Golgota, itd. Miejscem szczególnym jest też góra błogosławieństw, czy Przemienienia. Same nazwy wskazują na powagę sytuacji, które się tam dokonały. Samo miejsce ukazuje też rangę osób, które w tym wydarzeniu uczestniczą. Bóg i ta osoba, którą na to miejsce sam Bóg powołał.

            Wielu mistyków, świętych, czy błogosławionych też szczególnie upodobali sobie góry, gdyż tam, sami na to wskazują, lepiej i łatwiej jest oświadczyć spotkania z Bogiem. Możemy spotkać się w duchowości z procesem wzrostu duchowego, polegającego właśnie na wspinaniu się na jakąś górę. Święty Franciszek, szukając miejsca odosobnienia, również udał się na górę, gdzie po spotkaniu  Chrystusem Ukrzyżowanym, otrzymał szczególny dar – stygmaty. Tak więc „góra” jest również wieloaspektowym symbolem w teologii duchowości, oznaczającym drogę duchowego jednoczenia się w przyjaźni z Jezusem.

            Nasze codzienne wydarzenia często są jakąś trudnością, z którą musimy się zmierzyć, stawić jej czoła. Droga tych codziennych doświadczeń jest wspinaniem się na szczyt, na wierzchołku którego doświadczyć możemy pokoju i wsparcia. „Góra” to proces, która zawiera w sobie trzy zasadnicze aspekty. Pierwszy – to droga na szczyt; drugi – osiągnięcie szczytu i przebywanie na samej górze; trzeci – to droga zejścia w dół.

            Każde codzienne doświadczenie, a więc każda chwila obecna naszego życia, jest „górą” na którą musimy się wspiąć. Jeśli podejmiemy się tego zadania, musimy wiedzieć, że wspinaczka będzie często sprawiać nam trudności. Zyskiwanie zaangażowania, codziennych doświadczeń, będzie codzienną drogą z możliwością osiągnięcia faktycznego celu. Różnego rodzaju, towarzyszące nam przeciwności, mają jeden cel, oddalić nas od tego, co jest nam przeznaczone. Zdając sobie sprawę, że po trudzie wspinaczki istnieje możliwość przebywania na wierzchołku góry, człowiek stara się bacznie obserwować wszelkie wydarzenia, by nie utracić tych zasadniczych etapów przebytej drogi. Doświadczenia towarzyszące nam w drodze, umacniają nas i ćwiczą w tym, by przy innych okazjach otrzymać jak najdoskonalsze dobro.

            Wspinanie się jest ćwiczeniem całego człowieka w tych doświadczeniach, które rodzą się w jego codzienności. Bóg przeprowadza każdego z nas przez takie doświadczenia, które rzeczywiście są nam potrzebne. Dzięki spełniającej się na nas woli Bożej, człowiek zdobywa swój osobisty, szczyt – miejsce, w którym spotyka Boga i odkrywa własną osobę i to wszystko, co bezpośrednio lub pośrednio wpływa na jego samego i jego Zycie. Osobista „góra” to miejsce przemian dokonujących się dzięki Bogu na człowieku, który decyduje się współpracować z Bogiem.

            Owoce rodzące się nie tylko w momencie przebywania na szczycie góry, ale nade wszystko rodzą się również w etapie zejścia z góry, gdzie siła wcielania przemian jest największa.

            Ps 24,3 – „Kto wstąpi na górę Pana, kto stanie w Jego świętym miejscu?” „Góra” jest przeznaczona każdemu człowiekowi i powinniśmy zrobić wszystko, by to, co daje nam Bóg zostało przez nas odpowiednio wykorzystane. Każdy dzień może być osobną „górą” dlatego im bardziej będę rozeznawał wolę Boża, tym bardziej owocne będą doświadczenie mojej „góry”.

 

Psalm 25

Bądź wola Twoja.

            Znam chrześcijaństwo. Wiem jak powinienem postępować, co robić, a czego nie. Ale jak wygląda to rzeczywiście w naszej codzienności?

            Niestety, pomimo ogromnej świadomości, dzieli nas, od realnej praktyki tych wszystkich praw, ogromny dystans. Bardziej przyziemne sprawy, stają się przewodnimi motywami dla naszego życia. Wiara, wartość moralna staje z boku, stając się do niczego nie przydatnym archaicznym narzędziem. Wraz z wygaśnięciem zwyczaju odwoływania się do woli Bożej, oraz budowania życia na jej fundamencie, człowiek traci Boży instynkt. Działanie Boga, wydaje się człowiekowi obce i brak mu odpowiedniej otwartości i zaufania, by w wydarzeniach inicjowanych przez Boga widzieć dla siebie coś dobrego. Tracąc ów zmysł, człowiek pozbawia się podstawowych Bożych instynktów, które mogłyby umożliwić mi zrozumienie każdego, nawet to najtrudniejsze doświadczenie. Jesteśmy ograniczeni do takiego już stopnia, że wydaje nam się, że wolą Bożą są tylko te sytuacje, które od początku do końca są dobre; które zawsze są spełnieniem naszych pragnień – potrzeb. Wszystko co trudne, bolesne nie jest przez człowieka interpretowane jako wola Boża, która ma nas czegoś nauczyć, lecz jako kara za „przestępne” działanie. Czyli co z tego wynika? Bóg chce naszego szczęścia i czyni je realnym naszym osiągnięciem, ale z drugiej strony się mści? Cóż za bezsens. Zanim powiemy „Bądź wola Twoja”, musimy być osobiście przekonani co do tego, że jakieś wydarzenie faktycznie pochodzi od Boga; że każde zdarzenie przez Niego zainicjowane jest faktycznie dla naszego dobra.

            Ps 25,5 – „Prowadź mnie w prawdzie według swych pouczeń, Boże i zbawco, w Tobie mam nadzieję”.

            Dziś wyruszać w podróż, nie zabierając mapy lub nawigacji, wydaje się być najbardziej z możliwych, bezsensownym postępowaniem. Kiedy docieramy do jakiś newralgicznych miejsc, wówczas sprawdzamy, czy wciąż zmierzamy w odpowiednim kierunku. Upewniając się, że podążamy odpowiednią drogą, zmierzamy dalej, w przeciwnym razie, staramy się poszukać innego źródła pewności.

            Ile razy, w odniesieniu do swojego życia, postąpiłeś podobnie? Ile razy pytałeś Boga o drogę? Ile razy czułeś pewność, że droga, którą zmierzasz jest odpowiednia? Ile razy nie mając przekonania, poszukiwałeś głębszego źródła dla swojego życia i decyzji?

            Stwierdzenie: „Bądź wola Twoja”, to n ie tylko nagie stwierdzenie. Pozwolenie, by Bóg mnie prowadził, musi oprzeć się na przekonaniu i zaufaniu wobec tego, co rzeczywiście zaplanował dla mnie Bóg. Zanim powiem szczerze: „Bądź wola Twoja”, my całym sobą musimy chcieć tego, co dla mnie chce Bóg. Każdego dnia, w każdej chwili i w każdej sytuacji, stawiajmy proste pytanie: JAK JEST TWOJA WOLA?


Psalm 26

Być mocny.

            Mieliście kiedyś poczucie, że musicie się w czymś sprawdzić i coś sobie udowodnić? Takie postępowanie ma w rezultacie przekonać nas do samego siebie, do własnych umiejętności i możliwości. Samoocena jest ważnym etapem rozwoju. Człowiek poznając siebie wie jak postępowa, nie przed czym należy się wystrzegać, wie jakie dokonywać wybory. Sprawdzian samego siebie jest jakby odświeżeniem tego wszystkiego, do czego być może człowiek już się przyzwyczaił, co uznał za pewnik i w czym być może ostygło już jego zaangażowanie. Możemy w różny sposób i na różnych płaszczyznach sprawdzać swoje możliwości: fizycznie, psychicznie lub duchowo. Człowiek przeżywając różne doświadczenia może sam się ocenić i sprawdzić na ile ma w sobie siłę i dystans wobec tego wszystkiego, co trudnego go spotyka. Niekiedy proste, codzienne wydarzenia załamują nas, doprowadzając do utraty siły i nadziei, że sobie poradzimy. Każde niepowodzenie, sytuacje nad którymi nie mamy kontroli, burzą trwałość naszych fundamentów powodując lęk i częste zachwiania. Wiemy, że niczego nie możemy być pewni, że wciąż pojawiać się będą sytuacje, które powodować będą w nas poczucie jakiegoś dyskomfortu. Utrata pewności i poczucia komfortu, sprawią, że będziemy bali się w pewne wydarzenia angażować, przed niektórymi będziemy zwyczajnie uciekali i chowali się przed codzienną rzeczywistością. Człowiek będzie żył w ciągłym poczuciu niebezpieczeństwa i lęku. Bycie odważnym stanie się nierealnym osiągnięciem, gdy ulegniemy złudzeniu, że wszystko zmówiło się przeciwko nam. Przez to, że się poddamy, że zrezygnujemy, nasze życie może popaść w całkowitą degradację. Brak poczucia wolności jest największym zagrożeniem. Wówczas człowiek nie potrafi obiektywnie spojrzeć na jakieś wydarzenia i w taki też sposób je oceniać. Jeśli przejmuję się zbytnio danym wydarzeniem, to znaczy zbyt emocjonalnie uczestniczę w jakimś wydarzeniu, to trudno abym wewnętrznie odczuwał pokój i umiał to doświadczenie wykorzystać, by się czegoś nauczyć, by odpowiednio wykorzystać tą sytuację. Nasza codzienność, to wielkie dzieło Bożej miłości. Każdy z nas musi mieć wewnętrzną siłę, by się nie poddawać, mimo niepowodzeń, by nie upaść, nie zrezygnować. Działanie Boga jest potrzebne człowiekowi, gdyż on sam nie jest wstanie ogarnąć swoim umysłem cała rzeczywistość ludzkiego życia. Przy współpracy z Bogiem, człowiek zyskuje moc, która umożliwia nam w odpowiedni sposób potraktować każde codzienne doświadczenie. Dzięki temu będę mógł jako człowiek, zapanować nad własnym życiem i znaleźć odpowiedni sposób, wykorzystania tego wszystkiego, co Bóg mi udzieli w ciągu dnia.

            Ps 26,2 – „Doświadcz mnie, Panie, wystaw mnie na próbę, zbadaj me sumienie i serce”. Człowiek współpracujący z Bogiem, nie boi się własnego życia, nie odczuwa trwogi przed jutrem, ani przed żadnym doświadczeniem, które ześle mu Bóg. Być mocnym, to w sposób odpowiedzialny i roztropny, podejść do spraw związanych z naszym codziennym życiem. Z jednej strony przeraża mnie nieświadomość pewnych zdarzeń, z drugiej strony mam w sobie ufność, że skoro Bóg tak zaplanował mi moje życie, to każde doświadczenie jest mi potrzebne i jako takie właśnie, muszę je przyjąć.


Psalm 27

Jest ktoś, komu na mnie zależy?

            Każdy człowiek odczuwa naturalne pragnienie, bycia przydatnym i ważnym dla kogoś. Jeśli człowiek wie, że przynajmniej dla jednej osoby jest ważny, wówczas w jego sercu panuje pokój, bezpieczeństwo, a nade wszystko pojawiają się cele – mam dla kogo żyć, wiem dlaczego żyję. Siłą przekonującą do życia jest bycie potrzebnym innym osobom. Choć oczywiście nie jest to jedyny cel z powodu którego żyjemy. Potrzebujemy celów i motywacji, i świadomości tego, że jestem dla kogoś ważny dodaję sił, by działać, poświęcać się i ofiarowywać innym całego siebie.

            Niekiedy doświadczamy momentów, w których wydaje się, że nic nie znaczę, że moje życie jest mało efektywne i trudno ocenić jakąkolwiek przydatność. Pomimo być może takich odczuć, człowiek może zyskiwać zawsze nadzieję w Bogu, który kocha nas zawsze i niezależnie od tego kim jestem i ja postępuję. Działanie Boga tak silne i jednostajne, od wieków niezmienne, daje człowiekowi przekonanie, że Miłość Boża jest prawdziwa, wyjątkowa, a nade wszystko tak bardzo umacniająca człowieka w jego rzeczywistości. Człowiek może w każdym momencie odczuwać tą miłość i przekonywać się o sensie swojego istnienia.

            Nieustanne odczuwanie Bożej miłości jest początkiem wielu przemian w człowieku; jest zarodkiem dobra, które również dzięki Niemu będzie mogło zaistnieć. Nie tylko namacalne owoce – korzyści, świadczą o naszej przydatności. Może niekiedy być tak, że przez bardzo długi czas człowiekowi zdaje się, że niczego nie osiąga, że do niczego nie jest przydatny, a pośród wielu codziennych wydarzeń jesteśmy cichymi bohaterami naszej codzienności. Jako człowiek zostałem postawiony tu na ziemi, by nieustannie służyć, pomagać, czynić dobro i nade wszystko czynić to w sposób bezinteresowny, nie oczekując niczego, a jedynie ciesząc się szczęściem innych, które w takich sytuacjach jest również moim szczęściem.

            Bóg nigdy nie zapomina o człowieku. Sytuacje, codzienne życie, nawet te trudne i bolesne jest oznaką Bożej miłości i pamięci. Człowiek by zrozumieć tą Miłość, sam musi nauczyć się kochać. Nigdy Bóg nie opuszcza człowieka, nigdy go nie przekreśla i nie potępia. W jednej sytuacji jest otwarty i można bardziej wyczuć Jego działanie, bo człowiek jest zwrócony ku Niemu i ufny w jego moc. W innych sytuacjach wydaje się być uśpiony, tak jakby nie działał, a to wszystko przez to, że człowiek własnym działanie Go ogranicza i nie pozwala, by mógł On interweniować. Działanie Boga jest  nie zmienne, tylko człowiek ma trudności w odkrywaniu Jego obecności i działania. Warto, abyśmy dążyli do tego, aby nasza wiara coraz bardziej otwierała nas na Boga i ukazywała naszym oczom Jego działanie. Potrzebujemy szczególnej otwartości na Światło, którym jest Jezus.

            Ps 27,9.10 – „Nie zakrywaj przede mną swojej twarzy, nie odtrącaj w gniewie Twego sługi. Ty jesteś pomocą, więc mnie nie odrzucaj i nie opuszczaj mnie, Boże, mój Zbawco. Choćby mnie opuścili ojciec mój i matka, to jednak Pan mnie przygarnie.” Bóg kocha mnie większą miłością niż nawet moi rodzice. Kocha miłością bezinteresowną, a w Jego oczach zawsze mogę zobaczyć zrozumienie, przebaczenie i nadzieję. Bóg jest pełen Miłości i w Nim mogę odnaleźć siłę własnego celu i przeznaczenia. To On mnie wybrał i powołał do istnienia, do realizacji konkretnego zadania. Jestem Mu bardzo potrzebny, aby ten plan – zamiar, mógł się zrealizować.

 

Psalm 28

Umierająca codzienność.

            Kreatywność każdego dnia jest oznaką naszej pomysłowości, staranności oraz zaangażowania. Od początku do końca dnia, wcielamy jakieś koncepcje, strategie i cele. Żywotność naszej codzienności oceniamy przez pryzmat tego, co robimy i jakie efekty otrzymujemy. W przeciwnym razie zastanawiamy się nad sobą, nad kształtem naszego dnia, nad czynnościami wykonywanymi i dokonujemy oceny, pod względem jakości i przydatności. Niekiedy obserwujemy w naszym życiu monotonie i zastanawiamy się nad tym z czego ona wypływa i jakie są jej konsekwencje.

            Cenimy w naszym życiu konkretne rezultaty. Owoce naszego codziennego działania wydają się być odpowiedzią na nasze zaangażowanie. Stawiając pytanie, oczekujemy, że odnajdziemy odpowiedź na nurtującą nas sprawę, w przeciwnym przypadku, po nieudolnym działaniu pojawia się żal i rozgoryczenie. Jeśli samo działanie nie przynosi zamierzonych rezultatów, wówczas staramy się zmienić strategię nowego postępowania. Wielokrotność podejmowanych prób, zmiany, które wprowadzamy, by osiągnąć jakiś cel, świadczą o tym, jak bardzo nam na czymś zależy. Jeśli po wielu staraniach nie udaje nam się odnaleźć odpowiedzi, czy sposobu działania, ogarnia nas znużenie bądź też rezygnacja. Brak zaangażowania, brak zmian może doprowadzić do tego, że nasza codzienność będzie obumierać, aż odczujemy śmierć pewnych wątków naszego życia. Brak nadziei i ufności odbiera nam wszelkie chęci do działania, przeciwstawia się trudom naszej codzienności. Przegrywamy z własnym życiem, poddajemy się nurtowi spraw, które nas otaczają, gdyż brakuje nam odpowiedniej wizji dla naszego życia. Zrezygnowani, ulegamy stagnacji i monotonii

            Ps 28,13 – „Abym wtedy, gdy będziesz milczał, nie stał się podobny do zstępujących do grobu”. Zagubiony horyzont naszych codziennych celów, pozbawia nas konkretności i jasności dotychczasowego działania. Nie rozumiejąc naszej codzienności, zadań towarzyszących w niej, chodzimy po omacku, często narażając się na zranienia i pogłębienie naszego problemu.

            Jeśli nie najdziemy trwałego oparcia dla swojego życia, jeśli nasza wizja życie nie będzie pokrywała się z wolą Bożą, jeśli ulegniemy złudzeniom naszej codzienności, możemy spodziewać się, że bardzo szybko nasza codzienność umrze.

            Czym będzie objawiało się obumieranie naszej codzienności? Najpierw, wydaje mi się, stracimy żywy kontakt z naszą codziennością. Będziemy nadal wykonywali swoje zajęcia, ale bez wewnętrznego ducha – chęci. Zaangażowanie stanie się minimalne, a wizje i cele bardzo ograniczone i minimalistyczne. Czynności będą wykonywane bez zastanowienia, bardzo mechanicznie, a często będziemy nawet uciekać od odpowiedzialności za to, czego podejmowaliśmy się do tej pory. Utracenie wizji życia przeniesie się na każdą sferę naszego życia, do tego stopnia oddziaływujące na nas, że staniemy się wegetatywni i jedynie konsumpcyjni. Utracony zostanie wszelki dialog pomiędzy duchem, a naszą codziennością. Nie będzie już pytań, nie będzie też już żadnej odpowiedzi. Nasza codzienność stanie się ogromną pustką i ciszą.

 

Psalm 29

Pustynia.

            W sensie geograficznym jest czymś innym, a w sensie religijnym ma jeszcze inne znaczenie. Symbolika pustyni jest nieustannie żywym elementem codzienności każdego człowieka.

            Jako miejsce – jest symbolem trudu, bólu i walki z szatanem, ze swoimi skłonnościami i słabościami. W historii biblijnej było to miejsce szatana oraz miejsce, w którym człowiek dokonywał sprawdzianu samego siebie. Sprawdzał się, czy jest na tyle silny i pełny wiary, by umieć przeciwstawiać się złu.

            Wyjście na pustynię jest świadomą pracą nad sobą, ćwiczeniem w sobie tych cech, które pozwolą nam zwalczać wszelkie zło i dążyć do czynienia coraz doskonalszego dobra. Podejmując się wyjścia na pustynię, człowiek przeżywa niejako rekolekcje, które mają mu umożliwić ułożyć w całości – jedności te wszystkie doświadczenia, które zostały mu ofiarowane w jego codzienności. Zadaniem pustyni jest zmierzyć się ze swoimi ograniczeniami, wzbudzić w sobie nowe myśli i zaangażowanie, by nie wracać do tego, co było, ale po powrocie do codzienności stworzyć podwaliny zupełnie nowej rzeczywistości. Pustynia jest dla nas nowym miejscem, a więc pojawiają się nowe doświadczenia, które oczyszczają i burzą to wszystko, co do tej pory tak skrzętnie tworzyliśmy. Zachwianie fundamentów jest na konieczne do tego, byśmy umocnili pozycję tego, co rzeczywiście dobre i potrzebne w naszym życiu. Pustynia wyznacza nasze granice możliwości, a jednocześnie otwiera nas na nowy być może dotąd nieodkryty wymiar życia. Pustynia otwiera nas w zupełnie nowych warunkach, przez co, musimy uruchomić w sobie potencjał, który być może do tej pory nie odkryliśmy, a być może tylko go nie uruchomiliśmy.

            Pustynia stawia nas przed nagą prawdą o nas, dlatego mobilizuje do tego, abyśmy stawili jej czoła i żyli nią jako podstawowym narzędziem, naszej codzienności. W takiej rzeczywistości odkrywamy siebie takimi, jakimi się dotychczas nie znaliśmy. Dla mnie pustynia jest nieustanną okazją rozeznawania swojego życia, a nade wszystko tego, co Bóg czyni dla mnie każdego dnia i w każdej sytuacji.

            Pustynia jest miejscem, okazją głębokiego zjednoczenia się z Bogiem. To On powołuje nas na to miejsce z konkretnym zamiarem, który mamy właśnie odkryć wychodząc na pustynię. Ps 29,8 – „glos Pana wstrząsa pustynią”. To Bóg jest przewodnikiem po mojej pustyni. Wsłuchując się w Jego głos, człowiek ma możliwość wstrząsnąć swoim życiem i odkryć cele, dla których w to miejsce sprowadził go sam Bóg. Pewien mnich otrzymał jedno zdanie z Pisma Świętego, by udał się na pustynię i tam je rozważył. Przebywał tam trzy lata. Po powrocie, udał się do swojego mistrza i oznajmił – w końcu to zrozumiałem. Wyjście na pustynię jest po to, by najpierw usłyszeć, a później zrozumieć, a na końcu tym żyć. Pustynia nie jest ani karą, ani kłodą pod nogami, ale jest darem od Boga, który pragnie przemiany człowieka i jego szczęścia. Miejmy odwagę przyjąć Bożą zaproszenie i udać się na pustynię, by tam usłyszeć głos Boga, który dalej nas przeprowadzi przez nasze codzienne doświadczenia.


Psalm 30

Nowy dzień.

            Każdy dzień niesie ze sobą moc wrażeń, wypływającej z różnorodnych doświadczeń. Nie wszystko i nie zawsze nam wychodzi realizacja różnych poszczególnych zadań w ciągu dnia. Wydarzenia niekiedy nas zaskakują i wówczas pojawia się czasami mała tragedia. Coś nam nie poszło jak należy; straciliśmy szansę; odeszły w dal jakieś plany; kilkakrotnie zabierając się do jakiejś sprawy, wszystko kończyło się fiaskiem itd. Dopada nas niekiedy fatalizm i wszystko za co się zabieramy jest nie tak, jak powinno być. W takich sytuacjach istnieją co najmniej dwie możliwości: zrezygnować – poddać się, bądź też wszystko zacząć od początku, ale w inny sposób. Każdy dzień może mieć swój osobisty wydźwięk, dzięki naszemu zaangażowaniu i przez to, jaki będziemy mieli stosunek względem kolejnych dni, kolejnych wydarzeń. Człowiek uczy się na własnych błędach, ale powinien też wyciągać konkretne wnioski, które pomogą mu nie popełniać znów tych samych błędów. Początek dnia, to okazja, by w swoim sercu, umyśle zrodzić nową myśl, która stanie się przewodnikiem dnia i kolejnych wydarzeń. Musimy uczyć się obserwować dane wydarzenia i odnajdywać ich właściwe przesłanie. Zrozumienie chwili obecnej, tego, co w sobie niesie, pomoże nam to udźwignąć i przenieść całe dobro tej chwili, w kolejne chwile, starając się każdą następną chwilę, ubogacić tym, co wydarzyło się w poprzedniej. Niektóre sytuacje notorycznie się powtarzają, dlatego tym bardziej powinniśmy starać się wykorzystać to, dla poprawienia jakości kolejnych chwil i wydarzeń, w naszym życiu. Choć wiele spraw jest podobnych do siebie, to wcale nie muszą być takie same. Wszystko zależy od naszego zaangażowania i postępowania.

            Ps 30,6 – „Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwilę, a Jego łaska przez całe życie. Płacz nadchodzi z wieczora, a rankiem wesele”.

            Z każdej sytuacji, zawsze jest jakieś wyjście. Jeśli zabrniemy za daleko, to gdy zorientujemy się, wówczas powinniśmy zawrócić na odpowiedni tor. Gdy uczynimy coś złego, zawsze mamy szansę i możliwość naprawić to. Najważniejsze, byśmy nie zrezygnowali i nie poddali się.

            Otwarcie się na Bożą łaskę, zawsze ubogaci każdą chwilę obecną naszego życia. Współpraca z Bogiem, przyniesie nam zawsze nowe dary, które umocnią nas na drodze postępowania dobrze. Działanie Boga jest naprowadzeniem człowieka na odpowiedni tor działania.

            Nowy dzień, jest szansą uczynienia wszystkiego, w inny, nowy sposób. Znalezienie tego sposobu, gwarantuje nam sukces, w odniesieniu do wielu spraw, pojawiających się w ciągu dnia. Dziś, jest jedyną okazją, aby uczynić coś ze swoim życiem. Wczoraj już nie ma, a jutra jeszcze nie ma, dlatego starajmy się jak najlepiej wykorzystać tą chwilę, która jest. Choć wydarzenia się powtarzają, choć sytuacje dziejące się w naszym życiu są bardzo do siebie podobne, to chwile w których ma miejsce dane wydarzenie, jest  tylko jedno. Ta chwila nie powróci, dlatego powinniśmy, podjąć wszelkie starania, by chwile, wydarzenia, słowa nie umykały nam bezowocnie.

            Nastaje wieczór, dzień dobiega końca, ale za jakiś czas wstanie nowy dzień… Jaki będzie? Jak go wykorzystam?

 

Psalm 31

Zawierzenie.

            Poszukujemy autorytetów w swoim życiu, by móc swoją codzienność wesprzeć a autorytecie innych. Doświadczenia innych, czy umiejętności rozwiązywania pewnych spraw, stają się dla nas początkiem naszych osobistych przygód. Rozpoznawanie w kimś prawdziwego autorytetu, dużo bardziej ułatwia nam zaufanie i wzorowanie się na czyimś przykładzie. Poszukiwanie osobistego mistrza, czy przewodnika duchowego jak najbardziej świadczy o naszym dojrzałym stosunku do życia i do spraw codziennych. Dzięki tym osobom, mamy możliwość odkrywania głębi swojego życia i innych przestrzeni realizacji swoich zainteresowań.

            W naszym życiu często natrafiamy na sytuacje, które jak mur stoją twardo i nie pozwalają się zbytnio pokonać. Z trudem i często bólem, przechodzimy przez te doświadczenia, szanując coraz bardziej każdą chwilę swojego życia. Im większy trud, tym większy szacunek względem tego, co uda nam się w takich sytuacjach zwyciężyć. Każdorazowe zwycięstwo, jest umocnieniem naszych dążeń. Wzorując się rozwiązaniami innych, przez własne doświadczenia jeszcze bardziej uszlachetniamy swoją codzienność.

            Zawierzenie jest etapem życia, w którym nasze życie składamy w czyjeś ręce, oddając się całkowicie do dyspozycji tej osoby, wierząc, że ten gest przyniesie jakieś owoce. Zawierzenie, to nie tylko duchowy aspekt życia, ale odnosząc to do przyjaźni, miłości, małżeństwa, jest to gest głębokiego zaufania do innej osoby, która nie tyle mądrzejsza, ale bardziej przez nas kochana, zostaje obdarowana takim właśnie darem – zawierzeniem. Jeśli zawierzenie odnosi się do naszych spraw osobistych, wówczas jest oznaką, że czyjeś pomysły, czy rozwiązania, uznajemy za słuszne, właściwe i dla nas ważne. Kierowanie się czyimś zdaniem, przejęcie rozwiązań innych, jest oznaką naszego zaufania i uznania. Zaufanie jest otwartością na propozycje innych osób, ich programu życia. Zawierzenie jest często umiejętnością rezygnacji z własnego zdania, z własnych pragnień, na rzecz innych rozwiązań. Niekiedy zwracamy się do różnych osób, prosząc o poradę i wówczas potrzebujemy zawierzenia, gdyż w przeciwnym przypadku rady innych osób staną się pustymi i nic nie znaczącymi słowami dla nas. Otwartość jest uczynieniem w sobie miejsca dla innych, ich doświadczeń, słów, emocji itd. Jeśli jakaś osoba jest dla nas, z oczywistych powodów ważna, wówczas automatycznie wzrasta poziom zawierzenia.

            Ps 31,6 – „W ręce Twoje powierzam ducha mego”. Te słowa pamiętamy ze szczególnego wydarzenia, jakim była śmierć Chrystusa na krzyżu, wówczas te słowa, oznaczały całkowite zawierzenie, do końca, woli Ojca. Słowa te, uczą nas pełnienia woli – jakiegoś planu, zamiaru, do końca, niezależnie od tego, jakie towarzyszą nam odczucia i emocje. Jeśli komuś ufamy, to musimy czynić to do końca, nawet, gdyby w trakcie realizacji tego zamiaru, zmieniłoby się całe nastawienie i nastrój sytuacji. Pojawienie się wątpliwości jest powolnym burzeniem zawierzenia, którym obdarowaliśmy jakąś osobę. Wówczas najlepszym sposobem walki z wątpliwościami jest odnowienie i umocnienie zawierzenia, które zostało przez nas dokonane. Zawierzenie poprzedzone jest długotrwałym budowaniem relacji, która narażona jest na wiele trudności. Pokonywanie ich jest elementarnym zadaniem, urzeczywistniania zawierzenia. Jezus pomimo braku zewnętrznych znaków potwierdzających Jego wybór, wie, że nie może wycofać się z raz podjętej drogi. Jeśli jesteś wstanie i starasz się komuś zawierzyć całe swoje życie, bądź jakąś część, staraj się wytrwać do końca, angażując w to całego siebie.


Psalm 32

Wyznanie grzechów.

            Człowiek pracując nad sobą, dokonuje w swoim codziennym życiu wiele ocen. Ocenia siebie, swoje zachowanie, poziom zaangażowania, przydatność niektórych sytuacji. Każdy z nas potrzebuje oceny, jako elementu sprawdzającego, niejako weryfikacja swojego dorobku, ale ocena służy też temu, aby w swoim postępowaniu znajdywać element mobilizujący. Ocena często jednak kojarzy nam się z negatywnymi odczuciami, dlatego stronimy od takiego zachowania. Praca nad sobą, wymaga jednak samooceny, a więc spojrzenia z dystansem na całego siebie i podjęcie jakiś konstruktywnych wniosków. ocena wymaga osiągnięcia poziomu prawdy na swój temat. Każdy poszukujący prawdy, naturalnie podejmuje się oceniania, czy coś jest dobre, lub czy jest złe. Dopatrywanie się jakiegoś zła, w naszym życiu, nie ma mieć za zadanie odbierać nam nadziei i przekreślać szans na osiągnięcie czegoś. Rozpoznanie, że coś jest złe, wzmaga w nas chęć i siłę do walki i przemiany. Człowiek odkrywając zło, ma podjąć się walki z nim, by nie utracić przez to, jakiejś ważnej perspektywy w swoim życiu. Izolowanie się od zła, nie uznawanie go, pogrąża nas w zafałszowanej projekcji życia. Człowiek pozbawiony prawdy, niszczy dobre cele i ogranicza swoje życie w dużym stopniu tylko do tego, co może przełożyć się na zysk i przyjemność.

            Sakramentalne wyznanie grzechów (spowiedź) ma uzdrowić, oczyścić i umocnić najpierw naszą więź z Bogiem, a później z otaczającym nas światem. Wyznanie grzechów ma nas odciążyć od tego, co staje się zniewalającą nas naleciałością. Każde zło, wprowadza nas w labirynt kolejnych grzechów, przez co stajemy się ograniczeni, zniewoleni, a nawet pozbawieni własnej wolności.

            Wyznanie grzechów jest próbą wyrwania się z sideł zniewoleń, a skuteczność uzależniona jest od naszej faktycznej determinacji. W ciemnym pokoju trudno jest cokolwiek dostrzec, a co dopiero dostrzec coś pozytywnego. Potrzeba nam światła, czyli prawdy, która umożliwi nam dostrzeżenie tego pokoju w innych realiach, bardziej pozytywnych, optymistycznych.

            Dlatego Ps 32,1.5 – „Szczęśliwy człowiek, któremu została odpuszczona nieprawość,  jego grzech zapomniany (…) grzech wyznałem Tobie i nie skryłem mej winy. Rzekłem: Wyznaję mą nieprawość Panu, a Ty darowałeś niegodziwości mego grzechu.”

            Efektem odzyskania utraconej wolności jest radość – szczęście i darowanie winy – przebaczenie. Dzięki temu, człowiek może dźwignąć się z obecnej sytuacji i podjąć się nowego życia. Oczywiście wciąż istnieje niebezpieczeństwo powrotu do tego, co było, ale tutaj warto angażować wszelkie siły, by wytrwać w postanowieniu. Człowiek walcząc ze złem, powinien mieć wizję realizacji swojej wolności, w przeciwnym przypadku, bardzo szybko powróci do tego, co zaistniało już w jakiś sposób w jego życiu. Powinniśmy mocno pielęgnować doświadczenia związane z naszą wolnością, może wówczas łatwiej nam będzie być asertywnym.

            Wyznanie grzechów jest jedną z wielu form pielęgnowania i krzewienia wolności w życiu człowieka. Tylko prawda jest wstanie ukazać nam faktyczne właściwości wolności.

 

Psalm 33

Wszystko jest darem (łaską).

            Ps 33,6 – „Przez Słowo Pana powstały niebiosa, wszystkie gwiazdy przez tchnienie ust Jego”. Kto jest dla mnie twórcą wszystkiego? Od odpowiedzi na to pytanie, zależy to, co i jak dzieje się w mojej codzienności.

            Wypowiadamy bardzo często słowa, nie do końca chyba jednak świadomie: a to przez przypadek… Czy skoro wszechświat funkcjonuje ściśle z określonymi zasadami, to czy moje życie ma być spontanicznym, przypadkowym splotem wydarzeń? Wydarzenia, które toczą się w mojej codzienności, mają swój ważny wpływ. Często są to sytuacje, które uwrażliwiają mnie na potrzeby innych; są to sytuacje, które otwierają mnie na osoby przebywające w moim otoczeniu; wiele z nich ma charakter poznawczy, wiele innych ćwiczy mnie w realizacji jakiś cech; jeszcze inne poszerzają moje horyzonty; są też takie, które przez ból, cierpienie, uczą mnie doceniać moje życie i każdą minutę. Człowiek, który nie będzie dostrzegał głębszego wymiaru tych sytuacji, będzie je omijał, bądź też wiele tracił podchodząc bardzo lekceważąco do tego, czego sam nie chce, bądź też nie potrafi odkryć. Nasz stosunek do codzienności i to jakie towarzyszy nam zaangażowanie jest świadectwem tego, jak rozumiemy życie i jego wartość. Każdy dzień jest mozaiką połączonych ze sobą zdarzeń, które mają na siebie ogromne oddziaływanie. Zrozumienie sensu wydarzeń i kontekstu, w którym się pojawiły, pomaga lepiej wypełniać każdą chwilę naszego egzystowania. Każda chwila zaw3iera w sonie dar i zadanie. Dlatego im bardziej jesteśmy świadkami i bardziej obserwujemy nasze życie, tym bardziej szczęśliwi jesteśmy podejmując się współpracy z każda chwilą. Jak łańcuch złożony z wielu elementów, stanowi jakąś całość, podobnie codzienność złożona z wielu chwil połączonych w całość, stanowi o wartości dnia i wydarzeń. Dziejące się sytuacje w naszym życiu starajmy się nie nazywać dziełem przypadku, losu itp., ale dostrzeżmy ich zamysł – owoc i zadanie. Dzięki temu, odkryjemy, że wydarzenia to sieć połączonych ze sobą pewnych zdarzeń, które prowadzą w ściśle określonym kierunku.

            Wszystkie wydarzenia są darem, gdyż ich obecność wprowadza coś konkretnego w nasze życie. Bóg udziela nam łaski, przez poszczególne wydarzenia, byśmy mogli w ten sposób odkryć Jego plan względem nas.

            Oceniając jakieś wydarzenie jako przypadek, możemy utracić pierwotny zamysł tej sytuacji. Przyjmując je jako dar, staram się bardziej tę sytuację obserwować, oceniać i uczynić użyteczną. Satysfakcja będzie tym większa, im bardziej uda nam się wstrzelić z naszym myślenie w to wydarzenie i dobrze je wykorzystać. Przyjmując życie i każdą chwilę, jako dar, powinniśmy wzmagać w sobie poczucie wdzięczności za to, co otrzymaliśmy. Wdzięczność połączona z poczuciem odpowiedzialności pomoże nam rozsądnie wykorzystywać życie i każde doświadczenie. Ciesząc się z każdego doświadczenia i poznając sens ich zjawienia się, człowiek podejmuje bardziej konstruktywne działanie.
 

Psalm 34

Pokojowe nastawienie.

            Często, bardzo absurdalne wydarzenia, prowokują do spięć. Ludzie wówczas nie mogą, lub nie potrafią znaleźć odpowiedniego zachowania, by nie ulegać destrukcji. Zbytnia drażliwość, czy nieumiejętność panowania nad emocjami, sprawiają, że nawet „mała i prosta sprawa” urasta do rangi wielkiego problemu. Nieumiejętność komunikowania sobie pewnych spraw, trudność w wyartykułowaniu tego, co czujemy, co przeżywamy, powoduje ogromną konfliktowość. Częstym powodem niepokoju, wręcz agresywności jest brak skupienia i umiejętności słuchania do końca drugiej osoby. Podejmujemy bardziej polemikę w jakiejś sprawie, niż próbę dialogu. Druga osoba bardziej traktowana jest jak wróg, a nie jak sprzymierzeniec i wówczas narastające konflikty, nieporozumienia, doprowadzają do kłótni, wyzwisk, agresji, a nawet nienawiści.

            Mało, w naszych kręgach, przykładów osób, ze stoickim spokojem i opanowanych, cierpliwych, trzymających emocjonalny dystans względem każdej sprawy. Tym bardziej zachęta psalmisty, wydaje się być uzasadniona: „Od zła się odwróć, czyń, co dobre, szukaj pokoju i dąż do niego” (Ps 34,15) Słowa psalmisty mają ogromną zaletę, a mianowicie, stanowią bardzo konkretny schemat, jak należy postąpić w sytuacjach konfliktowych.

            By dążyć do pokoju, muszę odwrócić się od zła… To oznacza, że w moim działaniu muszę wykluczyć wszelkie złe intencje. Usunąć chęć zemsty, chęć udowodnienia mojej racji, wszelkie raniące słowa, negatywny stosunek, ocenianie, osądzanie itp. Dopiero, gdy będę wolny, wówczas moje dążenia będą dobre. To właśnie druga wskazówka: czyń co dobre. Wiemy, żeby zmienić sytuację, napięcie powstałe pomiędzy osobami, potrzeba czegoś dobrego, rozwiązań, które nie tyle zagłuszą problemy, a je faktycznie rozwiążą. Stawianie czoła trudnościom, wcale nie musi odbyć się za pomocą zła, krzywdy i nienawiści. Szukanie prawdy, ma nas od takich zachowań uwolnić, a nie pogrążyć. Niekiedy ustępliwość będzie najwłaściwszym rozwiązaniem. Zdystansowanie się względem sytuacji poprzez milczenie, przemyślenie sprawy i poszukanie właściwych rozwiązań. Działanie impulsywne, pod wpływem chwili, na pewno nie posłuży do rozwiązania sprawy. Człowiekowi trudno w takich sytuacjach o odpowiednie postępowanie. Dlatego czynienie mimo wszystko dobra, być może na początku będzie trochę sztucznym i naciągniętym postępowaniem, ale z czasem stanie się cenną dewizą i jedynym właściwym postępowaniem. Trzecim etapem, tworzącym się na podwalinach tego, co już napisałem jest: szukaj pokoju i dąż do niego. Szukanie pokoju, to szukanie zrozumienia tego co czuje i myśli na temat jakiejś sprawy inna osoba. Dążenie do jedności to pełne dialogu konfrontacja z drugą stroną tego wszystkiego, co w nas obojgu się kryje. Pokojowe nastawienie, to nie tylko szukanie zgody, ale również satysfakcjonujących rozwiązań. Dążenie do pokoju to stanięcie obojga osób po tej samej stronie. Kiedy uzyskamy wspólny punkt widzenia i ocenę danej sytuacji, wówczas łatwiej nam będzie dalej, wspólnie podążać w tym samym kierunku.

 

Psalm 35

Bezinteresowność.

            Mając uzasadnione motywacje dla swojego postępowania, dużo łatwiej jest nam być dobrodusznym i szlachetnym. Jeśli jestem wolny od chęci zysku, materializmu, wdzięczności, dużo prostsze staje się bycie bezinteresownym. Co innego, gdy nasza dobroć napotyka obojętność, a jeszcze zupełnie co innego, gdy wobec naszej dobroci otrzymujemy: „Złem płacili za dobro, czyhali na moje życie” (Ps 35,12).

            Dewizą, prawdziwie bezinteresownej osoby jest – „mimo wszystko, zawsze czynić dobro.” Wielu spoglądając na taką osobę powie, że to bez sensu, że naraża się na wyzysk, że taka postawa się nie opłaca. Muszę jednak zaznaczyć, że bezinteresowność kształtuje, uczy, wychowuje innych i wskazuje przykład godny naśladowania.

            Bezinteresowność jest czynieniem dobra ze oczekiwania czegokolwiek w zamian. Wychodzenie z inicjatywą działania nie może opierać się tylko na Zyku, na osiągnięciu wdzięczności w różnej postaci, ale to sztuka nieustannego dawania. By opanować tą niebywałą sztukę, człowiek podejmujący się takiego działania, najpierw musi nauczyć się kochać i w każdym człowieku, widzieć bliźniego. Działanie ze względów duchowych, przyczyni się do łatwiejszego zaadoptowania perspektywy bezinteresowności. Jeśli moim celem będzie wciąż – w każdej sytuacji i osobie – Jezus, to wówczas ze względu na Niego stać mnie będzie na całkowitą bezinteresowność. Warto zadać sobie pytanie: ze względu na co, czynię dobro? Jeśli odpowiedź skłania nas ku materializmowi, zyskowi, wówczas muszę naprawić swoją pierwotną motywację. Jeśli skłaniam się ku wartościom duchowym, wówczas, muszę pielęgnować myśl i troskę o drugą osobę, gdyż dobro w bezinteresowności powinno być zwrócone ku innym. Bezinteresowność jest cnotą, darem udzielonym przez Boga, dlatego nie powinienem odczuwać wielkiego dyskomfortu, gdy któryś raz nie udaje mi się być bezinteresownym.

            Bezinteresowność uczy bycia całkowicie dla drugich. Uda nam się to realizować tylko wtedy, gdy naszym podstawowym celem będzie dobro innych.

            Jeśli spotyka nas odrzucenie ze strony ludzi, którym czyniliśmy dobro, powinniśmy jeszcze bardziej umocnić swoje pierwotne uzasadnienie – dlaczego czyniłem dobro. Bunt przeciwko  postępowaniu innych, czy niechęć, pojawia się wówczas, gdy pod przykrywką naszego działania, mimo wszystko, ukazywać się będzie jakiś interes.

            To najpierw ja, jako człowiek, muszę mieć świadomość dobra, do którego czynienia jestem zobowiązany, gdyż życie każdego człowieka jest misją, a moje działanie jest potrzebne po to, by uskutecznić i wcielić Boży program, w życie. brak mojego działania, przyczynia się do pogłębienia pewnej luki w działaniu, do którego tylko i wyłącznie ja, zostałem stworzony. Moje czyste intencje i bezinteresowność sprawiają, że istnieje we współpracy z Bogiem, pewna ciągłość i nikt nie traci okazji dobra, które miał zrealizować, albo też miał otrzymać. Jeśli zdaję sobie sprawę, że po to się urodziłem, aby żyć, to nie oczekuję wdzięczności za to, że żyję, ale wiem, że każdy nasz dzień jest tą przestrzenią, w której ten dar mam realizować. Skoro mam czynić dobro, bo leży to w kwestii każdego człowieka, to mam je realizować ze względu na możliwą wdzięczność, ale dlatego mam je realizować, bo po to, zostałem stworzony. Wiem, co mam robić, jak mam robić i po co, a reszta to albo elementy służące umocnieniu mojego działania, albo zagrożenia, które odsuną od tego, co dobre i właściwe.

 

Psalm 36

Próżność.

            Myślę, że często wpadamy w różne pułapki, nawet te stworzone przez samych siebie. Kiedy jesteśmy osobami, które mają jakiś wpływ na rozwój różnych sytuacji, mamy wówczas często tendencję do tego, by wszystko przypisać sobie. To ja wiem jak powinno to być zrobione… Ja wiem najlepiej, bo przecież to znów mój kolejny pomysł… Ja mam wizję tego, jak to zrobić… Wszechstronnie uzdolnione ja, przejmuje kontrolę nad wszystkim i wszystkimi, niszcząc inne „ja”, będące wokół mnie. Człowiek żyje w przekonaniu, że wszystko wiruje wokół niego, a cała reszta jest tylko nic nie znaczącym dodatkiem do całej tej rzeczywistości. Egocentryzm w pomieszaniu z narcyzmem i mamy do czynienia z niezwykłym składnikiem wybuchowym.

            Człowiek stawiający wszystko na swojej głowie, w końcu się wypala, gdyż żaden człowiek nie jest samowystarczalnym i potrzebuje innych, aby o wspólnych siłach, tworzyć jakieś zadanie. Uzależnianie wszystkiego od siebie, sprowadza się w końcu do tego, że nikt z przebywających wokół takiej osoby, nie czuje się akceptowanym, potrzebnym, czy też w jakiś sensie produktywnym. A skoro pojawiają się takie odczucia, to naturalnie wszyscy opuszczają toksyczne źródło ich problemów. I trudno się dziwić, że taka postawa przez ogół nie jest mile widziana i że do niczego dobrego ona nie prowadzi.

            Człowiek zapatrzony w samego siebie, jest bardzo ograniczony, bo jaką faktycznie wiedzę może posiadać jedna osoba, by stać się rozwiązaniem dla wszystkich zagadnień dotykających ludzi. Idealizowanie siebie i swoich pomysłów, staje się zgubnym czynnikiem, gdyż człowiek mimo swoich wielu zdolności jest jednak ograniczony i powinien być otwarty na innych, by móc coś w sobie zmienić, ulepszyć i naprawić. Warto też się przekonać do tego, że współpraca z innymi, w każdej sferze, jest bardziej owocna niż działanie w pojedynkę.

            Próżność, którą sami najpierw wytwarzamy i w której później wzrastamy, pielęgnuje w nas przekonanie, że „sam sobie wystarczę”. Zamknięci na krytykę i pochwałę innych, żyjemy w stworzonym przez siebie świecie, który nam się wydaje piękny i wspaniały, a jest to wynik tej właśnie próżnej myśli. Idealizacja świata, który stworzyłem i który wciąż kreuje, sprawia, że nie liczymy się ze zdaniem innych, że wszyscy są gorsi, a jedynie nasze zdanie, nasze rozwiązania mają siłę przetrwania.

            Ps 36,3 – „Bo zaślepiony sam sobie schlebia i nie widzi swej winy, by ją mógł znienawidzić.” Próżność jest perspektywą, która idealizuje wszystko i odcina się od faktycznej prawdy, pozbawiając w ten sposób człowieka obiektywności, umiejętności dokonywania właściwych wyborów. Próżność, jak klapki na oczach konia, ograniczają jego punkt widzenia, by nie rozpraszało go otoczenie. W przypadku człowieka, ograniczenie dotyka tak głęboko jego życia, że nie widzi on nic poza swoim światem, w którym wszystko musi być mu podporządkowane i zgodne z jego wyobrażeniem. Takiej osobie, wydaje się, że ma monopol na wszystko…

            Warto, abyśmy ocenili w tym względzie swoje życie – na ile potrafimy egzystować z innymi, a na ile wydaje nam się i tkwimy w takim przekonaniu, że sami ze wszystkim, świetnie damy sobie radę.

 

Psalm 37

Akceptacja/tolerancja.

            Każdy z nas obraca się w obszarze różnych osób i spraw. Często rozmawiając z ludźmi doświadczam ich mocno odmiennego zdania, w wielu kwestiach. Niekiedy nasza odmienność jest pretekstem do bardzo długich i różnorodnych w tematy, dyskusji. Ścieramy się ze swoimi opiniami i wyobrażeniami i bardzo często zakończeniem tych dyskusji jest obustronna abdykacja. Nikt nie chce zmieniać swojego zdania, bo jego zdanie to, co głosi jest prawdziwe i słuszne. Trudno też dziwić się człowiekowi, który od lat pielęgnuje jakąś postawę, że nagle wszystko powywraca do góry nogami i przyzna rację, że jego myślenie jest błędne.

            Mi osobiście w rozmowach z nieznanymi dotąd osobami, często towarzyszą dwie postawy: akceptacja i tolerancja.

            Akceptuję drugą osobę zawsze… Wiem, że ma prawo mieć inne zdanie niż ja. Akceptacja drugiego człowieka, by go przekonać, że jego poglądy i wyobrażenia wcale nie muszą przekreślać jego samego, jako człowieka. Akceptacja jest odpowiednią drogą, wzajemnego poznania i zrozumienia. Trudno i jest to w zasadzie okrutne, by bez poznania jakiejś osoby, od razu ją oceniać przez pryzmat poglądów. Akceptacja uczy szukać tego, co wspólne, co łączy, co rzeczywiście umożliwia prowadzenie dialogu. Widząc, że ktoś błądzi, muszę go poznać, by wiedzieć dlaczego tak postępuję i tak myśli. W przeciwnym razie dokonamy inwazji na drugą osobę i niczego nie osiągniemy, gdyż naszym postępowaniem zrazimy do siebie tą osobę i pogłębimy i tak już istniejący dystans. Dzięki akceptacji musimy otworzyć podstawy dla mostu – dialogu.

            Rozmowa tzw. „o wszystkim i o niczym”, pozwala mi przekonać innych do siebie. Otwierając się na innych, zachęcam i tych do czynienia tego samego.

            Sam, swoim przykładem, powinienem ukazać innym, na czym mi tak naprawdę zależy i czego oczekuję w zamian. Stwarzając podstawy dialogu, budują z drugą osobą więź, na bazie której łatwiej mi będzie przechować kogoś, że być może się myli, że powinienem zmienić swoje postępowanie i myślenie.

            Druga rzecz to tolerancja… Dzięki rozmowom z innymi, możemy zweryfikować – uzupełnić, przekształcić swój punkt widzenia. Rezygnując z własnego poglądu i rezygnując z poglądu drugiej osoby, możemy odnaleźć trzecie, najwłaściwsze rozwiązanie. Tolerancja czegoś lub kogoś, to nie wcale nie oznacza od razu zgadzać się. Spoglądając na rzeczywistość, w której żyje druga osoba, mogę wiele rzeczy rozumieć w kontekście ich życia, ale nie koniecznie jest to zgodne z moim życiem. Każdy z nas, pomimo tego, że stanowimy może jakąś jedną grupę, nie koniecznie musimy posiadać jedno i to samo kryterium oceny. Poglądy osób, uzależnione są przez osobiste doświadczenia. Jedni mogą mieć pozytywne, a inni niestety negatywne doświadczenia, co w dużej mierze wpłynie na nich samych i na kreowane przez nich poglądy.

            Ps 37,1 – „Nie oburzaj się widząc źle czyniących i nie zazdrość ludziom niepoprawnym…” Kierując się akceptacją/tolerancją, znajdziemy klucz do rozwiązania wielu własnych spraw, jak również uda mi się nawiązać dialog z innymi osobami, niezależnie od ich poglądów.

 

Psalm 38

Trawiący smutek.

            Ps 38,7.8 – „Przybity i zgarbiony, przez cały dzień chodzę smutny. Bo ogień trawi moje lędźwie i w moim ciele nie ma nic zdrowego”.

            Czasami doświadczenia, które przeżywamy w jednym momencie są na tyle trudne i bolesne, że trudno nam je zrozumieć, przyjąć i zaadoptować dla dalszego użytku. Wszystko jakby w jednym momencie wali się nam na głowę i burzy całe dotychczasowe piękno i dobro. Choć wydarzeni odkrywamy w jednym momencie, to jednak, gdybyśmy wcześniej uważniej obserwowali swoje Zycie, zauważylibyśmy pojawiające się syndromy – zapowiedzi tego, co być może teraz doświadczamy. Człowiek, który traci coś bardzo cennego w konkretnym momencie nie widzi żadnej perspektywy, możliwości, udźwignięcia tych wszystkich konsekwencji i bycia „normalnym”, starając się podejść zwyczajnie do spraw bieżących.

            Sprawy, które nas jakoś szczególnie dotykają, „trawią” nas od wewnątrz, nie dając spokoju, gdyż rodzą w nas mnóstwo pytań, na które niestety nie jest łatwo nam w danej chwili odpowiedzieć. Pustoszeje nasze wnętrze, z pokoju, wiary i nadziei, a to miejsce zajmuje lęk, nawet wręcz obrzydzenie do samego siebie, że tak postąpiliśmy, albo, że czegoś nie zrobiliśmy. Sytuacje pełne bólu i smutku, są jak zdetonowany granat w naszym wnętrzu, niszczą wszystko.

            Co najgorsze, że pojawiające się być może jakieś światło nadziei, bardzo szybko jest gaszone, gdyż przeżywając jakieś cierpienie, sami nie uznajemy, by jeszcze coś nam się należało. Nasze wnętrze staje się toksyczne, niszcząc wszystko, co zjawi się dobrego w obszarze naszego życia.

            Człowiekowi wydaje się, że jest przegrany i że już nic mu się nie uda. Gasnące światło życia, może doprowadzić do śmierci wewnętrznej.

            Przeżywając te trudne doświadczenia, dodatkowo musimy zmierzyć się z własnymi ograniczeniami, np. naszym dotychczasowym wyobrażeniami; wizją, którą sobie zaprojektowaliśmy; przyzwyczajeniem – zawsze tak było; pragnieniami – duchowymi i fizycznymi. To jest właśnie najdziwniejszy fenomen bolesnych doświadczeń – przed nami wyrasta góra dotąd nierozwiązanych niestety spraw.

            Jak stawić czoła takiej sytuacji? Jedni powiedzą, potrzeba czasu… Inni powiedzą, cóż tak miało być, trzeba iść dalej. Jeszcze inni powiedzą, że trzeba się zdystansować i obiektywnie spojrzeć na daną sytuację. Co ja odpowiem? W sensie duchowym wiem, że rozwiązanie tkwi w Chrystusie Ukrzyżowanym, ale w sensie ludzkim to jest właśnie moja praca nad sobą – wciąż szukam tego właściwego sposobu, aby psychicznie i emocjonalnie poradzić sobie z trudnymi doświadczeniami.

            Postarajmy się dalej rozważać psalmy, być może znajdziemy właściwe rozwiązanie, albo przynajmniej wskazówki wobec tych doświadczeń, które przezywamy.

 

Psalm 39

Przemijanie.

            Wszystko, co ludzkie, ma swój początek i koniec. Względem wielu spraw oswoiliśmy się z przemijalnością – że coś się kończy. Jednak pozostaje wiele spraw, z których przemijaniem nie jesteśmy wstanie się wciąż zgodzić, np. życie, przyjaźń, szczęście, sukces itp. Są to sprawy o które walczymy do końca i nie jeden raz. Są dla nas zbyt cenne, byśmy się poddawali i rezygnowali. Jednak na wiele spraw nie mamy decydującego wpływu i jesteśmy zależni od warunków wokół nas panujących i od osób, które w tych wydarzeniach również uczestniczymy.

            Możemy z jednej strony zrobić wszystko na co nas stać, by wykorzystać to, co mam, z drugiej strony możemy podobać się biegowi wydarzeń i zaakceptować panującą sytuację. Życie ciągle się zmienia i powinniśmy nauczyć się jednej rzeczy: wykorzystywać maksymalnie chwile obecną i z tym, co ze sobą niesie i do niczego się nie przyzwyczajać.

            Nasze działanie jest kroplą w morzu działania wszystkich ludzi. Wiem, że moją osobą zmieniam coś, ubogacam, ale często mogę nie osiągnąć zamierzonego celu, lecz wówczas uczynią to inni. Wartościowe idee nie giną, nie niszczeją, lecz znajdują kolejnych swych realizatorów. Plan światowy, w rozumieniu woli Bożej, stale się zmienia, udoskonala, a nawet przemija, a jeden zastępowany jest kolejnym i kolejnym itd. Wiem, że moja obecność, działanie, przemija, ale gdy staram się wypełnić wolę Bożą, przyjdzie ktoś następny, kto będzie to kontynuował. Gdy będę realizował własną, ludzką, przyziemną ideę, wówczas mogę być pewnym, że to przeminie, być może pozostając w sercu wielu ludzi, jako miłe wspomnienie. Dziś jest, jutro nie ma – to dość oschłe i czuć w tym też dystans i brak zaangażowania. Jeśli zdaję sobie sprawę z przemijalności życia i tego, co dzieje się w moim życiu, być może bardziej starannie będę starał się realizować moją codzienność, skupiając się na tym, co będzie mogło służyć ogółowi, a nie tylko zaspokajać moje pragnienia i ambicje.

            Ps 39,5 – „Panie, pozwól mi poznać kres mego życia. I jaka jest miara dni moich, bym wiedział, jak jestem znikomy”. Świadomość własnej wartości, oraz wartości mojego działania pomoże mi uwzględnić przemijalność, by następnych sytuacji wymagających mojego zaangażowania i podejmowania decyzji, nie zmarnować. Skoro wiem, jak ulotne jest życie i wiele doświadczeń, warto angażować się w to, co ponadczasowe i służące dobru wspólnemu. Nie liczy się jedynie rezultat jakiegoś naszego działania, ale nade wszystko jaką ma to wartość: czy nas zmienia, ubogaca.

            Dziś, zdaję sobie sprawę, dlaczego wiele moich osobistych spraw przeminęło i zniknęło w przeszłości. Brak dobra wspólnego, brak ponadczasowości, sprawiły, że sprawy odeszły, nie powiodły się, przygniotły swoimi konsekwencjami, odebrały światło wiary i nadziei.

            Pracując nad sobą, musimy uświadomić sobie mechanizm naszych wyborów, pragnień i celów, czy nie są one zbyt przyziemne i przemijalne. Starajmy się żyć sprawami, które mają przyszłość, które mogą nas wciąż ubogacać.


Psalm 40

Małe i duże cuda.

            Chwile pełne szczęścia i zyskanego dobra, nabierają dla nas cudownego znaczenia. Pojawia się wielka euforia związana z nowo pojawiającymi się doświadczeniami, które przemieniają nas, potęgując w nas radość i optymizm. Małe i duże cuda naszej codzienności. Są to sytuacje często bardzo proste, wręcz powszednie, które sprawiają radość i satysfakcję. Przemieniają dzień, ukazują jego inny charakter, pozwalają odczuć, że jest ktoś lub coś mi potrzebne, ale również, że ja jestem komuś potrzebny. Codzienność ta czyniona z zapałem i radością jest zupełnie inna niż ta, w której wszystko nas między, a każda prośba jakiejś osoby jest zwyczajnie trudnością do zrealizowania.

            Niestety jako ludzie jesteśmy zachłanni i dopiero wielkie, czy wręcz spektakularne sprawy dają nam satysfakcję i poczucie spełnienia. Małe powszednie sprawy raczej wywołują mały uśmiech na twarzy, nie zatrzymując się zbyt długo przy nas. Często wobec tych małych wydarzeń, przechodzimy obojętnie, nie zwracając uwagi na to, co ewentualnie mogą one wnieść w nasze życie. codzienność, kolejne dni mijają, a my czekamy wciąż na niby mające nastąpić wielkie sytuacje. A gdy nie następują? Albo czekamy dalej, albo zniecierpliwieni, jeszcze bardziej komplikujemy sobie życie i niszczymy kolejne okazje naszej codzienności. Życie samo w sobie ma bardzo wiele cudownych wydarzeń, które musimy nauczyć się dostrzegać, wypierając z siebie niszczącą nas tendencję do zauważania tylko wielkich spraw. W gruncie rzeczy chodzi o nauczenie się żyć tymi małymi sprawami, które gromadząc się dzień po dniu, mogą rzeczywiście uczynić nas zadowolonymi z życia i szczęśliwymi pod wpływem każdej okazji.

            O wartości życia, stanowi każde doświadczenie, a nie tylko te wyjątkowe, sporadyczne i bardzo spektakularne wydarzenia. Doceniając małe sprawy, nie sprawi nam trudności przeżywanie dobrze również tych wielkich cudów naszej codzienności. Jeśli skupimy się tylko na tych wielkich będziemy mieli ogromne trudności w dostrzeżeniu i przeżywaniu tych małych.

            Przeżywając te cudowne sytuacje w naszym życiu, skupiamy się niestety tylko na własnych odczuciach, szukając jedynie spełnienia własnych pragnień i celów. Wielu ludzi nie potrafi dzielić się swoimi doświadczeniami z innymi, gdyż uważają, że w ten sposób, ktoś może odebrać im to, co jest ich osobistym szczęściem.

            Ps 40,6 – „Panie, Boże mój, wiele uczyniłeś cudów i w Twoich zamiarach wobec nas nikt Ci nie dorówna. A gdybym chciał je głosić i opowiadać, byłyby liczniejsze, niż można to wyrazić”. Małe i duże cuda naszej codzienności mają dla każdego z nas bardzo indywidualne znaczenie. Dlatego wykorzystanie ich zależy od nas, od naszego nastawienia. Dzieląc się nimi z innymi osobami, nauczymy się bardziej doceniać to, w czym sami uczestniczymy. Wdzięczność przełoży się na nowe doświadczenia, które będą owocami tego, co już stało się naszym udziałem.

            Spójrzmy na swoje życie i oceńmy je w kontekście tego, co się wydarzyło w naszym życiu, a czego nie doceniliśmy i nie wykorzystaliśmy. Niech kolejny dzień, kolejne doświadczenia będą przez nas lepiej wykorzystane.

 

Psalm 41

Przyjaciel, czy wróg.

            Ps 41,10.11 – „Nawet mój przyjaciel, któremu ufałem i który chleb mój jadał, pięta we mnie godzi. Tak Ty, Panie, zmiłuj się nade mną, dźwignij mnie, abym im odpłacił.” Trudne słowa do rozważenia, tym bardziej, że przyjaciel to dla nas sprzymierzenie, nieustanna pomoc, wsparcie… Jednak w codziennym życiu staje się tak, że przyjaciel się zmienia, a dzięki temu, że tyle o nas wie, staje się przez to w takiej sytuacji największym wrogiem, wykorzystując to wszystko, co na nasz temat, wie.

            Kiedy w naszej codzienności dzieje się tak, że coś, co wybraliśmy najpierw jest naszym sprzymierzeńcem, a później staje się naszym wrogiem? Myślę, że każdy z nas, mógłby przytoczyć w tej kwestii jakieś osobiste doświadczenie. Podam moje, jedno, bardzo banalne doświadczenie, ale ma ono tę kwestię nam zobrazować. Otóż z powodu wielu zajęć, ale też braku systematyczności, bardzo często, w zasadzie codziennie, wszystkie jakieś moje osobiste zadania, przekładam na późny wieczór (labo na ostatnią chwilę). Siedzę bardzo długo, realizując swoje zadania i niby wciąż nie chce mi się spać. Noc jest moim przyjacielem – sprzymierzeńcem. Zawsze ogarnia mnie pokój, zadania codzienne są zrealizowane, więc ze spokojem można usiąść, poczytać, czy popisać. Idąc późno spać, strasznie trudno rano mi wstać i normalnie egzystować. I to, co wydawało się moim sprzymierzeńcem, staje się wrogiem. Sytuacji mógłbym mnożyć, ale chyba już zrozumieliście – „przyjaciel, czy wróg”.

            Może na szczęście niezbyt często rzeczywistość dobra, staje się naszym wrogiem, ale jednak mamy do czynienia z takimi sytuacjami. Często niestety nie zmieniamy dotychczasowego trybu życia i wydaje nam się, że damy radę. Mimo, że sytuacja być może się nie zmienia, to jednak pojawia się coraz więcej konsekwencji i reperkusji – „naszych wrogów’.

            Praca nad sobą wymaga postawienia sobie pewnych zasad, które bezwzględnie będziemy starali się przestrzegać i rozwijać. Podejmując się pracy nad sobą warto jednak zwrócić uwagę, czy owe zasady, postanowienia, deklaracje, czy zmiany w pewnym momencie nie zwrócą się przeciwko nam. Rzeczą ostatecznie najgorszą jest ta, gdy próba zmiany na lepsze w konsekwencji doprowadzi do tego, że będę gorszy niż byłem.

            - nie możemy stawiać sobie zbyt wygórowanych celów…

            - nie powinniśmy stosować ograniczeń, które pozbawią nas całkowicie radości i wolności…

            - praca nad sobą ma przemieniać, a nie niszczyć naszej tożsamości…

            Zatem kierując się rozsądkiem, starajmy się stawiać sobie cele pośrednie, by w końcu osiągnąć swój ostateczny plan. Uważajmy, by to, co nam służy, nie zwróciło się przeciwko nam. By to osiągnąć, w pracy nad sobą, warto, abyśmy poddawali się często weryfikacji zewnętrznej – posłuchali rady innych osób, które obiektywnie stwierdzą, czy nadal postępujemy słusznie.

            Pamiętajmy, że nasza praca nad sobą, nasze postanowienia, czy wybory powinny umacniać nas i wspierać, a nie niszczyć. Dopóki coś jest po mojej stronie, chroni mnie i rozwija, a gdy przejdzie na „drugą stronę” staje się niestety naszym wrogiem. Nie możemy żyć myślami: ale to chodziło, zawsze to działało, to mi pomagało itp., bo nawet nie wiedząc kiedy – to, co dobre, nagle staje się naszym przekleństwem.

 

Psalm 42

Gdzie jest twój Bóg? (Ps 42,4b)

            Wobec trudnych sytuacji, nieszczęść, ludzie w sercu stawiają sobie trudne pytanie: „a gdzie jest twój Bóg?”. Pytanie, które rodzi się często wobec katastroficznych wydarzeń, np. śmierć bardzo wielu ludzi, staje się już typowym oskarżaniem i obarczeniem winą za to wydarzenie Boga. Można by przekornie zadać inne pytanie: „jak spotyka cię coś dobrego, to zastanawiasz się nad tym, gdzie On jest i wtedy również Jemu przypisujesz to wydarzenie?” Niestety w takiej sytuacji, daleko jesteśmy od Boga i od tego, aby Jemu przypisać całe to działanie sprawiające mi jakieś dobro.

            Pierwsza rzecz z którą się spotykam to fakt, że człowiek natychmiast musi wydać wyrok i kogoś obwinić za cała sytuację. Dlaczego Bóg? Bo On się nie upomina, nie wda się w głupią ludzką dywagację na jakikolwiek temat. Powiedzenie, którego często używamy myślę, że też to tłumaczy: „tłumaczy się winny.” Człowiek obwinia Boga, z naturalnej skłonności, ale nade wszystko z uwidaczniającej się szczególnie w takiej sytuacji, nieświadomości tego, kim jest Bóg. Wyrok na Boga wypływa z tego, że człowiek nie wierzy w fakt, że Bóg rzeczywiście jest Miłością i pragnie dobra człowieka. Pogłębienie wiary otwiera nas na Boga, na Jego plan, a nade wszystko dostrzegamy ważność współpracy z Bogiem. Konsekwencją złych wyborów ludzi, braku współpracy z Bogiem, jest wiele nieszczęść, które na co dzień nam się przytrafiają, umiejętność rozsądzania wydarzeń i prawidłowa ich ocena, leży w mądrym podejściu do sprawy, a nie od razu na osądzaniu i wyrokowaniu. Wielu zdarzeń nie jesteśmy wstanie też zrozumieć, dlatego może pojawia się natychmiastowe oskarżenie Boga.

            Nawet najbardziej kochająca nas osoba nie jest wstanie przewidzieć wielu zdarzeń i uchronić nas przed jakiś niebezpieczeństwem. Na pewno kochająca osoba wskoczyłaby w ogień, by nas ratować, ale czy im skrajna sytuacja faktycznie umożliwiłaby jej nadal realizację takiej postawy. Bóg stawia w różnych sytuacjach znaki i ludzi, którzy mogą mnie ustrzec przed czymś.

            Ale i tak na wiele spraw nie mamy bezpośredniego wpływu, co w rezultacie niestety łączy sytuację z bólem, czyjąś śmiercią, czy utratą czegoś. Niektóre wydarzenia muszą nastąpić, by innych czegoś nauczyły, albo dlatego, że w jakiś sprawie człowiek dopuścił się świadomie bądź też nie, błędu, co w ostateczności kończy się fatalnie.

            Inna sprawa, może wręcz infantylne wyjaśnienie.  Bóg jest z natury dobry, więc uczynienie jakiegoś zła, przez Niego, jest wręcz niemożliwe. Jest to jedyna rzecz, której Bóg nie potrafi – nie potrafi uczynić czegoś złego. W sytuacjach trudnych, czy ogólnie złych mówimy o tym, że Bóg dopuszcza takie sytuacje. Ale tutaj warto by było przeczytać historię Hioba, w której właśnie Bóg dopuszcza różne sytuacje, nawet zło, ale jednego nie pozwolił zrobić Hiobowi, odebrać mu życia. To ma dla mnie ogromne znaczenie – jeśli Bóg dopuszcza jakieś doświadczenia, to nigdy, i tak nie pozwoli, by odebrały człowiekowi życie.

            Bóg ma na mnie wpływ do tego stopnia, do którego Mu pozwolę. Mam własną wolę i posiadam również wolność. Niekiedy te dary dobrze wykorzystuję, niekiedy, jednak postępuję wbrew temu, co moja wola i wolność zakładają. Bóg jest obecny w każdej sytuacji,. Nawet gdy człowiek przeżywa jakąś katastrofę. Bóg jest z nim, ponieważ kocha i chce mu pomóc. Gdy nasze wybory i konsekwencje pójdą za daleko, może nam ofiarować tylko to, na co pozwolimy Mu my i sytuacja, w której się znajdziemy. Skacząc z mostu, nie mogę liczyć, że Bóg pozwoli mi miękko wylądować, ale jeśli narażam swoje życie i w trakcie odczuwam żal, Bóg może mi wybaczyć.

 

Psalm 43

Eucharystia – spotkanie z Bogiem.

            Myślę, że wiele osób ma niestety problemy z uczestnictwem w niedzielnej Eucharystii. Może wypływać to z bardzo wielu powodów, np. letniość religijna, brak wierności i systematyczności, brak zrozumienia, czym to wydarzenie jest. Trudno, abym w krótkim rozważaniu wyjaśnił wszystko, ale skupię się nad „pracą nad sobą”. Człowiek kieruje się w swoim życiu różnymi motywami, co niestety często ogranicza nasze zaangażowanie , najczęściej do tych pragmatycznych – opłacalnych wydarzeń. Nie dostrzegamy związku pomiędzy dobrze kształtowaną sferą duchową, a dobrze wypełnianą w rezultacie, naszą codziennością. Niedzielna Eucharystia zeszła na boczny plan, z racji, w niektórych przypadkach, normalnego dnia pracy. Pozbawieni dnia wolnego, zostaliśmy, po części, odarci również, z duchowego charakteru tego dnia. Zmuszeni niejako do pracy, pozbawieni w pewnym względzie wolności wyboru, rezygnujemy z Eucharystii, bo „trzeba jakoś żyć” . Ludzie bywają też przewrotni i gdy mają dzień wolny poddają się „całkowicie lenistwu”, angażując się bardziej w domowe sprawy i stwierdzają, że zabrakło im czasu. Tak źle i ta nie dobrze.

            Warto w tym względzie zastanowić się, jaką wartość powinna mieć Msza święta, chociażby niedzielna.

            Według zwyczajowości judaistyczno – chrześcijańskiej – sobota i niedziela, pozostawały dniami wolnymi z racji uroczystego charakteru tych dni. Żydzi – sobota; chrześcijanie – niedziela. Świąteczny charakter tego dnia wiązał się z uczestniczeniem w Liturgii i w ten sposób obchodzenie tej uroczystości. Jesteś chrześcijaninem – niedziela jest twoim świętem, dlatego świętuj!

            Wymiar pragmatyczny – świętowanie nadaje temu dniowi uroczysty charakter. Po ciężkim od pracy tygodniu, jest czas, by odpocząć i pobyć z bliskimi, by tworzyć, tak nieczęsto możliwy już, charakter rodzinny tego dnia. Można poświęcić sobie i innym więcej uwagi, wspólnie coś omówić – podsumować, zaplanować. Tutaj właśnie mamy szczególną okazję do autorefleksji. Podobnie jak Bóg, kończąc stwarzanie świata, odpoczął, by się tym cieszyć, podobnie człowiek, zaangażowany w liczne obowiązki, musi odpocząć, by dostrzec coś – co będzie powodem do szczęścia. Im więcej okazji do zauważenie tych dobrych elementów tygodnia, tym bardziej wartościowe wydaje się być życie takiego człowieka.

            Ps 43,4 – „I przystąpię do ołtarza Bożego, do Boga, który jest moim weselem i radością , i będę Cię chwalił przy dźwiękach lutni, Boże, mój Bożę!” na ostatnim miejscu tą kwestię poruszam, ale jest ona w ujęciu katolika najważniejsza. Radość fizyczna, wypoczynek – to wszystko jak najbardziej ważna kwestia, ale sfera ducha jest czynnikiem nadrzędnym, to on ma wpływ na jakość naszego wypoczynku, to on decyduje o faktycznej radości. Czynnik duchowy jest naszym wewnętrznym przewodnikiem, siłą umacniająca nasze dążenia i cele. Człowiek zwracając się do Boga, zwraca się do Tego, od którego wszystko zależy. Zwrócenie się ku Niemu, jest podjęciem się współpracy, której celem nie jest izolowanie nas od naszej codzienności, ale wręcz przeciwnie, wprowadzaniem nas, w naszą codzienność i przeprowadzaniem przez różne niuanse. By żyć lepiej, by codzienność była bardziej efektywna, musimy nabrać sił, poczuć wdzięczność za coś, oraz wyznaczyć sobie tor działania. Temu wszystkiemu będzie służyła niedzielna Eucharystia, jeśli systematycznie i wiernie będziemy podejmowali się współpracy z Bogiem, w Eucharystii.


Psalm 44

Nowa ewangelizacja

            Nic tak mocno do nas nie przemawia, jak żywe doświadczenia człowieka, który przeżył coś trudnego, a później opowiada innym, by ci, w jego postawie, mogli znaleźć zachętę i umocnienie dla siebie. Gdy głoszę kazanie, staram się mówić o swoich doświadczeniach, ukazując siebie, jako człowieka, który również błądzi, ale również poszukuje i odnajduje rozwiązanie, albo wskazówki, u Boga w Jego Słowie.

            Głoś to, czym żyjesz i żyj tym, co głosisz – dewiza bardzo klarowna. Wszelkie nasze mądrości będę bez znaczenia, jeśli nie będę miały pokrycia w naszym postępowaniu; i jeśli nie będą konkretnie odnosiły się do codzienności. Wyidealizowane tezy mogą być niezrozumiałe, a nieumiejętność zaadoptowania ich w życiu codziennym, usytuuje je w lamusie.

            Człowiek, który nie odważy się żyć Słowem, który nie będzie podejmował się częstej lektury Pisma Świętego i je „trawił”, stanie się jak wyschnięta ziemia, a jego chrześcijaństwo będzie powolnie obumierało. Dla mnie, jak sami możecie zauważyć, przewodnikiem po codzienności i po zakamarkach mojego wnętrza, stały się rozważania słów Psalmów. Przeczytanie Psalmu, wybór zdania, zastanowienie się nad tematem, zajrzenie w głąb siebie, asystencja Ducha świętego i rozważanie gotowe. Gdy napiszę już wszystkie, podejmę się kolejnej refleksji nad tym, co sam napisałem, starając się osobiście podjąć pracy nad sobą. Wam proponuję lekturę, zastanowienie się, napisanie krótkiej myśli – hasła i otwartość na działanie Ducha Świętego. Niezwykłe są przygody życia Słowem Bożym, lecz najpiękniejszym momentem jest ten, gdy mam możliwość razem z innymi, podzielić się swoimi doświadczeniami. Wymiana myśli, poglądów, opinii, pomysłów jest najsilniejszym świadectwem – „jak żywe i skuteczne jest Słowo Boże” (_)

            Ps 44,2 – „Boże, słyszeliśmy na własne uszy, ojcowie nasi nam opowiedzieli o czynach, których za ich dni dokonał w pradawnych czasach”. Nie ma nic silniejszego i piękniejszego, jak opowiadanie o tym, co Bóg dla nas, lub wobec nas uczynił. Bóg musi mieć swoje centrum w naszym przepowiadaniu, wówczas działanie będzie o wiele bardziej skuteczne.

            Znów podzielę się krótkim doświadczeniem. Im bardziej skupiam się podczas kazania na formie, na przekazie, na tym, by inni coś zapamiętali, tym częściej kończył się dzień rozżaleniem – bo mnie nie zrozumieli, bo nie tego oczekiwałem – bo nie to zapamiętali, co mieli itd. A im bardziej starałem się prosto powiedzieć o doświadczeniu Bożej miłości, o tym, że Bóg nas kocha i jak nas kocha, tym bardziej to do wszystkich przemawiało.

            Zastanawialiście się nad tym, jak wy ewangelizujecie i czym? Człowiek usłyszane doświadczenie, jeśli go dotyka, stara się urzeczywistnić również w swoim życiu,. Warto, abyśmy świadomie wzrastali w osobistym przeżywaniu Słowa, a innym ofiarowywali owoce takiego życia – to będzie nowa ewangelizacja.

 

Psalm 45

Bronić się

            Kiedy wzrastamy w jakiejś rzeczywistości, kiedy staramy się układać swoje życie według jakiś zasad, niekiedy dopada nas znużenie i brak chęci. Jeśli dostrzeżemy to, a zależy nam bardzo na czymś, wówczas szukamy odnowienia i umocnienia. Bronimy tego, co dla nas ważne nie tylko przed tym, co nam zagraża, ale również przed naszym nastawieniem i częstymi ograniczeniami. Człowiek wie, że jego zapał szybko stygnie, a chęci stają się coraz bardziej leniwi i niesystematyczni. Musimy stawić czoła swoim skłonnościom i bronić się przed samymi sobą. To jakby najważniejsze zadanie wobec naszej codzienności, bronić tego, co dobre, co pozytywnie na nas wpływa, co kształtuje nasze życie, systematyzuje je i to, co wyznacza nam jakieś ludzkie normy zachowania.

            Nasz styl życia, rzeczywistość, w której się obracamy, sama w sobie jest często zagrożeniem dla nas. Niekiedy, choćby chwilowa rezygnacja z czego, powoduje, że istotne dla nas sprawy, odsuwają się na bok, osłabiają, a niekiedy kompletnie zanikają. Myślę, że nie wiele jest  zasad, których krytycznie się trzymamy, dlatego z jednej strony łatwo nas złamać i pozbawić tych zasad, a inna sprawa, że skoro jest ich mało, to tym bardziej powinniśmy starać się wytrwale je realizować i nie oddać ich za jakieś inne sprawy, będące imitacjami naszych zasad. Pozbawienie się konstruktywnych zasad, tak naprawdę jest przyczyną osłabienia całej konstrukcji naszego życia. Będąc bez zasad, nie trudno spodziewać się sytuacji, które będą nami miotać jak wiatr liśćmi.

            Myślę, że każdy z nas, nie trzeba być do tego inżynierem, że życie potrzebuje osobistych podstaw, ale i tu odpowiednich mechanizmów – zasad, by funkcjonowało jak należy.

            By móc trzymać się, jakoś określonych zasad, człowiek sam dla siebie musi zyskać odpowiednie przekonanie, że zasady są potrzebne i dlaczego.

            Nasze życie będzie niekiedy walką, zmierzanie się z życiem i tym, co ono przyniesie. Wala będzie sensowna, pożyteczna, gdy będziemy walczyli faktycznie z wrogiem i gdy będziemy chcieli wygrać coś rzeczywiście dobrego.

            Praca nad sobą, powinna wnieść w nasze życie wiedzę na temat tego, jakie są moje skłonności, tendencje, ograniczenia, jakie zasady są mi potrzebne itd. „Wstąp szczęsliwie na rydwan w obronie wiary, prawa i ubogich, a twoja prawica niech ci wskaże wielkie czyny” (Ps 45,5) Mając osobiste przekonanie do czegoś, człowiek będzie walczył do końca o to, co jest dla niego rzeczywiście ważne. Niekiedy trzeba ponieść ofiarę, by wygrać. Nawet, gdy będziemy musieli stracić wiele, to wiedz, że zasady obronią twoje życie, a później przyczynią się do tego, że życie przyniesie owoce.

            Określ swoje zasady, którymi kierujemy się w życiu, umocnij te, które są rzeczywiście ważne i potrzebne. Stwórz może jeszcze jakieś dodatkowe, które pomogą ci kształtować swoją codzienność najlepiej, jak tylko potrafisz.


Psalm 46

Strach.

            Bardzo wiele psalmów przekonuje tych , którzy je rozważają – śpiewają, o obecności Boga pośród nas, przy nas. Wzrastanie w tym przekonaniu chroni nas przed poczuciem osamotnienia, rzucenia na pastwę losu. Świadomość, że nie jestem sam, wyzwala we mnie wiele dobra, „Przeto nie będziemy się bali, choćby zatrzęsła się ziemia i góry zapadły w otchłań morza.” (Ps 46,3.4b) Dla człowieka, który wierzy i przeżywa różne doświadczenia, obecność Jezusa, ta odczuwalna, jest niebywałym wsparciem i możliwością nieustannego odnajdywania, właściwego rozwiązania. Dopóki odczuwam obecność Jezusa, nie kroczę w ciemności.

            Strach pojawia się w różnych sytuacjach, ale najczęściej wtedy, gdy tracę pewność własnego postępowania, gdy coś mi zagraża, albo gdy sytuacja, w której się znajduję, jest dla mnie niepewna. Strach ma również pozytywne znacznie, gdyż może pojawić się jako ostrzeżenie i wówczas człowiek działa bardziej ostrożnie i mocniej przygląda się rzeczywistości, która go otacza. Strach może paraliżować człowieka i wówczas odbiera mi chęć, siłę i motywację do jakiegokolwiek działania.

            Strach pada na tych, którzy są słabi i niepewni. Wiele naszych sytuacji w naszym życiu wywołuje strach, gdyż z jednej strony nie wiemy czego się możemy spodziewać, a z drugiej, nie jesteśmy pewni siebie, czy podołamy temu, co się wraz z tą sytuacją pojawi. Strach jest tym, co niestety bardzo często, skutecznie oddala nas od celu.

            Obecność Jezusa, dla wierzącej osoby jest zapewnieniem, że nic mi nie grozi, że ze spokojem dam sobie radę. To przekonanie zyskuję wówczas, gdy w swoim sercu podejmuję i staram się podtrzymać jedność Jezusem. Jak w chwili odczuwalnego strachu, podtrzymywać tą jedność?

            Pierwsza rzecz już była opisana – stałe rozeznawanie woli Bożej. Im bardziej pytam Go, jaka jest Jego wola, wówczas mogę tym bardziej zyskać przekonanie, że postępuję słusznie, że tego właśnie ode mnie oczekuje Jezus.

            Druga rzecz, to – mieć stale w pamięci Jezusa. Otóż im bardziej rozmyślam o Jezusie, tym łatwiej jest mi przywołać w pamięci wydarzenia związane z Jezusem, Jego nauczanie. Wówczas pojawi się światło, które ukazuje mi drogę rozwiązania. Jego powołanie staje się rzeczywistą moją drogą, na której umiem postąpić właściwie wobec różnych doświadczeń. Skoro pozwolę Bogu kierować mną na drogach mojej codzienności, skoro Mu całkowicie zaufam, to wzrastanie w dobru, będzie dla mnie jedyną i najwłaściwszą drogą postępowania. Podtrzymywanie jedności z Jezusem, to ciągłe aktualizowanie swojej postawy względem woli Bożej. Im bliżej jestem Jezusa, tym większa pewność właściwego postępowania. Oddalenie się od Jezusa, jest utraceniem tej pewności, a więc wejściem w ciemność i poczuciem wszechogarniającego mnie lęku, przed tym, co może się wydarzyć.

            Każdy z nas powinien pracując nas sobą, odkryć swoje lęki i ich powody. Jeśli zdam sobie sprawę z faktycznych powodów, nie mogę uciekać i unikać odpowiedzi ma takie, moje postępowanie. Ucieczka, czy udawanie, że niczego się nie boję, może prowadzić do pogłębienia zafałszowanej postawy.

 

Psalm 47

Mam władzę.

            Jesteśmy tak stworzeni przez Boga, że pod wieloma względami przewyższamy wszelkie inne stworzenie. Bóg obdarzył nas inteligencją, wolnością, a nade wszystko władzą nad tym wszystkim, co Bóg stworzył. Być może faktycznie władza jest tym, co szczególnie nas wyróżnia, a umiejętność jej sprawowania jest wśród ludzi bardzo ceniona. Warto tu zwrócić uwagę, co wśród ludzi jest często błędnie interpretowane, że władza nie jest przywilejem, lecz szczególnym zadaniem.

            Uświadamiając sobie, jaką posiadam władzę nad sobą, swoim światem, być może też nad powierzonymi mi osobami i sprawami, nie powinienem wykorzystywać tego dla własnych korzyści i ułatwień, lecz wraz z powierzoną władzą spoczywa na mnie odpowiedzialność, a to szczególnie zobowiązuje.

            Władza to nie wcale panowaniem, jak niektórym się wydaje, ale szczególna forma służby. Skoro, jako człowiek zostałem postawiony ponad innymi, czy ludźmi, czy sprawami, to na pewno jest to forma wyróżnienia, ale tym szczególniej inni wówczas liczą się z moimi kompetencjami, doświadczeniem i może szczególnie umiejętnościami. Po to posiadam władzę, by mądrze jej używać, by posłużyła mnie i innym, dla uszlachetnienia i rozwoju. Bóg udzielił władzy każdemu człowiekowi po to, by posłużyć się otrzymanymi od Boga darami dla uszlachetnienia i uświęcenia własnej duszy oraz jako znak uwielbienia Boga za to Kim jest i co uczynił.

            Ps 47,4 – „On nam poddaję władzę, i ludy rzuca pod nasze stopy”. Jeśli wiem kim jestem, znam również swoją wartość, dlatego posiadanie jakiejkolwiek władzy, powinno służyć dobru wspólnemu. Jeśli każdy z nas wypełnić będzie swoje obowiązki zgodnie z dobrą ich intencją, nie pojawi się złe wykorzystanie władzy, lecz nieustanny rozwój.

            Posiadanie władzy nad czymś, np. nad własnymi emocjami, ma posłużyć mi, do coraz lepszego wypełniania spraw mi powierzonych. Właśnie ma służyć mojemu rozwojowi, kontroli siebie, oraz zgodnego z wolą Bożą, postępowania.

            Mam prawo, to mój przywilej, decydować o wszystkim tym, co dotyczy mojego życia, a w odniesieniu do innych – nie mogę przekroczyć ich praw, i ich wolności. Zniewalając kogoś, ograniczając w jakiejkolwiek sprawie, źle wykorzystują swoją władzę i staję się dyktatorem, a nie sługą. Powinienem uwzględnić Boże przeznaczenie władzy, która została mi ofiarowana, wówczas będę ją wypełniał zgodnie z wolą Boga, od którego ta władza została mi udzielona.

            Jeśli korzystam z „pracy nad sobą”, zauważam ile z mojego świata jest tak naprawdę pod moją kontrolą, a ile dzieje się przy mojej nieświadomości. Władza to posiadanie rozeznania, dlatego im bardziej będę starał się zrozumieć siebie, tym lepiej i do końca, wypełnię wszelkie moje obowiązki i zadania. Jeśli chcę mieć faktyczną władzę, muszę swoje życie przemienić całkowicie w służbę innym.

 

         Psalm 48

Rozważanie – medytacja.

            Zagonieni przeróżnymi sprawami i obowiązkami, rzadko kiedy znajdujemy czas na refleksję. Nie odkrywamy tego jakże pięknego i ważnego narzędzia, przez co nasze życie, podejmujemy spontanicznie i często bezmyślnie.

            Warto, abyśmy jednak odnaleźli znaczenie medytacji – rozważania, w naszym życiu, później znaleźli też, oczywiście czas, na jej realizację, a wszystko po to, by na końcu obserwować dojrzewające owoce.

            Chyba każdy z nas widział, albo sam na sobie w jakiejś mierze doświadczył sztuk relaksacyjnych, opartych na medytacji. Oczywiście medytacje wschodu, skupiają się nade wszystko na ciele – relaksacji, kontroli umysłu, przepływie energii itd. To w dużej mierze ludziom się podoba, bo to takie trendy. Warto jednak pamiętać, że skupienie się na sobie, swojej wewnętrznej energii itd., skupia nas na niewiadomej – nienazwanej wprost energii. Chrześcijaństwo ma również nam coś do zaoferowania. Medytacje, czy rozważania, które mogą mieć bardzo różne podłoże, mają nas nakierować na nadprzyrodzoność – Boga, który ukształtował świat, człowieka i nadał temu wszystkiemu odpowiedni kształt, ale i również pan – przeznaczenie.

            Człowiek przez medytację ma odnaleźć głębsze znaczenie tego, co dzieje się w nim i poza nim. Odkrywanie świata, w którym egzystencja, ułatwia mi przebywanie wśród różnych doświadczeń i umiejętne z nich korzystanie. Świat wabi nas przeróżnymi atrakcjami, by nie zagubić właściwych horyzontów, by nie wypalić się wewnętrznie potrzebujemy odpowiedniego przygotowania, którym może być właśnie medytacja.

            Jako chrześcijanie jesteśmy szczególnie zobowiązani do bycia „stróżami Pisma świętego”. Nie tyle lektura, co właśnie rozważania, medytacja stają się odpowiednimi narzędziami pozwalającymi nam wejść w znaczenie słów, sytuacji i odkrycie nadal aktualnego dla nas Słowa – drogowskazu. W wielu przypadkach chrześcijanie stali się ospali, wręcz „niepełnosprawnymi” w swojej wierze przez to, że zaniedbali rzeczywistość jakiejkolwiek lektury Pisma Świętego. Lektura Pisma Świętego nie ma być znów tylko czystą lekturą, nieustannym rozpoznawaniem znaczenia słów, kontekstu itd. ale ma prowadzić do żywego dialogu z Jezusem, oraz wdrażania słów w życie i przemienianie dzięki temu swojej codziennej przestrzeni.

            To, co obecnie czynimy jest też moją refleksją medytacji Słowa. Dzięki temu odkrywam swój świat, oceniam go i jednocześnie staram się w tej przestrzeni szukać dialogu z Bogiem, któremu poddając się pozwalam mnie oczyszczać, uzbrajać, przemieniać i czynić nowym. Medytacja ma też w swojej naturze prowadzenie człowieka do osiągnięcia wewnętrznego pokoju i harmonii. Wydaje nam się, że to chwilowe oderwanie od świata jest abstrakcją, bez sensu, ale stworzenie odpowiedniego dystansu umożliwi nam nie tylko inaczej spojrzeć na świat z innej niejako perspektywy, ale również wzbudzi w nas inne niż dotąd zaangażowanie.

            Ps 48,10 – Rozważamy, Boże, łaskawość Twoją we wnętrzu Twojej świątyni”. Przecież moja dusza jest świątynią, którą zamieszkuje Bóg i tam właśnie mam rozważać świat, swoje życie – to wszystko, co jest łaskawością Boga

            W pracy nad sobą warto chronić i karmić wewnętrzne pragnienia medytacji, by dzięki niej, inaczej wejść w przestrzeń dnia i wszelkich własnych obowiązków.

 

Psalm 49

Równość

            Ps 49,3 – „Niscy pochodzeniem na równi z możnymi, bogaci razem z ubogimi.” Ewangeliczne przesłanie jest dla wszystkich. Nie ma takich, któryby nie zasługiwali, czy by byli niegodni. Każdy kto pragnie, może użyć tego, co Bóg pragnie nam wszystkim ofiarować. Bóg nie czyni różnić, nie hołduje jednych, a innych gnębi, ale wszystkich kocha tą samą miłością i tak samo. Wszyscy w Jego oczach są ważni i dlatego Bóg nie postępuje tak, jak nam to często podpowiada ludzka logika. Bóg jest wolny od względów ludzkich, dlatego potrafi wszystkich traktować jednakowo. Nie musi nikomu się podchlebiać, o nic zabiegać, nie czuje odrazy wobec biedy… Bóg w Jezusie wręcz ‘do przesady” stał się człowiekiem i doświadczył wszystkiego, co przeżywają ludzie (prócz grzechu), a czego mu jako ludzie często pewnie nie doświadczamy na własnej skórze.

            Równość jest jakimś ideałem. Ludzie próbowali to wprowadzać, ale niestety w bardzo utopijny sposób. Równość to postawa człowieka względem siebie i innych ludzi. Postawa ta, rodzi coś nietypowego – miłość, która służy innym, pomaga im, ofiarowuje z siebie, wszystko czyni wspólnym. My swoimi wyborami, decyzjami, niestety skazujemy się na pozbawienie równości.

            Człowiek to człowiek, tak przynajmniej powinno być, niezależnie, czy ktoś jest prezydentem, gwiazdą filmową, czy muzyczną, czy najbogatszym człowiekiem świata, czy wysokim, czy niskim, grubym czy chudym – jakikolwiek przymiotnik lub rzeczownik stanie przed moim imieniem, to wciąż i tak ja – człowiek. Różnice wynikają z wielu dziwnych i złych powodów: egoizm, źle pojęta władza, wyzysk, ironia, zazdrość itp. Różnice tworzą ludzie, którzy z racji tego, że są lepsi – wywyższają się; bo są gorsi – zazdroszczą; bo mają władzę – dbają o siebie, albo wyzyskują; bo pozbawieni są praw – kombinują, spekulują… Różnice powstają w człowieku, a nie z samym statutem, który posiadam w życiu.

            Zatem równość przede wszystkim polegać będzie na tym, że każdy z nas będzie zawsze pamiętał, że jest CZŁOWIEKIEM. To ta właśnie godność, jest najlepszą podstawą dla równości.

            Możemy uporządkować swoje pragnienia i ambicje, by nie rzutowały one na nasz sposób traktowania innych ludzi, w negatywny sposób. By żyć równością, powinniśmy starać się wcielać w nasze życie chrześcijańską myśl, wypływającą z Przykazania miłości – a mianowicie – miłość wzajemną.

            Jeśli będę myślał o drugiej osobie jak o moim bliźnim, wówczas całe moje myślenie nie będzie skupiało się na mnie, ale również, a nawet nade wszystko na drugiej osobie. Podejmując się pracy nad sobą, powinniśmy wyjść z siebie i zanurzyć się w życiu drugiej osoby, by jej służyć i w miłości wzajemnej, czynić wszystko to, co sam bym chciał, by mi czyniono drugą jakby podstawą równości, zaraz po tym, że mam pamiętać, że jestem człowiekiem, stoi druga bardzo ważna rzecz – MIŁOŚĆ.

            Płaszczyzna miłości bliźniego, jak siebie samego, jest niebywałą możliwością ku temu, aby wszyscy byli równi. Bo jeśli kocham bliźniego, to nie przemawiam, ani nie czynię niczego z piedestału władzy mi powierzonej, ale z perspektywy głębszej – bycia człowiekiem.

            Równość to poszukiwanie tego, co nas łączy i tego, w czym możemy tworzyć jedność. Dlatego narzędziem, które będzie urzeczywistniało równość, powinna stać się dla nas jedność. Dzięki pracy nad sobą, będę odkrywał te cechy i te umiejętności, które pomogą mi, wręcz umożliwią mi życie w jedności z tymi, których Bóg postawił mi na drodze.

 

Psalm 50

Wspólnota.

            Jednym z wielu decydujących elementów, towarzyszących nam w codziennym życiu jest wspólnota. To tak naturalne, że aż zwyczajne. Człowiek tworzy wspólnotę bardziej lub mnie świadomie i trwale. Nawiązanie wspólnoty dokonuje się przez bardzo wiele czynników. Podstawowym czynnikiem jest spotkanie co najmniej dwóch osób, bo to najmniejsza liczba tworząca jakąkolwiek wspólnotę.

            Ps 50,5 – „Zgromadźcie Mi moich umiłowanych, którzy przez ofiarę zawarli ze Mną przymierze.” Słowo psalmisty jest dla nas kolejny raz niezwykłą podpowiedzią.

            Wspólnota to „zgromadzenie miłujących się”, a to oznacza, że pomiędzy ludźmi tworzącymi wspólnotę powinna istnieć nić łącząca ich – miłość wzajemna. Więzi tworzące się pomiędzy osobami, umacniają ich integralność i współpracę. Jeśli będzie między ludźmi ugruntowana miłość bliźniego, wówczas nie będzie to tylko spotkanie grupy jakiś tam osób, ale będzie to już rzeczywiście wspólnota opierająca swoje istnienie, na czymś więcej niż tylko ludzkie reakcje. Wspólnota realizuje się poprzez zdrowe relacje panujące wewnątrz niej. Wspólnota, to żywa komórka, która powinniśmy szczególnie rozwijać, tworząc wspólnotę jest: „przez ofiarę zawarli ze Mną (z Bogiem) przymierze.”

            Dla mnie szczególnym wyjaśnieniem tej myśli jest fragment biblijny: Mt 18,20 – „bo gdzie dwaj zgromadzą się w imię moje, tam jestem pośród nich”. Owo przymierze o którym wspomina psalmista to właściwy kierunek, w którym powinna zmierzać wspólnota. Jezus skupiając nas wokół Siebie, nadaje naszej wspólnocie szczególny charakter. Dzięki miłości wzajemnej i Jezusowi obecnemu pośród nas, kwitnie pomiędzy nami zjednoczenie.

            Każde spotkanie z inną osobą jest okazją budowania wspólnotę. Dzięki pragnieniu jednoczenia się z innymi, człowiek buduje most porozumienia o wiele głębszy niż tylko przyziemne sprawy. Człowiek wiąże się z innymi osobami, nie z byle jakiego powodu, ale szuka więzi, porozumienia, wspólnych celów. Dzięki wzajemności we wspólnocie, wiele rzeczy staje się o wiele łatwiejszymi do realizacji i osiągnięcia. Budowanie wspólnoty jest nie tylko procesem wzajemnego poznawania siebie i pomagania sobie, ale nade wszystko zbliżaniem się też do siebie.

            Przymierze – to głębokie zobowiązanie ze względy na które nasze postępowanie staje się bardziej radykalne. Uczymy się dzięki temu żyć w sposób bezinteresowny, a postępowanie nie ulega zmianie przez złe czynniki, ale szuka dojrzalszego wyrazu. Wszystko, co dzieje się we wspólnocie, powinno być czynione ze względu na Jezusa.

            W pracy nad sobą powinniśmy szukać możliwości głębszego zaangażowania we wspólnotę, w życie każdego jej członka. Otwórzmy się na ludzi, którzy mogą być dla nas darem wspólnoty. Sięgnijmy do pięknych pokładów dobra w naszym sercu i ofiarujmy to tym, którzy pragną z nami tworzyć wspólnotę.

 

Psalm 51

Dwie perspektywy.

            Niekiedy towarzyszy nam w ciągu dnia różnego rodzaju słowo, czy znak, które dopiero zaczynamy rozumieć wtedy, gdyż przez jakieś doświadczenia, w inny sposób docierają do naszego serca i wywołują szczególnie mocne refleksje.

            W perspektywie czasu i różnych sytuacji człowiekowi łatwiej zrozumieć pewne wydarzenia i samego siebie. Dzięki takim sytuacjom zupełnie inaczej traktujemy kolejne wydarzenia w naszym życiu, oraz zmienia się nasz stosunek, co do wydarzeń i nowych przeżyć.

            Odkrywając Ps 51, odnalazłem dwie ważne myśli w.4obmyj mnie zupełnie z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego oraz w. 17 – „Panie, otwórz wargi moje, a usta moje będą głosić Twoją chwałę”. Te dwie myśli towarzyszą mi codziennie od 8 i 14 lat i dziś kiedy na nie spoglądam, przez pryzmat dotychczasowych doświadczeń, uzmysławiam sobie jaka jest uch wartość dla mnie, na ten czas.

            Werset 4 – towarzyszy kapłanowi w czasie Eucharystii, kiedy po przygotowaniu ołtarza, obmywa on ręce, wówczas wypowiada właśnie słowa Ps 51,4. Każdorazowo wypowiadając te słowa, uświadamiam sobie swój obecny stan – moje wnętrza – to kim i jaki jestem. Grzeszność jest naszym niechybnym, codziennym towarzyszem, uzmysławiając to sobie, może ufać Bogu, że oczyści go i umocni na drodze kolejnych życiowych doświadczeń. Gdy zmierzam się z jakiś problemem, ustalamy zasady, pracy nad sobą – walki ze złem. Ufając w Boże miłosierdzie, każdorazowo przystępując do ołtarza, zawierzam się Jego przebaczeniu i oddaję do całkowitej dyspozycji, licząc, że udzieli łaski, która uzdolni mnie do jak najlepszego spełniania Jego ofiary. Obmycie, oczyszczenie jest łaską uzdrowienia i umocnienia, które dokonuje na człowieku Bóg, chcąc go uczynić najpiękniejszym swoim narzędziem. Perspektywa walki z grzechem jest jedną z najważniejszych zadań, choć należących do nie najłatwiejszych. Jednak im bardziej stawiam czoła swojej grzeszności, ograniczeniom, tym bardziej przyczyniam się do zwycięstwa i osiągnięcia wolności.

            Druga perspektywa, to werset 17., który jest częścią modlitwy brewiarzowej (modlitwy nade wszystko stanu duchownego). Zanim przejdę do modlitwy, rozważania Pisma Świętego, zanim rozpocznę normalne obowiązki dnia, od samego początku modlitwy, pojawiają się słowa wersetu 17.

            Słowa te są szczególnym symbolem rzeczywistego otwarcia się na to wszystko, co przyniesie dzień. Otwartość jest najważniejszym ludzkim narzędziem we współpracy z Bogiem. Dzięki niej, człowiek angażujący się w codzienność, stara się jak najwierniej zrealizować Boży plan, względem jego osoby. Człowiek i początek kolejnego dnia, jest jakby budzeniem się, albo bardziej rodzeniem się do nowego życia. Niekiedy z poprzednich dni towarzyszą nam obawy, zranienia, czy lęk – otwarcia się na nowy dzień. Rozpoczynający się dzień jest okazaniem zaufania, ale też postanowieniem – dziś postaram się żyć lepiej. Życie pokazuje, że każdy dzień może być inny, jest inny. Mam ogromny wpływ na to, co dzieje się w moim życiu, na to, jak moja codzienność wygląda i dokąd zmierza. Potrzebujemy wsparcia w realizacji własnego życia. Zawierzenie przez modlitwę, Eucharystię, osobiste oczyszczenie z grzechów, otworzy nas na naszą codzienność i całe dobro nagromadzone w każdej chwili obecnej.


Psalm 52

Polegać na Bogu.

            Myślę, że każdy z nas stara się pamiętać o miłych i pożytecznych doświadczeniach. Zaufanie innym, pewnie i wam przyniosło wiele razy pożytek. Sceneria naszej codzienności jest jednak różna i niekiedy nie wszystko jest super i dobrze. Kierujemy się myślą i podpowiedzią innych osób, ufając tym osobom z różnych powodów. Jednak są tez takie osoby, które nadużywają naszego zaufania i wyprowadzają nas w pole. Czy wszystkim mogę zaufać, czy wszyscy chcą mojego dobra? Czy ja nie wyprowadzam innych na manowce i tracę ich zaufanie, przez nieodpowiednie zachowanie i sugestie?

            Różne perypetie towarzyszące w naszym życiu nauczyły nas pewnie nie jeden raz, że zaufanie buduje się przez wspólne doświadczenia. Nie tracimy zaufania względem osób, które uczyniły coś nie chcący, nieświadomie. Potrafimy wybaczyć, ale zapamiętujemy to doświadczenie tak na wszelki wypadek. Pewnie są też takie osoby, którym już nie ufamy, a trauma przez którą przeszliśmy spowodowała, że szukamy bardziej pewnego i niezmiennego źródła.

            Mówimy niekiedy, że na ludziach nigdy nie można polegać, ale czy nie jest to tylko efekt negatywnych doświadczeń osób, które coś takiego wypowiadają. Człowiek jest omylny i trudno obwiniać go za cokolwiek i w jakiejkolwiek sytuacji. Możemy polegać do granic możliwości, a nie oczekiwać od innych, że będą posiadali „super moc, czy super wiedzę”.

            W wielu sytuacjach jednak sami jesteśmy sobie winni, gdyż bardziej liczymy i opieramy się na ludzkich umiejętnościach, niż na tym, co rzeczywiście podpowiada nam zdrowy rozsądek, czy sumienie. Ludzie polegający na Bogu, wiedzą gdzie tkwi ich program życia i jak powinni w danej sytuacji postąpić. Zdroworozsądkowe myślenie wypływa bardziej z możliwości i umiejętności wyobrażania pewnych spraw, niż z spontanicznego korzystania z tego, co jest.

            Ile w naszym życiu jest przemyślanych decyzji? Ile razy zatrzymujemy się i rzeczywiście zastanawiamy się nad tym, jakie owoce, lub konsekwencje mogą pojawić się w następstwie naszych decyzji? Czy nasze życie nie jest częściej podjęciem się tego, co chwila przyniesie; spełnieniem naszych często ludzkich celów i pragnień?

            Ps 52,11 – „Będę Cię sławił na wieki za to, coś uczynił, polegał na Twoim imieniu, ponieważ jest dobre dla ludzi oddanych Tobie”. Prawdziwie wierzący i oddany Bogu człowiek, wyzbywa się krótkowzroczności, a zdobywa wiedzę i umiejętność daleko perspektywicznego myślenia i postępowania. Wierzący jest jak „szachista” – potrafi spojrzeć dalej, przewidzieć pewne postępowanie i skutki. Polegać na Bogu to często podjąć się działania trudnego, wymagającego i ofiarnego, ale dającego w dalszej perspektywie wiele dobrych owoców. Pracując nad sobą, piętnujemy w sobie dziecinną postawę – „ja chcę; ja potrzebuję; już, teraz, natychmiast…”, gdyż w przeciwnym przypadku narazimy się na częste rozgoryczenie, niepowodzenie i przegraną.

            Polegać na Bogu, to w pełni Mu ufać i starać się zrozumieć sens Jego woli. Życie w zaufaniu Bożej woli, uskuteczni nasze działanie i otworzy nas na nowe, nadzwyczajne możliwości.

 

Psalm 53

Zbłądzić.

            Wśród wielu wydarzeń w naszej codzienności i wyborów, które dokonujemy, może zdarzyć się tak, że utracimy orientację w tych wszystkich sprawach. Ogólne zaciemnienie, które powstaje, w takich sytuacjach w naszej duszy, powoduje, że wszystko dokonujemy po omacku, nie mając ani przekonania, ani wyobraźni tego, co byśmy chcieli osiągnąć.

            Czasami nasze przekonania prowadzą nas w miejsca przez nas jeszcze nieodkryte i wówczas stajemy się prekursorami danych sytuacji. Jeśli potrafimy odnaleźć prawdę, wówczas dokonujemy słusznych wyborów, ale jeśli prawda jest przez nas wciąż nieodkrywana, zaczynamy popełniać mniejsze lub większe błędy. Trudno człowiekowi odnaleźć właściwą drogę – rozwiązania, gdy wszystko jest dla niego nowe, zupełnie obce. Człowiek postępuje według wcześniej realizowanych schematów i dlatego, gdy rzeczywistość się zmienia, wówczas codzienność staje się trudniejsza i bardziej nierealna. Człowiek nie może iść za swoim instynktem, posługiwać się przypadkowo pojawiającymi się myślami, ale powinien być bardziej racjonalny i posługiwać się rzetelnymi źródłami wiadomości.           

            Zbłądzi ten, który posługiwać się będzie jedynie niesprawdzonymi wiadomościami, domysłami i opiniami. Błądzenie wśród własnych myśli jest chyba tą najtrudniejszą sprawą, która dotyka nas w życiu. Wśród wielu możliwości wyboru, które mamy, nigdy nie potrafimy się odpowiednio określić i prawidłowo wybrać. Błądzimy, gdyż brakuje nam zdecydowania i przekonania, co do słuszności naszych wyborów.

            Gdy nie mamy odpowiedniej wiedzy, powinniśmy zadbać o roztropność, gdyż w przeciwnym przypadku zbyt pochopne decyzje, wyprowadzą nas w pole. Musimy mieć jasno określone zasady, które umożliwią nam pewne przejście przez życie i podejmować właściwe decyzje. Zasady, to one będą odpowiednim odnośnikiem, w każdej, nawet nowej sytuacji. Zasady tworzą nie tylko moralny kręgosłup, który na tyle umocni nas, że będziemy potrafili sprostać naszym sprawom, ale kształtują na samych, umacniają to kim jesteśmy, jakie powołanie realizujemy. Gdy nasz kręgosłup kruszej, wówczas stajemy się słabi i niepewni, a pojawiające się propozycje, budzą w nas dawno zagłuszane pragnienia. Jeśli zachwiane są nasze zasady, wówczas świat nas otaczający staje się silniejszy od nas, a pragnienia biorą gorę nad rozsądkiem. Błądząc, borykamy się ze swoimi ograniczeniami i pragnieniami. Im bardziej się im poddajemy, tym bardziej zostajemy pochłonięci w wir wydarzeń, które ukazują niestety nagą prawdę o nas.

            Ps 53,4 – „Wszyscy razem zbłądzili, stali się nikczemni, nie ma ani jednego, który by czynił dobrze”. Jeśli poddamy się wirującym sprawom wokół nas, przejmą one nad nami kontrolę i jeszcze bardziej osłabią. Błędy są nieuniknioną rzeczą w naszym życiu, ale trwanie w nich, czy nawet świadome wybieranie ich, degraduje nas i pozbawia świadomości i możliwości wyboru.

            Praca nad sobą rzuca światło na nasze słabości i błędy i wówczas każdy krok – nasze działanie, może być zdobywaniem własnej wolności.


Psalm 54

Wybawienie.

            Ile mógłbyś przytoczyć beznadziejnych sytuacji, które cię dotknęły, a w których niespodziewanie doświadczyłeś wybawienia? Przeżywamy dylematy, w niektórych sytuacjach i zastanawiamy się jak z nich wyjść. Są takie, wydaje się proste sytuacje, które potrzebują jedynie czasu, by same się rozwiązały. Są też i takie, których ani czas, ani różnego rodzaju rozwiązania niczego nie dają, a sytuacje wydają się dalej jeszcze bardziej komplikować. Czy można zostawić to przypadkowi i liczyć na wybawienie? Życie jest bardziej skomplikowane i niekiedy nie da się odłożyć problemów na bok i zając się innymi sprawami, niczym się nie przejmując. Pewnie nie jedna osoba powie nam, że trzeba chwycić się w garść i stawić czoła trudnościom. Ale jak, skoro bardzo często nas przerastają i nie potrafimy sprostać im ze swoimi umiejętnościami i wiedzą.

            Wydaje nam się, że praca z trudnościami zawsze jest mozolna i bardzo wymagająca. Są takie sytuacje, w których wystarczy uświadomić sobie, że idę w nieprawidłowym kierunku i odwrócenie się od tego, co złe stanie się dla nas wybawieniem. Jeśli brniemy w coś, co widzimy, że i tak nie wychodzi, nie sprawdza się, warto niekiedy zamilknąć i przestać działać i obserwować dalszy rozwój sytuacji. Niekiedy wartą uwagi jest dewiza – nic na siłę. Pozostawmy niekiedy sprawy swojemu biegowi i obserwujmy to, co nam te sytuacje ukażą. Najtrudniejszą postawą jest zgoda na to, że przegraliśmy, że coś bezpowrotnie utraciliśmy. Wymaga to niezwykłej siły, by przeciwstawić się samemu sobie i nie pozwolić sobie na desperację. Jeszcze inna sprawa – pójść pod prąd – musimy rozeznać, w której sytuacji rzeczywiście się to sprawdza i jest słusznym, bo jedynym rozwiązaniem.

            Wybawienie – niekiedy jest rezultatem naszych mądrych decyzji, a niekiedy jest darem, który zjawia się nie wiadomo skąd i jest rozwiązaniem naszych dotychczasowych trudności.

            Szukajmy rozwiązań naszych trudności, gdyż na każdą sprawę można spojrzeć z różnych stron. Niekiedy to praca nas sobą, uświadomi nam, że nie potrafimy czegoś dostrzec, bo nie chcieliśmy tego widzieć, bo rozwiązanie było zbyt bardzo skryte – niezrozumiałe dla nas. Niekiedy, by spojrzeć na sytuację i odnaleźć wybawienie potrzebujemy innych ludzi, którzy uświadomią nam, jaka jest rzeczywista prawda. Nie ma sytuacji beznadziejnych, są tylko nasze złe zachowania, które uniemożliwiają nam odnalezienie tej właściwej drogi.

            Pojawiające się niekiedy z nikąd wybawienie, jest rzeczywiście ratunkiem, do którego powinniśmy przylgnąć i postępować według tego, co nam podpowiada, bo „Wybaw  mnie Boże, w imię twoje, mocą swoją broń mojej sprawy” (Ps 54,3).

 

Psalm 55

Modlitwa.

            Tak jak mowa jest narzędziem komunikacji pomiędzy ludźmi, tak modlitwa jest tym darem i możliwością komunikowania się człowieka z Bogiem i na odwrót. Najprostsza definicja modlitwy – to dialog człowieka z Bogiem, ale zdecydowanie to coś o wiele więcej niż tylko dialog.

            Modlitwa jest dla człowieka punktem zwrotnym, osią przemian, a w ciągu dnia są to szczególne momenty, tak jakby punkty odniesienia, dzięki którym człowiek przemierza swoją codzienność i w końcu dociera do celu. Ps 55,18 – „Rankiem wieczorem i w południe narzekam i jęczę, a On wysłucha mojego głosu”. Jeśli utrzymuj nieustanny kontakt z Bogiem, wówczas dzięki modlitwie otrzymuj odpowiedź i sugestię, którymi kierując się, osiągam wyznaczony cel. Im więcej w ciągu dnia jest takich momentów, w których zwracam się do Boga, tym więcej we mnie przekonania, że postępuję zgodnie z zamysłem Boga. Z każdej rozmowy wychodzimy, w jakiś sposób ubogaceni i przekonani do czegoś, podobnie w modlitwie, Bóg rzuca światło na naszą codzienność, dając nam jasny obraz naszej rzeczywistości. Rozmowa z Bogiem, dzielenie się z Nim własnymi wrażeniami, otwiera nas na Niego, uczy dostrzegać dobro naszych doświadczeń i przemieniać nasz codzienny rytm zdarzeń.

            Modlitwa jest  też okazją wsłuchania się w samego siebie i usłyszenie tego, czego nie możemy usłyszeć w zgiełku naszego codziennego zaangażowania. Modlitwa jest pewnego rodzaju postojem, w którym człowiek odzyskuje siłę i pierwotną motywację dla swojego postępowania. Dzięki temu modlitwa jest jak żywy organizm, który w nas wzrasta i wpływa na całą osobę. Przemieniająca siła modlitwy jest tętnem naszego życia, wskazującym prawidłowość naszej aktywności.

            Najważniejszym elementem modlitwy jest jej możliwość – staje się dla nas stałym i pewnym gruntem, możliwością wybicia się w przyszłość, w codzienność. Modlitwa staje się jakby trampoliną, na której możemy podskoczyć i sięgnąć tego, co najpiękniejsze i najważniejsze w naszej codzienności.

            Pomimo trudności zawartych w naszej codzienności, pomimo tego, że codzienność staje się często jedną wielką zmienną, pozostaje nam jakby stały grunt – modlitwa, dająca nam odpoczynek i pewność. W czasie modlitwy pozostawiamy wszelkie ciężary codziennych zdarzeń – zrzucamy je na Jezusa, który przyjmuje ten dziwny dar i uwalnia nas od wszelkiego ciężaru, umożliwiając nam dobre podróżowanie po naszej codzienności – Ps 55,23 – „Zrzuć swą troskę na Pana, a On cię podtrzyma, nigdy nie dopuści, by się zachwiał sprawiedliwy”.

            Modlitwa jest też zdobyciem przekonania, że nigdy nie pozostanę sam – Bóg mi stale towarzyszy i wspiera w każdej sytuacji mojego życia. Praca nad sobą, to również czas modlitwy. Czas, w którym uczę się ufania Bogu i budowania swojego życia w oparciu o te różne momenty w ciągu, które utrzymują mój kontakt z Bogiem.

 

Psalm 56

Nadzieja.

            Wobec spraw, które przekraczają naszą możliwość osiągnięcia ich, w człowieku rodzi się mocne poczucie nadziei, która utrzymuje człowieka i dodaje mu sił, w tym, aby nie poddać się, lecz mimo wszystko starać się osiągnąć swój zamiar. Człowiek wie, że nie wszystko może tak od razu osiągnąć i jeśli będzie cierpliwy i pełen nadziei, wszystkie bariery będą mogły być obalone, a cle w jakiejś mierze się przybliżą. Człowiek mając w sobie nadzieję jest silniejszy u odporny na wszelkie niepowodzenia dotykające różnych jego planów.

            Czasami zamiary człowieka są przez niego niedoścignione i wówczas pojawiają się nadzieje, że wszystko będzie dobrze, że wszystko się uda, że wszystko się ułoży. Każdy człowiek, każda sytuacja rodzi jakąś nadzieję, dlatego jest ona tak ważna i tak potrzebna. Często właśnie nadzieja utrzymuje człowieka przy życiu, utrzymując w tym samym stanie jego pragnienia i cele. Człowiek jest współtwórcą swojego życia, a nadzieja jest wyraźnym głosem woli Bożej, która ukazuje prawdziwe perspektywy życia. Nadzieja to nie ludzkie tęsknoty, czy niespełnione pragnienia, ale głos Boga, który w tej rzeczywistości, w której żyję, ukazuje mi prawdę i to, do czego rzeczywiście powinienem zmierzać. Nadzieja, to rodzące się w człowieku Boże perspektywy, które otwierają przed nami nowe horyzonty i szansę tworzenia i urzeczywistniania tego, co najlepsze w naszym życiu jest do osiągnięcia.

            Dzięki nadziei, człowiek sam odkrywa kim jest, jakie są jego cele. Postępując za wewnętrznym głosem nadziei, otwieramy się na przestrzeń, która jawi przede mną jedynie Bóg, a której sam nie jestem wstanie sobie wyobrazić i osiągnąć.

            Ps 56,5 – „W Bogu, którego słowo wielbię, w Bogu pokładam nadzieję, nie będę się lękał, cóż może uczynić mi człowiek?”. Umiejscowienie swojego punktu przeznaczenia, w woli Bożej, daje wewnętrzną siłę i przekonanie, że działanie, którego się podejmuję jest Bożym powołaniem – misją, którą mam spełniać. Dzięki nadziei, sprawy, którymi żyjemy stają się bardziej znaczącymi, a to z tego powodu, że nasze działanie nabiera zupełnie innej wartości. Nasze zaangażowanie staje się też o wiele głębsze, gdyż nadzieja oddala ograniczenia i to, co nas spowalnia, a dodaje sił, wypływającej z świadomości przeznaczenia.

            Człowiek pracując nad sobą w tej perspektywie, widzi ku czemu zmierza, odkrywa swój własny potencjał i siły. Nadzieja staje się przeznaczeniem dzięki któremu człowiek może uwierzyć w samego siebie.


Psalm 57

Przebudzenie.

            Ps 57,9 – „Zbudź się, duszo moja, zbudź, harfo i cytro, a ja obudzę jutrzenkę”. Człowiek przez wiele lat uprawiający ten sam styl życia, w pewnym momencie staje się bardzo uśpiony, a wydarzenia dziejące się wokół niego, nieustannie te same, niczym nie zaskakują. W bardzo prosty sposób można przyzwyczaić się do własnego życia. Ospałość, monotonia, schematyczność – tak wygląda życie człowieka, który przesypia własną codzienność – życie. Oswojony z tym, że doszedłem do jakiegoś poziomu, oswajam się z nim, mając nieuzasadnioną pewność, że nic się nie zmieni, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Pozory mylą, a pewność jest w takich sytuacjach bardzo zgubną cechą. Kiedy wydaje mi się, że nic mi nie zagraża, że nic nie jest wstanie zmienić mojego życia, wówczas powinienem sobie uświadomić, że jestem na pozycji przegranego, który nie zważa na nic, bo takie ma przekonanie. „Przecież zawsze, labo przynajmniej od dłuższego czasu było wszystko dobrze, po co czymkolwiek się przejmować” – nie jeden raz towarzyszyły mi takie słowa, a później jak psikus pojawiało się coś, co wywracało moje życie. I w sensie kontaktów, czy zdrowia, czy samopoczucia, czy realizowanych umiejętności. Pewność nie jeden raz stała się przyczyną mojej zguby.

            Z jednej strony człowiek może być bardziej zapobiegawczy i obserwować swoje życie i dokonujące się w nim zmiany. Z drugiej strony może stać się nie czułym i obojętnym i czekać na tzw. Krach, wtedy zacznie się dopiero przejmować. Sam na sobie widzę, że pewnych rzeczy mogłem się spodziewać i dużo wcześniej je przewidzieć – dziś pewne sprawy, nie bolałyby tak bardzo. Ale, któż mógł się spodziewać takiego przebiegu sprawy…

            Dziś uświadamiam sobie, że stagnacja, przyzwyczajanie się, czy nawet w niektórych sprawach wypalenie – było i jest efektem mojej życiowej ospałości. Trudno się dziwić, że życie zaskakuje człowieka, który przesypia swoje życie, który uśpił to, co się w nim działo. Niekiedy popełniamy błędy, dokonujemy złych wyborów, a to z tego względu, że nasze uczucia, sumienie, czy wrażliwość, zostały uśpione i nie funkcjonują w sposób prawidłowy.

            Uśpienie wywołane jest wieloma czynnikami, o których już wcześniej wspominałem, np. przyzwyczajenie, rutyna, mała chęć odkrywania czegoś nowego, brak funkcjonującego sumienia – wiary, zło, porażki, brak zgody na własne życie itp. Ukazuje to, jak pod wieloma względami człowiek jest ograniczony i potrzebuje rzetelnej pracy nad sobą, by pokonywać te ograniczenia i zmierzać wciąż naprzód.

            I w końcu przebudzenie, które często wywołane jest silnymi przeżyciami, które wyrywają nas z dotychczasowego letargu i stawiają do pionu, mobilizując uruchomienie swojego myślenia i działania. Niekiedy wstrząs, a nawet jakaś trauma, związana z jakimś przeżyciem, otwiera nam oczy. Wówczas dostrzegamy tak bardzo wyraźnie – co straciliśmy, przed czym stoimy, co obecnie się w nas dokonuje.

            Praca nad sobą, powinna nas nieustannie budzić do życia… Każdego dnia staje przed nami wiele okazji do zmienienia czegoś, do naprawienia i uzyskania celu. Musimy zwalczyć skłonność, do rezygnacji, do kapitulowania. Jeśli wiem jak ważna jest sprawa, w której walczę, nigdy nie poddam się uśpieniu.

 

Psalm 58

Ocena/ osąd.

            Chyba nie ma człowieka, który by nie posiadał niechybną cechę, jaką jest ocenianie – osądzanie. Przyglądamy się jakiejś osobie, może sytuacji i natychmiast w naszych głowach, jawi się jakaś ocena/osąd. Opiniujemy innych, gdyż w ten sposób chcemy „wybielić siebie”, albo uczymy się na doświadczeniach innych osób, oceniamy, by pamiętać i nie popełnić tych samych błędów. Musimy dostrzec, że ocena/osąd, ma swoje pozytywne i negatywne strony i dopiero, gdy zauważymy istotne różnice, być może bardziej ostrożnie będziemy podchodzili do tej sprawy.

            Pozytywny aspekt – człowiek dzięki ocenie sytuacji, może dostosować do tego odpowiednie zaangażowanie i jego poziom. Ocena sytuacji, pomaga nam ustrzec się przed ewentualnymi błędami i potyczkami, które mogą nas spotkać. Jeśli potrafimy w odpowiedni sposób ocenić, potrafimy również, dzięki temu, dokonywać właściwych wyborów. Ocena siebie, własnego dorobku, motywuje nas do dalszego, głębszego działania, dzięki któremu, możemy osiągnąć dużo więcej. W końcu ocena, motywuje nas do przemiany – bo określenie czegoś mianem złe, nie powinno powodować obojętności, a wręcz przeciwnie, widząc coś złego, powinienem starać się osiągnąć na tym polu, jakąś zmianę. Ocena, choć bywa nie przyjemna, w pozytywnym aspekcie, jest narzędziem dzięki któremu, w życie człowieka wprowadza się wiele zmian, ale dzięki któremu tak wiele można osiągnąć. Jeśli ocena pomaga, wspiera i mobilizuje, jak najbardziej jest ona właściwa i konieczna.

            Ps 58,2 – „Władcy możni, czy wydajecie rzetelne wyroki, czy słusznie sądzicie synów ludzkich” i w. 12 – „A ludzie powiedzą: Uczciwy ma nagrodę, zaiste jest Bóg, który sądzi na ziemi.” 

            Czy rzetelnie…, czy słusznie sądzicie? Właśnie niekiedy takie postępowanie budzi w nas wiele wątpliwości. Nigdy nie mamy pewności, czy ocena/osąd jest właściwy, czy nie wyrządzi więcej szkody niż pożytku. Potrzebujemy niezwykłej obiektywności, ale i też pamięci o dobru drugiej osoby. Jeśli ocenianie/osądzanie wypływa ze złych pobudek, nie możemy sądzić, że przyniesie to jakiś pożytek. Nigdy, nic czynionego ze złą motywacją, nie wniesie niczego dobrego.

            Negatywny aspekt – ocena/osąd, mogą być krzywdzące dla sytuacji, czy człowieka. Wówczas zamiast pomóc, niestety zaszkodzi i zrodzi dodatkowe trudności. Nie możemy wydawać oceny/osądu pod wpływem własnych emocji, dokonując jej na podstawie tylko własnych opinii. Niekiedy to, co widzę, czy słyszę, może nie być do końca adekwatną prawdą.

            Ignorując obiektywizm, a biorąc pod uwagę swój indywidualny system oceniania/osądzania, możemy dokonać niewłaściwej oceny sytuacji, czy człowieka. Niekiedy w tym, co się dzieje, czy w jakiejś osobie, widzimy tylko to, co chcemy zobaczyć, by tak, a nie inaczej ocenić/osądzić. Jest to dla nas bardzo wygodne, ale nie uwzględnia to, ani całej sytuacji – całej osoby, ani prawdy – takiej, jaką rzeczywiście jest.

            Praca nad sobą, wymaga weryfikacji, a więc jakiejś oceny – części naszego życia. Pamiętajmy jednak po co my sami siebie oceniamy/osądzamy i do czego, dzięki temu zmierzamy. Skrajny krytycyzm – niewłaściwy osąd, zamiast pomóc, może pogrążyć nasze działanie i odebrać nam wszelkie nadzieje.

 

Psalm 59

Nawroty.

            Choć wierzę w linearny system czasowy, choć wydarzenia, powtarzające się w codzienności są do siebie podobne, ale nie takie same, to na pewno nie mogę zaprzeczyć, że nie istnieją „nawroty”.

            Jako ludzie najbardziej boimy się nawrotów jakiejś choroby, choć istnieją też pewne doświadczenia, które najchętniej nie chcielibyśmy, by się znów powtórzyły. Silne przeżycia, odczucia, które nam towarzyszyły, wzbudzają w nas niechęć, aby te wydarzenia miały się powtórzyć. Nie możemy popaść w paranoję i mówić o systematycznej cykliczności pewnych zdarzeń. Są one niekiedy następstwem naszego działania, a dziwimy się, czemu tak się stało. Niestety, niektóre wydarzenia, spowodowane są naszymi myślami, decyzjami, niekiedy nieświadomymi wyborami. Na niektóre sytuacje mamy wpływ i możemy sprawić, by się nie powtórzyły, albo, by jednak miały miejsce, ale pozostaje wiele takich, które pojawiają się niezależnie od naszego działania i nie mamy żadnego na nie wpływu. Sytuacje niekiedy powtarzają się z racji charakteru naszej codzienności i zawsze możemy na nie wpłynąć, odpowiednie zmieniać i ubogacać. Są one po to, abyśmy i my mieli okazję się ubogacić i dzięki wydarzeniom przemieniać.

            Sytuacje trudne, które nas dotykają, mogą mieć również za zadanie zmienić nas, choć w trudniejszych okolicznościach i być może bardziej radykalnie. Są one niekiedy do przesady tak bolesne, byśmy w końcu zrozumieli i nie stosowali, być może jak dotąd półśrodków i bezsensownych rozwiązań. Niekiedy takie właśnie sytuacje powracają do nas, byśmy w bardziej radykalny sposób podeszli do sprawy i wyciągnęli odpowiednie wnioski. Choć boimy się takich nawrotów sytuacji, choć trudno nam uwierzyć, że cokolwiek dobrego może z nich wyniknąć, to musimy znaleźć w sobie odwagę, silną wolę i chęci, by nauczyć się przeżywać takiego rodzaju sytuacje. Są one drastyczną metodą, ale rozwój dramatyzmu zawdzięczają temu, jakie są nasze odczucia, emocje, pragnienia, a nie samej wartości wydarzenia. To jak przeżywamy daną sytuację, zależy od nas, od naszego usposobienia i tego jak traktujemy daną sytuację. Dzięki Bogu, wierze w Niego i nadziei pokładanych w przyszłości, możemy nabrać większego dystansu, obiektywizmu i spokoju, podejmując się, by uczynić kolejne kroki w tej sytuacji.

            Jeśli człowiek niczego nie uczy się przez kolejne doświadczenia, to albo jest „ślepy”, albo mimo trudności bardzo mu na czymś zależy, że mimo wszystko, naraża się na kolejne trudne sytuacje. Nawroty pewnych zdarzeń możemy wykorzystać, by w zupełnie nowy sposób podejść do jakiejś sprawy i by wyciągając konkretne wnioski czynić swoją codzienną rzeczywistość nową – inną, lepszą.

            Ps 59,7.15 – „Wracają wieczorem i jak psy warczą, krążąc po mieście”.

            W pracy nad sobą, warto uskutecznić sposoby walki z tym, co złe i szukać dla mojej codziennej rzeczywistości nowych, bardziej konstruktywnych rozwiązań. Uskutecznić swoje metody postępowania to bardzo ważne Adanie, a szczególnie wtedy, gdy doświadczymy nawrotów pewnych zdarzeń.
 

Psalm 60

Rozdarcie.

            Każdy człowiek przeżywał lub nadal przeżywa, rozdarcie z jakiegoś powodu. Gdy muszę dokonać wyboru; gdy jestem w jednym miejscu, a chciałbym być w innym; gdy ktoś jest dla mnie ważny, ale mnie rani; gdy pragnę czegoś, ale wiem, że to złe itp. – tak wiele jest sytuacji, w których czujemy się rozdarci, że aż trudno wypisać je, nawet te chociażby najważniejsze. Wielość tych sytuacji tym bardziej powinno nas przerażać i dać powód do zastanowienia się: dlaczego tak jest w naszym życiu. Podstawą rozdarcia jest nasze serce, w którym brakuje pewności, przekonania, czy słuszności wyboru. Wiemy, że wybierając jedno, musimy zrezygnować z drugiej sprawy i rzadko kiedy uda nam się pogodzić dwa rozbieżne zadania, czy cele. Właśnie wtedy, gdy zmierzamy się z naszymi pragnieniami, zawsze istnieją dwie drogi, a często nawet więcej dróg wyboru. Istnieje droga pragnień – tego, co by chciało się wybrać droga rozsądku – tego, co powinno się zrobić; droga konieczności  tego, co muszę zrobić. Im więcej możliwości wyboru, im więcej dróg, których możemy się podjąć, tym więcej dylematów, rozterek, tym mocniejsze rozdarcie w naszym wnętrzu. Towarzyszy nam wówczas niezadowolenie, gniew na samego siebie i pragnienie walki z rzeczywistością. Człowiek jeśli nie jest pogodzony z samym sobą, jeśli istnieje w nim świat pragnień, który daleki jest od rzeczywistości, od tego, co Dore, to niestety dopóki nie pojedna się z sobą, wewnątrz niego będzie toczyć się nieustanna walka, a rozdarcie będzie stawało się coraz większe.

            Nasze codzienne życie powinno zmierzać ku jedności – zbiegać się w jednym, bardzo ważnym punkcie dla naszego życia. Dopóki ten punkt będzie niejako poza nami, jakby nie możliwy do pogodzenia z naszym życiem, tak długo będziemy walczyli ze sobą i nigdy nie doświadczymy zadowolenia z tego ki jesteśmy i co robimy.

            Nie możemy wieść podwójnego życia – z jednej strony to, czego pragnę, a z drugiej strony to, do czego moja codzienność mnie zobowiązuje – przymusza. Jedność wewnętrznego świata przejawiać będzie się też zewnętrzną jednością.

             Wydaje mi się, że rozdarcie jest efektem ludzkiego niepogodzenia się z samym sobą. Jeśli człowiek, mimo konkretnych znaków, nadal będzie pogłębiał swoje rozdarcie, doprowadzi go to, do całkowitego zaprzepaszczenia możliwości zbudowania właściwego życia. Celem naszych działań, musi być podjęcie pracy nad tym, by drogi naszych wyborów już się bardziej nie mnożyły, a jedynie konkretyzowały i ujednolicały. Uświadomienie sobie celów może pomóc nam w dokonaniu konkretnych cięć, tych wyborów, które pogłębiać będą nasze rozdarcie.

            Ps 60,4 – „Wstrząsnąłeś i rozdarłeś ziemię, ulecz jej rozdarcia, albowiem się chwieje”. Wydaje się, że jest też pozytywny aspekt rozdarcia, mianowicie, gdy się już pojawia, człowiek może wówczas ocenić swoje życie, zwrócić uwagę na to, za czym podąża jego serce i czy jest to odpowiednia sprawa, w którą powinien, czy też nie, się angażować. Rozdarcie pełni w tym momencie funkcję ostrzegającą nas przed popełnieniem błędu, niepotrzebnego zaangażowania się w coś, czy niesłuszność dokonanego wyboru. Możemy dzięki temu, ocenić, czy nasze zaangażowanie i cele, nie rozmijają się czasami z rzeczywistością. Jest to też znak, że powinniśmy pracą nad sobą wpłynąć na wewnętrzną zgodę i jedność.

 

Psalm 61

Wieża warowna.

            Budowanie życia, wymaga opierania się na wartościach, które pochodzą od Boga – nieprzemijalne, które są dla nas stałym i solidnym odniesieniem. Im bardziej staramy się budować życie w zgodzie, z wolą Bożą, tym bardziej stabilną staje się nasza konstrukcja. Przypomina ona wieżę warowną – albo twierdzę – mocną, stabilną, chroniącą w swoim wnętrzu ogromny skarb. Twierdza jest wewnętrznym zbiorem różnych pomieszczeń, zakamarków, które symbolizują różne etapy naszego życia. Przechodzenie przez kolejne etapy – poziomy, naszej wieży, jest wstępowaniem po szczeblach „drabiny doskonałości”.

            Wieża jest naszym światem – tworzeniem, odkrywaniem, zdobywaniem. Jest tą przygodą, która tworzona jest w naszej codzienności. Wieża stanowi miejsce schronienia, poczucia bezpieczeństwa. Jest miejscem wyciszenia i nabrania odpowiednich sił, by stawić czoła temu, co Boża wola względem nas zaplanowała. Budowanie konstrukcji życia, jest gromadzeniem doświadczeń, wrażeń, myśli i wykorzystywaniem ich do umocnienia tego, co dobre i pozytywne. Ta konstrukcja daje pewność, że nasze życie jest dobre, a wybory słuszne. Im stabilniejsza jest konstrukcja naszego życia, tym więcej w nas odwagi do tego, aby życie wypełnione było samym dobrem, byśmy angażowali się w nowe sytuacje, przepełniając je tym wszystkim co dla nas dobre.

            Świadomość, co jest dla mnie ważne, co chcę osiągnąć, w jaki sposób podchodzę do różnych osób, czy spraw, jest obrazem stabilności mojej wieży. Człowiek musi mieć swoje osobiste motywacje, które będą nim kierowały, w jego codziennym życiu.

            Mądrość życiowa, umiejętność ustosunkowania się do różnych spraw, cele i umiejętności ich osiągnięcia – to wszystko składa się na całość, którą nazywam – „wieżą warowną”.

            Dzięki temu, że mamy określone, dość precyzyjnie, swoje życie, potrafimy odnaleźć się w świecie, który stale wymaga od nas opowiedzenia się za czymś, dokonaniem jakiegoś wyboru, zbudowania własnego światopoglądu… Człowiek konstruując swoje Zycie, potrzebuje wiele elementów, które będą niejako bazą wyjściową w kolejny dzień.

            Ps 61,4 – „Bo ty jesteś dla mnie obroną, wieżą warowną przeciwko wrogowi”.

            Wieża warowna, którą zbudujemy, stanie się naszym bogactwem życiowym, przewodnikiem po życiowych zawiłościach, obroną wobec stale wirujących wokół nas zagrożeń.

            Praca nad sobą przyniesie rezultat w postaci dobrze ukształtowanego życia – z zasadami i wartościami, które stają się światłem – drogowskazem. Pracując nas sobą, podejmując się różnych myśli i zadań, zadbajmy o to, by nasza wieża była solidna i stabilna.


Psalm 62

Pochyła ściana

          Człowiek przekonany o tym, że solidnie zbudował swoje życie, może niejednokrotnie przekonać się o tym, że nawet solidna ściana może się przewrócić i runąć. To nie tylko kwestia solidności materiału, ale nade wszystko to jak zbudujemy swoje życie jest elementem istotnym. Nawet najbardziej szczytne cele, fundamentalne   wartości nie stworzą same z siebie jakiejkolwiek wartości. Pomiędzy wieloma elementami istotny jest zwornik - czyli element scalający wszystko, w jedną całość. Elementy najbardziej szlachetne bez połączenia mogą szybko zostać wyrzucone z naszego życia, złamane przez doświadczenia trudne, odebrane przez trudne decyzje.

           Mur, wydaje się nam konstrukcją solidną, nie łatwą do sforsowania. Wybudowanie samej konstrukcji życia- codzienność, to sprawa mimo wszystko prosta, bo wokół nas porozrzucane są odpowiednie materiały. Okazja do modlitwy, pomoc jakiejś osobie, dobre słowo, dobro, radość itp. - nie jest o nie trudno i w życiu nie jednej osoby są one obecne. Trudnością nie jest poukładać cegłę na cegłę i tak postawić wydawałoby się nam, że mur - ale wystarczyłoby się delikatnie oprzeć - i co by się stało?     

Ps 62,4- „Jak długo będziecie napadać na człowieka. Przewracać go jak pochyłą ścianę, jak mur, który się wali?” Otóż właśnie, cegły poukładane w mur, bez spoiwa- tego co będzie je łączyć, zwyczajnie runie.

        Patrząc na krzywą wieżę w Pizzie,  można powiedzieć o fenomenie niektórych konstrukcji. Wyobraź sobie, jakie może być twoje życie, jeśli odnajdziesz swoje właściwe spoiwo. Człowiek gromadzi różne doświadczenia, które same w sobie stanowią jakąś wartość, ale ich trwałość zależy od odpowiedniego poukładania tych wszystkich doświadczeń i znalezienia czynnika łączącego w jedną całość całe nasze życie.

        Budowanie codzienności to próba jednoczenia tych elementów, które składają się na naszą codzienność. Spoiwo samo w sobie musi być mocne i musi posiadać tę szczególną umiejętność łączenia. To, czy się kierujemy w życiu musi umieć wyszukiwać we wszystkich naszych doświadczeniach czynników wspólnych - nie jako celów, które będą się wzajemnie uzupełniały i umacniały.

         Co scala moją codzienność? Jednym z elementów jest wiara, która umożliwia mi, szukanie w doświadczeniach, cech wspólnych. Wspólnota celów nade wszystko pomaga mi, wszystkie te codzienne wydarzenia wypełniać w jednym duchu wypełniać. Innym motorem scalającym i uruchamiającym doświadczenia jest miłość wzajemna. Dzięki niej, dość ,że moje życie staje się zwartą codziennością to jednocześnie, działanie otrzymuje pogłębioną wartość i charakter. Działanie jednoczy się i zmierza w jednym kierunku, wówczas łatwiej nam jest ogarnąć nasze dotychczasowe życie i podjąć się jej realizacji.

        Często brak odpowiednich motywów i określonego kierunku działania , może uczynić nasze życie „pochyłą ścianą”, którą będzie łatwo przekreślić i zniszczyć życie. Warto zwrócić uwagę na materiał, z którego budujemy naszą teraźniejszość, ale nade wszystko powinniśmy przyłożyć się do tego, aby odkryć i wcielić w życie to, co scali nasze życie w jedną całość.

 

Psalm 63

Przylgnąć…

          Angażując się w pewne sprawy, człowiek odkrywa, że w pewnych określonych miejscach, sytuacjach, wśród określonych osób jest dużo szczęśliwszy, bardziej zadowolony i łatwiej jest mu żyć. Przeżywając takie doświadczenia, człowiek jeszcze bardziej stara się by tego typu doświadczenia miały miejsce jak najczęściej. Pragnienia są tak silne, że człowiek stara się czynić wszystko by poznać  i odtwarzać tego typu doświadczenia. W takich sytuacjach człowiek odkrywa, że jego serce przywiązane jest do tego typu doświadczeń. Tworzy się przywiązanie, a w sercu pojawia się ogromna tęsknota za ty, by jak najczęściej przeżywać doświadczenia, które sprawiają mu radość- szczęście. Człowiek odkrywając coś ważnego, coś sprawiającego dobro i szczęście pragnie do tego przylgnąć, to znaczy przywiązać się całym sobą do tego, co go uszczęśliwia.

          Przylgnięcie jest szczególnym zaangażowaniem w pewną sprawę, poszukiwaniem rozwiązań i odpowiedniego działania, by uskutecznić jakieś idee. Każdy z nas, jeśli mu na czymś zależy, poszukuje odpowiednich sposobów zyskania tego, na czym nam zależy.

         Przylgnąć, oznacza również otworzyć się na coś, przed kimś… zaangażować swoje serce w to, co nas przekonuje i co w sposób odpowiedni na nas wpływa. Nasze zaangażowanie przemienia nas wewnętrznie i buduje nasz światopogląd i stosunek do życia. Jeśli jakaś sprawa nas przekonuje, powoduje nasze zaangażowanie, czyni nas ludźmi szczerze pochłoniętymi jakąś sprawą. Życie może być płytkie, jeśli sprawy którymi żyjemy nie pochłaniają nas, nie powodują naszego szczególnego przylgnięcia. Jeśli sami nie jesteśmy przekonani, co do swojego życia, wówczas żadne sprawy nie zainteresują nas i spowodują, że będziemy pragnęli szukać innych perspektyw dla naszej codzienności.

         Ps 63,9- „Do Ciebie lgnie moja dusza, prawica Twoja mnie wspiera”  Człowiek zaangażowany w jakieś sprawy, odkrywa inną  stronę swojej codzienności, możliwości przekraczania swoich ograniczeń i możliwości. Przylgnąć możemy do tego, co nas rzeczywiście przekonuje i angażuje. Przekonani o czymś, wiemy, że warto w to zaangażować swoje serce i złożyć w tym swoje nadzieje. Sprawa, w którą się angażujemy jest jak przeciwna strona magnesu, która nas przyciąga i powoduje, że warta jest naszego zaangażowania.

          Jeśli mamy przekonane do czegoś nasze serce, wówczas niestety trudno o obiektywizm i wolność wyboru. Przylgnięcie do czegoś jest niekiedy zniewoleniem, naszym ograniczeniem i zauważaniem tylko tego, co dla nas rzeczywiście przyjemne, atrakcyjne, a nie obiektywnie przydatne.

          Pracując nad sobą, człowiek musi mieć siłę i odwagę uwolnić się od tego, co go zniewala, by angażować się rzeczywiście w to, co umocni nas i przyczyni się do naszego rozwoju. Uważajmy na to, w co się angażujemy, do czego przylgnie nasze życie i czemu odda się bez granic.

 

Psalm 64

Wielka niewiadoma

           Próbowałeś / łaś zgłębić  i ogarnąć całe swoje życie z tym wszystkim , co przeżyliście i jakie odczucia wam towarzyszyły. Wydaje się, że już próbując sobie to wyobrazić, człowiek ma taki stos różnych myśli i wspomnień, że trudno nam już w tym miejscu, ogarnąć to wszystko.

          Zadanie nie łatwe, a w zasadzie, z racji nieustannie zmieniających się w naszym życiu rzeczywistości, wręcz  niemożliwe do osiągnięcia. Próbując ogarnąć swoje życie, człowiek natrafia na wiele pytań i niewiadomych. Im bardziej próbujemy zgłębiać i zrozumieć swoje życie, tym bardziej wpadamy w przepaść wielu tajemnic i jeszcze nie odkrytych rzeczywistości.

         Życie człowieka jest wielkim darem-tajemnicą, którą  nieustannie odkrywamy , oswajamy się z tą rzeczywistością i staramy się jak najlepiej wypełnić to , co zostało nam ofiarowane jako zadanie. Codzienność niekiedy, jest na tyle skomplikowana, że niekiedy nowe wybory, decyzje, a niekiedy też inni ludzie powodują, że: „Obmyślili zasadzkę, ukrywają swe plany; podobne do przepaści jest serce i wnętrze człowieka ” (Ps 64,7)

        Kiedy działamy, niekiedy w pewnych sprawach, wydaje nam się, że przyszłość coś przed nami ukrywa, zasłaniając przed nami swe plany i znaczenie. Spowodowane to jest niekiedy brakiem odpowiedniego zaangażowania, a niekiedy tym, że nasze myśli utkwione są w innych sprawach, niż te, które są obecne teraz, w naszej teraźniejszości .

        Jeśli ulegniemy złudzeniu, że wszystko nas przerasta, że jest ponad nasze możliwości , wówczas odczujemy, że nasze życie jest przepaścią. Wówczas może nas ogarnąć trwoga z racji ogromu naszego życia i tego, co się na nie składa.

       Musimy być odważni, by nie przerażać  się naszą codziennością i tymi sytuacjami, które być może zachwieją   tym wszystkim , co do tej pory przeżywaliśmy. Życie być może przeraża z tego powodu, że nieustannie się zmienia, ale dzięki temu staje się też intrygującą przygodą,  która wciąga nas i przemienia do tego stopnia, że odsłaniający się kolejny dzień, zachęca nas do naszego zaangażowania.

      Życie nie może stać się rutyną… Powinniśmy bać się konsekwencji wypływających z lekkomyślnego realizowania życia i podejmowania decyzji i wyborów. Świat wykracza ponad możliwości naszych wyobrażeń i faktycznie może przerażać, ale tym bardziej zmobilizuje to nas do pracy nad sobą. Jestem taki mały w tym ogromnym świecie, ale to jednak mi, Bóg pozwolił żyć, tworzyć i kształtować moją codzienność. Być może jestem niezdolny i nie wszystko mi wychodzi, ale mamy mieć odwagę stawić czoła swoim „murom” które utworzyłem przez  lęki, zło i nieumiejętność podejmowania właściwych decyzji.

 

Psalm 65

Uprawiać ogród

            Spodobało mi już bardzo dawno temu inne określenie duszy- „tajemniczy ogród”. Nie tylko piękne określenie, ale niesamowicie twórczo określa duszę i to, co się w niej dzieje.

          Wyobraź sobie że twoje wewnętrzne życie jest ziemią, którą przez całe życie  pieczołowicie uprawiasz.   Wiemy , w jaki sposób możemy podejść do uprawy, jak i co angażować, by ten tajemniczy ogród, przyniósł rzeczywiste owoce. Praca nad sobą w tym Psalmie otrzymuje swój konkretny kształt i charakter. Człowiek musi dołożyć wszelkich starań, by jego życie stało się rzeczywiście ogrodem, w  którym wzrastać  będą  różnego rodzaju doświadczenia, przynoszące nam duchowe i fizyczne dary. Pielęgnowanie może dla niektórych osób  być mozolnym działaniem, ale na pewno nie możemy spodziewać się tego, że nikła praca przyniesie wielkie efekty.

        Nasz układ- zaangażowanie, może niejednokrotnie w ogóle nie przynosić żadnego  rezultatu, ale praca uszlachetnia, kształtuje i warto choćby z tego względu nie poddawać się i nie rezygnować. Nasz, tajemniczy ogród, jest bardzo  wrażliwy i wymagający, co powinno  wzmóc w nas bycie cierpliwym , wyrozumiałym i nade wszystko otwartym. Przygotowanie duszy na przyjęcie darów, wymaga odpowiedniego nastawienia -  zaufania ,że to , co ofiaruje mi Bóg, że jest mi potrzebnej mam to w odpowiedni sposób wykorzystać.

        Odpowiednie przygotowanie swojej duszy, wymaga czynników, które uzdolnią nas do rozwinięcia naszych wewnętrznych zdolności. Człowiek ma swoje indywidualne predyspozycje, które z czasem odkrywa i rozwija. Bóg ofiaruje nam zdolności, budzi w nas pragnienie nieustannego rozwijania samego wnętrza : „Nawodniłeś jej bruzdy, wyrównałeś jej skiby, spulchniłeś ją deszczami i pobłogosławiłeś plonom.” (Ps 65,11)

        Poznanie siebie, pomaga  nam skierować nasze działanie w takim kierunku, który pomoże nam osiągnąć cel, którym są owoce, wynikające z naszej pracy. Dążenie w odpowiednim kierunku jest szansą zyskania właściwych efektów. By nasz ogród mógł stawać się coraz bardziej pięknym,  musimy dbać o niego : praktyka modlitwy, ćwiczenie swojego sumienia , odczytywanie woli Bożej i jej realizacja, zaufanie i zawierzenie Bogu, budowanie wspólnoty, czynienie dobra, dokonywanie oceny bieżącej stanu swojego życia itp.

       Każdy kto dba o jakieś „roślinki, czy poletko”, zdaje sobie sprawę z trudności, nieopłacalności, ale też i radości, które przychodzą po długiej pracy. Praca nad sobą, to nawadnianie, spulchnianie, wyrównywanie, grzebanie w poszukiwaniu chwastów i w końcu radość z zebranych plonów. Trud zaowocuje, a poświęcenie i ofiarność, zostaną wynagrodzone- ale jak wszystko potrzebuje nas, tak podobnie jest w pracy nad sobą.

 

Psalm 66

Tchnąć życie

           Każdy z nas, w swoim codziennym życiu, tworzy wiele teorii i idei, które albo wciela w swoje życie, albo poszukuje odpowiedniego sposobu ich realizacji. W każdym człowieku zgromadzone są pokłady przeróżnych doświadczeń, pragnień, myśli i celów. Ich realizacja, czy możliwość osiągnięcia czegoś, zależy od tego, czy są realne i możliwe do wprowadzenia w nasze życie.  Ile rzeczywiście, wprowadziłeś w życie, ożywiłeś i uczyniłeś fizycznie realnymi, swoich myśli, teorii, idei? Wszystko, co gromadzimy w sercu, umyśle, a nie urzeczywistniane są w naszej codzienności jest tylko wyobrażeniem, może szczery pragnieniem , czy marzeniem. Dopóki nie znajdzie się w nas chęć, czy siła, która wypchnie to z nas i wcieli w życie, tak długo będzie to, mimo wszystko, martwą ideą.

          Wiele rzeczy nie potrafimy, albo nie możemy wprowadzić w życie, z różnych powodów. Pozostają one  jako dalekosiężne plany, które jeśli byśmy mogli wprowadzić, to na pewno byśmy to uczynili. Jeśli nie możemy, niekiedy są to notoryczne myśli, budzące inne działanie, które jest jakby zastępstwem tego ostatecznego celu, który pragnęlibyśmy wprowadzić w czyn.

           Rzeczywistość  istniejąca w naszym sercu, czy myśli, potrzebuje ożywienia. Ożywienie to ucieleśnienie tych idei, które są w naszym wnętrzu. Realność ich istnienia widoczna jest wówczas, gdy adoptują się one do naszej rzeczywistości,  nadają  jej wartość i wskazują kierunek.

           Ps 66,9- „Bo On życiem obdarował naszą duszę i nie dał się potknąć naszej nodze.”

           Ucieleśniane plany w naszym życiu potrzebują nieustannego ożywiania- naszej, aktywności, zaangażowania, które będzie rozwijało i niejako odświeżało naszą myśl. Człowiek jeśli pozbawi się pierwotnego entuzjazmu może stłamsić jakiś plan. Powinniśmy karmić naszą wewnętrzną motywację, by nie ostygł nasz zapał. Jeśli pragniemy wdrażać w nasze życie jakieś idee, musimy nieustannie się motywować, szukać zachęty i wciągać się w nowe przygody- doświadczenia. Im bardziej zaangażowani jesteśmy w realizację naszego życia tym bardziej czujemy satysfakcję i radość z tego, ze możemy je tworzyć.

           Życie to pęd wielu wydarzeń, wymagających naszego zaangażowania. W pewnych okolicznościach, możemy niestety stracić zapał i sens naszego działania. Pracując nad sobą powinniśmy odkrywać to, czego rzeczywiście pragniemy i jeśli obiektywnie jest to dobre, powinniśmy uczynić wszystko, by tak się zaangażować, by pragnienia otrzymały swoje życie.

Psalm 67

Owoc mojej pracy- efektywność

Ilekolwiek mamy lat, w każdym z nas, istnieje pragnienie obserwowania efektów swojej pracy. Człowiek jest bardziej spokojny, więcej w nim radości, gdy widzi faktycznie efekty swojego zaangażowania. Owoce są też motywacją do jeszcze mocniejszego zaangażowania i wkładania więcej wysiłku i ofiary, by osiągnąć zamierzony cel. Trudno o chęci, gdy nie widzimy konkretnych owoców naszej pracy, albo gdy widzimy wręcz odwrotne efekty, przeciwne wobec naszych zamiarów.

Człowiek zdaje sobie sprawę, że niekiedy na efekty trzeba czekać, ale i tak brakuje cierpliwości, niekiedy wyrozumiałości, bo chce wszystkiego natychmiast. Problem jest dom, w którym się wychowujemy : praca- efekt ; efekt-praca. Konsumpcjonizm, ale też silnie wchłaniany przez nas pragmatyzm, powodując, że nie wystarczą nam same dobre intencje i zmiany. Potrzebujemy rezultatów, gdyż w pewnym względzie są sprawdzianem poprawności naszych dążeń i sposobu ich realizacji. Trudnością dla nas jest też to, by zaakceptować te owoce, które rzeczywiście się żądzą, a które często dalekie są też od tych, które sobie my okazaliśmy. Często zawiedzeni, niekiedy zrozpaczeni i zniechęceni poddajemy się rezygnacji i powstrzymujemy się od angażowania w sprawy, które według naszej opinii są zwyczajnie nieopłacalna.

Ta sprawa wymaga naszej pracy nad sobą. Jeśli zwróceni jesteśmy tylko na zysk: opłacalność, wiele sytuacji w naszym życiu będzie ograniczonych, niepodejmowanych, ze względu na jakość owoców, albo ich brak.

Wydaje nam się, że jesteśmy wolni, bo to my możemy wybrać sprawy, w które będziemy się angażować, ale efekt niestety jest odwrotny. Ograniczenie się tylko do spraw, które naszym zdaniem są opłacalne, bardzo zawężają naszą aktywność i wybór sytuacji, w które będziemy się angażowali. Okrojony zakres naszego zainteresowania i działania, wpłynie również bezpośrednio na kształt naszej osobowości i charakteru.

Nasze działanie nie może być motywowane tylko owocami i chęcią zysku, lecz powinny być w nas bardziej wartościowe motywacje. Niekiedy nasze działanie wnosi dużo więcej, niż zyskanie owoców. Może to dziwnie wygląda, ale spójrzmy, iż działanie ma wpływ na całą osobę- kształtuje ją, a owoce są rezultatami tej pracy. Nie mamy tylko działać, dlatego, że mogę coś zyskać- choć są to nieodłączne sprawy. Efekty zależą od działania. Zmieniając siebie, zamienia się moje działanie, a w rezultacie przynosi to lepsze owoce.

Ps 67,7- „Ziemia wydała swój owoc, Bóg, nasz Bóg, nam pobłogosławił”

Człowiek wyda właściwy owoc przez własne zaangażowanie i przemianę swojego myślenia i motywacji dla własnego działania.

 

Psalm 68

Równać drogę.

Z jednego punktu do drugiego, możemy przeprowadzić bardzo wiele różnych linii, które będą różnego kształtu. Wydaje nam się, że najwłaściwsza droga to ta prosta, która jest najkrótszą drogą. Prosta droga umożliwia nam prosty dostęp do celu, gdyż nieustannie mamy go przed oczyma i wciąż możemy obserwować jak zmniejsza się dystans dzielący nas od celu. Różnica dróg, które możemy obrać, wskazuje różne trudności, które możemy napotkać i które wpłyną na dalszy rozwój drogi- będziemy zbawiać, oddalać się i w końcu zbliżać. Różnorodność dróg to świadectwo naszych decyzji, wyborów i ich konsekwencji, albo owoców.

Sami widzimy, w codzienności, w jaki sposób kształtuje się dzień, sytuacje i trudno nam niekiedy, pomimo szczerych chęci, pójść tą prostą drogą. Świadomy wybór drogi postępowania, zdecydowanie powinien być poparty motywacjami i nasza chęcią, osiągnięcia sprecyzowanego celu. Im bardziej jesteśmy świadomi co i jak chcemy osiągnąć , tym bardziej jest to dla nas na wyciągnięcie ręki,

Pewnie każdy z nas zna gry, polegające na przetaczaniu kulki po labiryncie, do określonego miejsca- celu, by móc wejść na kolejny poziom. Nasze życie podobne jest do tego labiryntu, w którym jest wiele dróg- możliwości, ale choć początkowo wydają nam się otwarte i dobre, z czasem okazują się drogą bez przejścia i trzeba znów wrócić do początku, by znaleźć inną, właściwą drogę. Prosta droga- to pojęcie względne, a w rzeczywistości proste- powinny być nasze decyzje, postanowienia i wybory. To jak kształtuje się życie, to jedna strona medalu, ale znacznie ważniejsza jest ta druga strona- będąca naszym nastawieniem wobec Boga i Jego woli. Równanie drogi, to symboliczne działanie, które ma umożliwić Bogu, w nas, działać.

Ps 68,5- „ Śpiewajcie Bogu, grajcie Jego imieniu, równajcie drogę przed Tym, który dosiada obłoków, cieszcie się Panem, przed Nim się weselcie”.

Prostowanie dróg, polega na ułatwianiu i umożliwianiu, by Bóg mógł w nas działać, byśmy w codzienności rozpoznawali Jego znaki i starali się całkowicie im zawierzyć i je podejmować. Człowiek powinien zrozumieć, że kierowanie się wolą Bożą, ujednolica jego codzienność i kształtuje przejrzyste cele.

Praca nad sobą, ma nam ukazać naszą otwartości dyspozycyjność i ich rzeczywisty stan. Czy potrafimy zaufać Bożym drogom i rozwiązaniom i tak realizować swoją codzienność, by głos decydujący pozostawić Bogu. Wartość naszego życia leży w tym, jak bardzo przylgniemy do woli Bożej. Pracując nad swoim wnętrzem, człowiek musi ćwiczyć i starać się, swoją dyspozycyjność, uczynić rzeczywiście świadomym wyborem Boga, jako swojego Przewodnika. Prostowanie dróg, to dbanie, by nasze decyzje, wybory stawały się coraz bardziej proste i wierne woli Bożej.

Psalm 69

Ludzkie bagno.

Każdy z nas, niestety może wpaść, w swoim życiu, w najgorsze doświadczenia i być może tak postępować, by zniszczyć jeszcze bardziej swoje życie. Mówimy, że „człowiek sięgnął dna”. Co to tak naprawdę oznacza? Przestając żyć jakimiś wartościami, człowiek dokonuje bardzo często, skrajnych wyborów, które pogrążają i doprowadzają do przepaści. Człowiek zagubiony w swoich myślach i dążeniach, pogrąża się w ciemnej stronie swojego życia. Do tego stopni8a zniewolony jest człowiek, że dla niego nie istnieje prawo wyboru i wolność. Człowiek jest tak wewnętrznie skłócony, że nie dostrzega innych możliwości wyboru, niż tylko ten, które obiera i realizuje. Ktoś kto obserwuje taką osobę z boku, widzi bardzo wyraźnie jej irracjonalność i tak bardzo widoczne błędy, które wręcz dziwią, że można aż tak się stoczyć i postępować. Dlaczego jest taki ograniczony? Może zbytnie zaangażowanie się w coś, z czego tak trudno się wycofać, stało się zniewoleniem i tak silnym ograniczeniem, że człowiek już się poddał i zrezygnował z dalszej walki. Sięgnięcie dna, to stan kompletnej beznadziei i braku nawet wyobrażenia sobie możliwości odnalezienia jakiegoś wyjścia.

Bagno, jest symbolem nagromadzonego wielkiego zła, które człowiek wybrał być może nieświadomie, a stoczył się samego dna, przez nieświadome konsekwencje wcześniejszych wyborów, które być może wyglądały tak niewinnie. Człowiek nie uświadamia sobie niczego, zgasły wszelkie iskierki dobra; doświadcza samotności, odrzucenie, nie ma także nikogo.

Ps 69,15- „ Wyrwij mnie z bagna, abym nie zatonął, wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą, ratuj mnie z wodnej głębiny.”

Niekiedy ludzka egzystencja znika w bagnie zła, błędnych wyborów, wyniszczenia. Człowiek schodząc na same dno, może je poczuć.

Z jednej strony świadomość tak niskiego upadku, może jeszcze bardziej pogrążyć człowieka i pozbawić go kompletnie wszystkiego. Dla innych, wyczucie dna pod stopami, może stać się ostatnią „deską ratunku”. Wpadnie na pomysł, albo inne osoby mu to uświadomią, że noże odbić się od dna i szukać rozwiązań, służących mu jako ratunek i wyjście z tej sytuacji. „ Ja zaś jestem nędzny? I pełen cierpienia, niech pomoc Twa, Boże, mnie strzeże.”(Ps 69,30)

Na ratunek nigdy nie jest za późno. Człowiek może w każdym momencie, wyjść z trudnej sytuacji. Jeśli tego pragnie, wówczas działanie, choć może mozolne, prędzej, czy później przyniesie oczekiwane rezultaty. Każdy z nas, jakikolwiek jest stan jego życia, powinien mocno się trzymać wiary i Boga i przygotować się na najgorsze. Nigdy nie możemy być pewni tego, że i my być może takiego stanu nie osiągniemy. Wiara i odpowiedni ludzie, gotowi służyć mu pomocą, to najmocniejsze zabezpieczenie na taką ewentualność.

 

Psalm 70

Co ja mam?

Nagromadzone przez lata doświadczenia, są naszym najcenniejszym skarbem, skrywanym wewnątrz nas. Gdy staniemy po środku naszego mieszkania i rozejrzymy się dookoła, dostrzeżemy też ogrom fizycznych przedmiotów, świadczących o naszych zainteresowaniach, fascynacjach, pragnieniach i celach. Wszystko to i wiele innych rzeczy, wydaje się naszym życiowym dorobkiem. Przywiązujemy ogromną wagę do tego, co posiadamy, a jeszcze bardziej zawładnięte mamy myśli tym, co byśmy chcieli posiadać.

W przestrzeni naszego życia są ważne i ważniejsze sprawy- nie tylko świat materialny jest nam drogi. Co ja mam? Co stanowi niebywałą dla mnie wartość? Czego nie chciałbym stracić?

Przypomina mi się, pewnie znana wam, historyjka o kangurze, który uwielbiał promocje w sklepach. Po wielu odwiedzinach w różnych sklepach, nagromadził on w swojej kieszeni na brzuchu, bardzo wiele przeróżnych przedmiotów. Miał ich taką ilość, że z trudnością się poruszał. W końcu wszedł do kolejnego sklepu, skuszony kolejną promocją, gdy w tym sklepie niespodziewanie wybuchł pożar. Wszyscy kierując się ku wyjściu przeciskali się przez strasznie zatłoczone miejsce przy drzwiach. Kangur próbując się ratować, próbował również przedostać się przez wąskie drzwi, ale nie mógł tego uczynić, gdyż zbyt wielka była jego kieszeń, przez co nie mógł w żaden sposób przez nie przejść. Wszyscy się ratowali, a on przez swoją zgubną tendencje gromadzenia wszystkiego w swojej kieszeni, niestety zginął w płomieniach.

Kiedy pierwszy raz słyszałem tą historię wyobraziłem sobie sytuacje- że płonie mój dom i co bym chciał ratować. Mimo bardzo wielu pomysłów, zawsze zdawałem sobie sprawę , że to, co chciał bym uratować nie jest jednak najważniejsze i tak mimo wszystko, czegoś by mi zabrakło. Jednak nie chciałbym zginąć w płomieniach z racji mojego braku zdecydowania. Wówczas pojawiło się pytanie: „co ja mam?”

Ps 70,6- „Ja zaś jestem ubogi i nędzny, Boże, pośpiesz mi z pomocą”.

Wszystko co mam najcenniejszego, nie zawdzięczam sobie, ale tym, którzy przy mnie byli, czy są. Doświadczenie żywej wspólnoty z innymi osobami, może ofiarować nam to, co rzeczywiście jest ważne, cenne i niezastąpione.

W pracy nad sobą, warto zadać sobie pytanie:” co ja znam?”, co jest moim największym skarbem. Być może wyjdzie, że przywiązuje wagę do rzeczy błahych, a może uświadomię sobie, że marnuje swoje skarby, a być może zrozumiem, że najcenniejszego skarbu jeszcze nie posiadam.

 

Psalm 71

Podpora.

Nowe dążenia i siły niekiedy gasną albo są zachwiane przez inne czynniki towarzyszące danym sytuacjom. Tracimy pewność i sens naszego działania. Jeśli pozostajemy sami na tzw. ”polu bitwy” i nie ma ludzi, którzy nas wspierają i podtrzymują wówczas jeszcze bardziej jesteśmy w stanie utracić poczucie pewności.

Coś, co jest słabe, niestabilne wymaga umocnienia. Dlatego powinniśmy odnaleźć uzasadnienie dla swoich motywacji działania. Oprócz motywów ze względu, na które działamy, powinniśmy posiadać silną wewnętrzną motywację, która będzie umacniała nasze dążenia. Liczy się każda podpora… Warto, byśmy uzmysłowili sobie, kto lub co pełni w naszym życiu funkcję podpory. Myślę, że dobrze wiesz, kto lub co wspiera cię w życiu, w codzienności. Warto, jeśli to możliwe bardzo mocno się tego trzymać.

Podpora nie tylko ma wspierać nasze dążenia i cele. Choć taka funkcja jest też bardzo potrzebna, to podpora powinna również ukierunkowywać nas i umacniać nowe cele. Podpora powinna stać się źródłem nowych rozwiązań, pomocą w odkrywaniu innych możliwości. Tutaj po raz kolejny uwidocznia się różnica działania w pojedynkę, a znacznie różniącą się postawą- działania we wspólnocie.

Praca nad sobą ma wzbudzić w nas pragnienie budowania duchowej i fizycznej jedności z „podporą”. Utworzenie tego duchowego mostu przyniesie umocnienie dla naszych dążeń, planów i celów.

Ps 71,6- „Ty byłeś moją podporą od dnia narodzin, od łona matki moim opiekunem, ciebie zawsze wysławiałem”.

Doświadczenie wsparcia- opieki daje nam poczucie bezpieczeństwa nawet, gdy sytuacje stają się trudne i bolesne. Człowiek w pojedynkę nie jest wstanie stawić czoła wszystkim wydarzeniom. Potrzebuje wsparcia i siły, którą zapewnić może nam nasza „podpora”. Świadomość, że „ktoś stoi za mną” dodaje nam siły do ucieleśniania i realizacji pewnych celów i zamierzeń.

Bóg od początku naszego istnienia jest najwierniejszą naszą podporą, którą niestety często odrzucamy, odsuwamy, przez co jakby znika z naszych odczuć, a my zadawalamy się jakąś imitacją, namiastką. Odsuwamy się od Boga, bo wydaje nam się, że to, co On nam sugeruje, jeśli to w ogóle słyszymy jest nierealne i zbyt wymagające. Wolelibyśmy, by Bóg za nas i bez naszego bezpośredniego uczestnictwa załatwiał nasze sprawy, a my będziemy cieszyć się jedynie rezultatami.

Jeśli włączymy wyobraźnie i będziemy myśleli o podporze to sami zobaczymy, że jej zadaniem jest umacniać to, kim my sami jesteśmy, a nie nas wyręczać.

W pracy nad sobą starajmy się dostrzec słabe elementy naszego życia; jeśli mają one szczególną wartość, starajmy się znaleźć odpowiednią dla nich podporę.

 

Psalm 72

Życiodajny deszcz

Może opatrzność, że gdy piszę to rozważanie, za oknem pada rzęsiście deszcz. Szum opadających kropel jest oznaką, że da początek albo umocni on istnienie. Pomimo skrajności pogodowych, bo deszcz może sprawić również powódź, wciąż zdajemy sobie sprawę, że gdyby nie on życie roślin, a później i ludzi wisiałoby na włosku. Deszcz uruchamia wyobraźnię i człowiek jest wstanie wyobrazić sobie, co dzieje z nim się, gdy spadnie na ziemię.

Użyźnia, nasącza, daje życie, paruje, tworzą się chmury i znów od początku… Ruch deszczu i fakt, co mogą uczynić wszystkie te krople spadające w jednym momencie w trakcie deszczu, uświadamiają moc stwórczego gestu Boga.

Ps 72,6- „ Bądźcie jak deszcz spadający na trawę, jaj rzęsista ulewa, co nawadnia ziemię”.

Wiemy, że psalmista zapowiada tymi słowami przyjście Jezusa. Jego łaska, nauczanie, dar życia i śmierć stają się jak deszcz życiodajny, budzący do życia wszystko to, co uschnięte czy uśpione. Człowiekowi i sytuacjom nie wystarczy tylko to, że ten deszcz spadnie, ale nade wszystko potrzeba otwarcia się na jego działanie.

Otwarcie się na działanie łaski jest wyrażeniem naszej zgody, całkowitego zaufania, że przemiana, która się dokona jest nam potrzebna, że to zostało przez Boga zaplanowane. Działanie Boga nie zawsze musi być do końca zrozumiane. Jego łaska działa „ponad naszym wyobrażeniem”. Tak jak deszcz spada na ziemię, by ją nawodnić- wszyscy rozumieją to działanie, jego potrzebę, ale nie wielu było tak dociekliwych by rozkopywać ziemię, by zobaczyć jak strugi wody znikają w jej głąb.

Obserwujemy działanie, wnikamy w rezultaty, ale często nasze działanie wciąż pozostaje dla nas tajemnicą.

Deszcz budzi w człowieku to, co dobre; rodzi w nim do istnienia to, co może mocno skrywane przestało kiedyś istnieć- działać. Przemiana, która dokonuje się za sprawą Jezusa nie jest agresywnym- inwazyjnym działaniem, lecz delikatnym, ale skutecznym odradzaniem, budzeniem. Człowiek dzięki temu działaniu odkrywa to, co skrywa jego życie, a wraz z obudzeniem się tego, co dobre, rodzi się również silna nadzieja.

Odradzające się dobro w człowieku jest oznaką życia oraz siły, jaką ma mimo wszystko drzemiące w nas dobro. Dobra w nas zgromadzonego tak łatwo nie można zniszczyć. Pomimo często destrukcyjnego naszego działania, siła dobra jest niezmierzona i tak wielka, że często niemożliwa do zrozumienia przez człowieka. Człowiek może siebie niszczyć, ale dobra w nim i przez niego uczynionego nie jest wstanie stłamsić. Bóg to wykorzystuje ofiarowując człowiekowi różne doświadczenia, by ten zrozumiał swoją niebywałą wartość i zmienił swój stosunek względem życia.

Praca nad sobą powinna posłużyć dla nieustannego budzenia siebie i tego, co Bóg w nas złożył, by nie zaprzepaścić tych wszystkich darów, które mają swoje konkretne zadanie.

 

Psalm 73


Co mnie cieszy?


Myślę, że odpowiedzi jest tyle ilu ludzi na świecie. Każdemu zupełnie coś innego sprawia radość i za tym podąża i tego pragnie. Po części sprawy szczęścia, radości komentował wskazując Ps 21. Jednak w tym miejscu pragnę ukazać właśnie to, co Psalmista- „Kogo prócz Ciebie mam w niebie? Gdy jestem z Tobą, ziemia mnie nie cieszy”(Ps 73,25). Psalmista w głębszym rozumieniu insynuuje nam pytanie: czy umiemy odróżnić wartości ziemskie od wartości nadprzyrodzonych?

Bardziej namacalne rzeczy, to, co w prosty sposób sprawia nam przyjemność jest dla nas dużo ważniejsze i praktyczniejsze niż dobra duchowe. To nie problem w namacalności i praktyczności, ale problem tkwi w rozumieniu wartości duchowych: radości, którą wnoszą w nasze życie.

Człowiekowi nie przychodzi łatwo myślenie perspektywiczne, dalekosiężne, dlatego dużo łatwiej jest go zaintrygować i zadowolić tym, co proste i natychmiast może osiągnąć. Duchowość natomiast jest czymś, co zakorzenia się w człowieku i wzrasta przez dłuższy czas jego istnienia. Dlatego człowiekowi niełatwo jest przemówić, że takie właściwe działanie być może, co prawda w późniejszym czasie, przyniesie bardzo wiele pożytku. Niekiedy może przerażać owo stwierdzenie- późniejsze rezultaty.

Każdy z nas fascynuje się jakąś rzeczywistością, dopóki go angażuje i przynosi korzyści, ale jak się nam znudzi, wówczas postępujemy bardzo radykalnie i odrzucamy rzeczy zbyteczne. Porzucamy niekiedy jak zużytą zabawkę, skupiając się znów na kolejnej rzeczy, sprawie. Interesuje nas wszystko to, co nowe i co wydaje nam się przydatne. Ale wstydzimy się w sumie przyznać do tego, że coś, co było w jednej chwili dla nas bardzo ważne, zaraz w innej niekiedy staje się już nic nie warte. Nasze pragnienia i ambicje są niezwykle wygórowane, a codzienność nie spełnia w pełni tego wszystkiego.

W sytuacjach niestety dopiero skrajnych, gdy coś odrzucamy albo przemija wówczas dostrzegamy, że w gruncie rzeczy można sobie bez tego poradzić. W wielu sytuacjach widzę, że można powstrzymać nieustanną chęć posiadania, ucząc się rezygnacji i dostrzegania tego, co rzeczywiście ważne. Spotykając się z dorosłymi, bardzo dojrzałymi osobami, dostrzegam ich niezwykle zachwycającą prostotę życia i skromność. Czy to wypływa z braków, czy z własnych, dobrowolnych wyborów. Im człowiek staje się starszy tym bardziej określoną ma rzeczywistość swojego życia. Cele i pragnienia nie ścigają się z kolejnymi propozycjami i możliwościami, ale człowiek wie po prostu, co ma we własnym życiu robić.

Duchowe wartości mogą nam umożliwić tą przejrzystość i realność życia. Musimy jednak podjąć się pracy nad sobą i przyczynić się do bardziej krystalicznego działania i przywiązywania się do spraw duchowych. Nie możemy ich umniejszać, a wręcz starać się je coraz bardziej odkrywać i nimi żyć.

Psalm 74

Zaciemnienie

Szczęściarzem jest ten, który wstając rano wie i rozumie, jaka jest wola Boża względem niego, względem dnia i wydarzeń, które go oczekują i potrafi się zaprzeć samego siebie i próbować w pełni zrealizować wszystko to, co Bóg dla niego przewidział. Odkrywanie woli Bożej, jej realizacja wymaga naszego zaufania i szczerości w pełnym przylgnięciu do Boga. Każdy z nas tworzy tą wyjątkową przyjaźń w konkretny, ale i też bardzo indywidualny sposób. Dzięki temu coraz lepiej znamy przestrzeń swojego życia, a jednocześnie coraz doskonalej wypełniamy własne powołanie.

Może wydawać się nam, że gdy udaje nam się przynajmniej w niektórych względach realizować wolę Bożą, możemy być przekonani, co do słuszności nowych wyborów i celów, których się podejmujemy. Jednak niekiedy bywa tak, że na sytuacje, których się podejmujemy wpływają inni ludzie i sytuacje. Wydaje nam się wówczas, że inni burzą porządek naszego planu. Pojawiające się pytania i wątpliwości stają się ciemną chmurą krążącą nad naszą głową. Jeśli coś innego przesłania nasz cel czy wartości, albo odpowiedzi, wówczas mamy do czynienia podobnie jak z przysłoniętym słońcem przez jakąś planetę, zaciemnieniem. Już nie wszystko wówczas jest takie oczywiste, pewne… Jakiekolwiek zburzenie naszych pewności wpływa na nas rodząc wątpliwości. Jeśli istnieje w nas zaciemnienie, wówczas rzuca ono cień na sprawy, w których uczestniczymy, które przeżywamy. Jedna wątpliwość budzi inne, przez co człowiek traci pewność i przekonanie.

Czy zastanawialiście się nad tym, czym są i jakie są w tobie zaciemnienia?

Zaciemnienie jest najczęściej utrata pewności w tym, co dotąd się realizowało. Jest utratą zrozumienia lub wyczuwania sytuacji i często wiąże się to z utratą zapału działania. Można to sobie wyobrazić na przykładzie obrazu- wchodzenia w mgłę… Im bardziej staje się ona silniejsza, tym mniej człowiek może dostrzegać i tym mniej pewnie może się przemieszczać po chwilach swoich codziennych doświadczeń. Brak orientacji, oddalenie od Bożej woli stają się przyczyną coraz bardziej pogłębiających się trudności i niepowodzeń. Człowiek żyje w świecie, który staje się dla niego coraz bardziej tajemniczy, niezrozumiały. Chcąc nawet postąpić słusznie człowiek nie potrafi wyrwać się z sieci własnych ograniczeń.

Ps 74,5- „Już nie widać nowych znaków i zabrakło proroka, nikt między nami nie wie, jak długo to potrwa.”

Jakie mam w sobie zaciemnienia? Brak umiejętności dostrzegania czy rozpoznawania znaków, to w naszym życiu najpoważniejsze zaciemnienie. Postępujemy po omacku, czyniąc każdy krok z trudnością, często narażając nie na niepotrzebne trudności. Innym zaciemnieniem jest indywidualizm, przez który nie potrafimy zaufać, otworzyć się na propozycje innych i czasem- we wspólnocie dążyć do osiągnięcia celu.

W pracy nad sobą powinniśmy podjąć się nieustannego ćwiczenia rozpoznawania znaków i podejmowania się ich razem z innymi osobami, które Bóg postawi nam na naszej drodze.

 

Psalm 75


Filary.


Budowanie całego życia, czy tylko chwili obecnej, wymaga od nas nie tylko odpowiedniego nastawienia, ale odpowiednich narzędzi. To, czym kierujemy się w każdej chwili naszego życia, to, co staje się też elementem budującym tą chwilę staje się filarem. Filary są naszymi osobistymi narzędziami, ale też nasz cechą charakterystyczną. Niekiedy staramy się świadomie wyćwiczyć te cechy, ale najczęściej jest tak, że przez różne doświadczenia wyłaniają się te filary i odkrywamy, co jest tak naprawdę naszą silną stroną.

Każdy z nas zdaje sobie sprawę jak ważne są filary, bo mając je dużo łatwiej jest nam przemieniać nasze życie- codzienność. Filary to wznoszenie naszego życia ponad przeciętność, która nas nie zadowala. Dzięki filarom wzbijamy się na wyżyny doświadczeń, które są dla nas okazją wiernego i kompletnego wypełniania naszego powołania.

Najbardziej stabilna budowla potrzebuje tylu filarów, aby być mocną, solidną i trwałą. Każdy z nas odkrywając realia własnej codzienności odkrywa również to, ile tak naprawdę potrzebuje filarów. Jest to chyba bardzo indywidualna sprawa.

Filar ma wznosić ciężar naszych codziennych doświadczeń. Filary stoją na solidnych fundamentach, dlatego też wyrastając z nich ukazują naturę i charakter naszych fundamentów. Można powiedzieć, że filary są żywym świadectwem naszych fundamentalnych wartości. Filary są naszymi codziennymi doświadczeniami- żywymi sytuacjami, które realizujemy w naszej codzienności. Dzięki nim stajemy się silniejsi, a wybory, które dokonujemy mają ogromny wpływ na tworzenie kolejnych chwil.

Ps 75,4- „Choćby się chwiała ziemia z wszystkimi mieszkańcami, Ja umacniam jej filary.”

Umacniać moją codzienność i jedyne właściwe przeznaczenie to zadanie, które możemy realizować dzięki codziennym doświadczeniom. Codzienność wskazuje nam perspektywy realizacji naszych dążeń i pragnień. Człowiek stawia czoła różnym sytuacjom. Jego zaangażowanie i radość z różnych rezultatów tworzy szczególną przestrzeń, w której Bóg na człowieku dokonuje wielu cudów. Filary są naszym sposobem bycia; naszymi cechami charakteru; emocjami wzmacniającymi dar Bożej miłości; umiejętnością realizacji woli Bożej itp. . Umacnianie filarów polegać może na mocniejszym przylgnięciu do spraw rzeczywiście ważnych. Umacniamy również filary przez własne decyzje i wybory, które szczególnie dają poczucie pewności wtedy, gdy postępujemy zgodnie z naszym sumieniem.

Praca nad sobą ma charakter umacniania tego, co dla nas ważne, czym żyjemy i czym kierujemy się w życiu. Nasza pozycja w życiu bywa często narażona na wiele przeciwności, dlatego tym bardziej potrzebujemy umocnienia dla naszego wnętrza.

 

Psalm 76

Wewnętrzne światło

Człowiek często korzysta z różnych wskazówek- kieruje się nimi i dzięki nim stara się osiągnąć jakiś zamierzony cel. Wskazówki mają różny charakter i wydźwięk. Niekiedy są to bardzo konkretne sugestie, słowa, pytania i odpowiedzi, ale często mają też bardziej duchowy charakter i są pewnego rodzaju przeczuciem, wewnętrznym przekonaniem, intuicją. Nazw jest wiele, jednak trudno sprecyzować, skąd to wewnętrzne działanie bierze swój początek.

W wielu sytuacjach niestety nie znajdujemy odpowiedniego rozwiązania. Sytuacje nas przerastają i irytujemy się tym, że życie wymyka nam się z rąk. W takich sytuacjach często towarzyszą nam wręcz akty depresji i rozpaczy, a działanie wręcz dla nas nietypowe. Można bardzo konkretnie powiedzieć, że tam gdzie nie ma mądrości, tam się jej nie znajdzie. Nie możemy postępować naprzód, jeśli nie jest nam znana droga. Szukanie mądrości to otwarcie wnętrza na działanie Boga. W przeciwnym razie działanie może stać się powierzchowne i donikąd nas nie zaprowadzi. Nie udawajmy intelektualnych gigantów, nie oszukujmy samych siebie, gdy czegoś nie wiemy. Niekiedy największą mądrość znajdziemy w tym, czego doświadczamy, jeśli otworzymy się na działanie woli Bożej w chwili obecnej. Szukając rozwiązania w swoich ograniczeniach daleko nie zajdziemy. Dlatego w niektórych sytuacjach (bardziej) musimy zrezygnować z własnego zdania, opinii… na rzecz wewnętrznego natchnienia, które nie zawdzięczamy sami sobie, ale jest darem.

Dla osoby wierzącej wytłumaczenie „wewnętrznego światła” nie jest niczym trudnym, gdyż przypisuje je działaniu Ducha Św., który wylewając na nas swoje dary uzdalnia nas do rozpoznawania tego głosu i realizowania go w różnych sytuacjach.

Ps 76,5- „Ty jesteś pełen światła i potężniejszy od gór odwiecznych.”

Działanie Boga w nas nie jest niczym skrępowane. Jedynie my nie potrafimy tego działania często dostrzec. W wielu sytuacjach działanie Boga jest ograniczone przez to, że my Mu osobiście na to nie pozwalamy.

Istnienie wewnętrznego światła jest oznaką działania Ducha Św., który wylewając na nas dary jest dla nas oparciem i przewodnikiem. Współpraca z nim przynosi owoc- konkretne dary, które są tą naszą wewnętrzną inspiracją. W wielu sytuacjach w sposób niespodziewany pojawiają się Boże inspiracje, które ratują w takich sytuacjach nasze życie. Człowiek niekiedy sam próbuje odnaleźć najwłaściwsze rozwiązanie jakiejś sprawy i w żaden sposób nie potrafi tego uczynić. Wówczas bardzo często, jako Boża pomoc pojawia się w sercu- myśl, działanie i człowiek odzyskuje radość, siły i chęć.

Każdy z nas może ograniczyć się tylko do swojego świata: pomysłów, pragnień, celów. Jednak czuje niekiedy własne ograniczenie. Mądrość podpowiada nam byśmy zaufali Bożym podpowiedziom i byśmy poszli za tym natchnieniem. Rozwijajmy zatem swoją wrażliwość i otwartość na Boże podpowiedzi, a wówczas tym bardziej, łatwiej będzie nam rozeznawać i podejmować się realizacji tych podpowiedzi.